Ordynariat Polowy

czcionka większa czcionka normalna czcionka mniejsza
31 stycznia 2020
Homilia wygłoszona podczas Mszy św. w intencji P. Wiesława Lewnaua z okazji pożegnania z mundurem wojskowym. Katedra Polowa WP
Szanowny Panie Wiesławie, coś się dzisiaj kończy. Za to „coś” pragnę podziękować. Dziękuję za te niemal trzydzieści lat posługi w Ordynariacie Polowym. Robię to w imieniu nieobecnego tutaj abpa Sławoja Leszka Głódzia, czynię to w imieniu nieżyjącego, tragicznie zmarłego bpa Tadeusza Płoskiego, a nade wszystko we własnym imieniu - powiedzial Biskup Polowy.

Czy może być bardziej dramatyczna skarga człowieka; czy może być serce bardziej przepełnione bólem i nieszczęściem, niż wtedy, gdy wyrywają się z jego ust takie słowa: „Nie mam człowieka!”.

Nikt nie zdoła przejść przez życie samotnie. Zawsze potrzebny jest ten drugi; potrzebni są towarzysze drogi. Dlatego bez względu na wiek, zajmowane stanowisko i pozycję społeczną, na podejmowaną służbę, wykonywany zawód, człowiek nie chce być sam. Chce mieć wokół siebie ludzi życzliwych, na których będzie mógł polegać; ludzi oddanych, z pasją, z charakterem, nie żyjących dla siebie, ale podejmujących trudne nieraz wyzwania, by osiągnąć zamierzony cel.

21 stycznia 1991 roku decyzją Jana Pawła II został odtworzony Ordynariat Polowy w Polsce. Skierowany wtedy do posługi biskupa polowego ks. Sławoj Leszek Głódź poszukiwał współpracowników, bo wiedział, że sam nie jest w stanie odbudować struktur duszpasterskich w wojsku. Szukał księży do duszpasterstwa i sióstr, aby zajęły się posługą w domu biskupa i w katedrze polowej. Poszukiwał także osób świeckich, którzy podjęliby się pracy w Kurii Polowej… Ale przecież potrzebny był także kierowca, który będzie go woził do garnizonów, kościołów i kaplic rozsianych na terenie Rzeczpospolitej, gdzie czekają na niego żołnierze i kapelani.

Jednym z pierwszych, którzy weszli w skład tworzonych przed laty struktur diecezji polowej, był Pan Wiesław Lewnau. Na przełomie marca i kwietnia 1991 roku, jako żołnierz, związał się z posługą w Ordynariacie Polowym. To była ważna decyzja. Tamten rok był dla niego ważny i przełomowy także i z tego względu, że kilka miesięcy później, w sierpniu, poślubił obecną tu Panią Magdalenę. Można powiedzieć, że przez te niemal trzydzieści lat Pan chorąży Wiesław miał – ma – dwa domy. Ten pierwszy to dom rodzinny ‒ żona, syn i córka. A ten drugi? Pan Wiesław przez te lata stał się domownikiem domu biskupa polowego w Warszawie przy ulicy Długiej 13/15. Powiedzieć, że jest domownikiem to dużo znaczy, to wiele mówi…

Co na to żona? Na pewno mogłaby wiele powiedzieć…, może i to, że właśnie ten dom rodzinny był okradany z czasu należnego żonie i dzieciom. Ale mundurowi często mówią: „Taki jest nasz los!”. Tak zazwyczaj bywa w żołnierskiej służbie. Kiedy oficerowie i żołnierze Wojska Polskiego żegnają się z mundurem i przechodzą w stan spoczynku, często podkreślają że niemal połowę swojego życia zawodowego spędzili poza domem.

Kiedy w 2016 roku w Katedrze Polowej Państwo Lewnauowie w obecności swoich dzieci dziękowali Panu Bogu za dwadzieścia pięć lat wspólnego pożycia małżeńskiego, wówczas przekazałem wyrazy wdzięczności Pani Magdalenie za to, że przez wiele lat pod nieobecność męża, na barkach swych dźwigała nie trzy, ale niejednokrotnie cztery węgły domu. Kobieta zwykle dźwiga na swych barkach trzy węgły domu. Dużo, bardzo dużo od niej zależy, ale w przypadku męża służącego w wojsku, nierzadko troska o wychowanie dzieci i odpowiedzialność za dom spoczywa na barkach żony. Tak też było w odniesieniu do rodziny Pana chorążego Wiesława; bo on ciągle był w podróży, często poza domem…

Pierwszy raz spotkałem Pana Wiesława 6 grudnia 2010 roku na dworcu kolejowym w Warszawie. Przyjechałem pociągiem z Krakowa do stolicy, aby podjąć zadania biskupa polowego. Na Dworcu Centralnym powitali mnie wówczas ks. płk Sławomir Żarski, ks. płk Zbigniew Kępa i ten zdawać, by się mogło, z drugiego planu ‒ kierowca, Pan Wiesław. Ale gdyby nie on, to byśmy nie przyjechali do siedziby biskupa polowego przy ul. Długiej 13/15. Panie Wiesławie, dzisiaj, po niemal dziesięciu latach naszej współpracy, mogę podkreślić i powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że wówczas 6 grudnia 2010 roku spotkałem człowieka, człowieka przez duże „C”.

Pan Wiesław jest wspaniałym człowiekiem. Zawsze życzliwy i pomocny nie tylko dla mnie, ale także dla tych, którzy kiedykolwiek prosili go o pomoc. Zaskarbił sobie także życzliwość i uznanie u sióstr, wszak jeśli trzeba było w czymś pomóc, nigdy nie powiedział: „nie”.

Panie Wiesławie, dziękuję za szlachetne serce. Nigdy nie wypowiedzieliśmy wobec siebie gorzkich, czy złych słów, nigdy nie zagościły w naszych relacjach negatywne emocje, nigdy! Pan Wiesław miał swój obszar odpowiedzialności, który w pełni szanowałem. Nigdy nie dowodziłem z tylnego siedzenia. To Pan Wiesław określał godzinę, o której mamy wyjechać, byśmy bezpiecznie dotarli na wyznaczone miejsce. Pan Wiesław był i jest godny zaufania. To on rozpisywał plan podróży. Pierwsze trzy i pół miesiąca mojego posługiwania w Ordynariacie Polowym spędziliśmy właśnie w podróży, na kołach, robiąc po osiem a nawet dziewięć tysięcy kilometrów w miesiącu. A to wszystko po to, aby już na samym początku posługi w diecezji wojskowej odwiedzić i poznać wszystkie parafie i niemal wszystkie garnizony na terenie kraju. Dyspozycyjność Pana Wiesława, jego znajomość diecezji polowej bardzo mi imponowały. Byłem pewny, że nigdy się nie spóźnimy, zawsze dojedziemy na czas. Zawsze!

Podsumowując, mogę powiedzieć, że Pan Wiesław potrafił łączyć dwa w jednym. Był kierowcą, ale nie tylko, wszak bardzo często pełnił także posługę sekretarza. Ale powiedzieć: dwa w jednym, to mało. Trzeba powiedzieć, to jest szczególny przypadek ‒ trzy w jednym: kierowca, sekretarz a także wiele razy – ceremoniarz. Podawał mitrę, pastorał… Wystarczyła wymiana spojrzeń i następowało porozumienie. Nawet: trzy w jednym, to za mało. Pan Wiesław – to cztery w jednym. Kiedy trzeba było zrobić dokumentację fotograficzną, wówczas ks. Zbigniew przekazywał aparat i mówił: „Panie Wiesławie, potrzebnych jest parę zdjęć…”. Pan Wiesław też to wykonał.

Szanowny Panie Wiesławie, coś się dzisiaj kończy. Za to „coś” pragnę podziękować. Dziękuję za te niemal trzydzieści lat posługi w Ordynariacie Polowym. Robię to w imieniu nieobecnego tutaj abpa Sławoja Leszka Głódzia, czynię to w imieniu nieżyjącego, tragicznie zmarłego bpa Tadeusza Płoskiego, a nade wszystko we własnym imieniu. Powód jest jeden – nigdy nie wyszły z moich usta słowa skargi i narzekania: „Nie mam człowieka”. Zawsze mogłem liczyć na wsparcie Pana Chorążego.

Panie Wiesławie, przed Bogiem, najbliższą rodziną i przed tak licznie zgromadzonymi w katedrze polowej przyjaciółmi, chcę powiedzieć słowo, które właściwie wszystko wyraża: DZIĘUJĘ! Dziękuję, bo to, że spotkałem Człowieka, to nie jest odosobniony głos. Tak wielu przyjaciół obecnych dziś w katedrze polowej może to samo powtórzyć. Gdy przyjeżdżali wielcy tego świata, generałowie, oficerowie… kierowców nigdy Pan nie zostawił za bramą, ale zawsze zaprosił ich na posiłek, na kawę, herbatę…

Być człowiekiem! Norwid powiedział, że „z rzeczy tego świata przetrwają tylko dwie ‒ poezja i dobroć”, nic więcej. Właśnie dzisiaj dziękujemy za dobroć.

Panie Wiesławie, kończy Pan pewien etap w swoim zawodowym życiu. Przed Panem jeszcze długa droga. Mojżesz żył sto dwadzieścia lat, a Pan Bóg na każdym etapie jego życia wyznaczał mu do realizacji jakieś ważne zadania. Przed Panem jeszcze wiele lat życia. Niech Bóg darzy zdrowiem i zleca kolejne zadania, aby Pan zawsze czuł się potrzebny. Niech Pan pisze kolejne, piękne rozdziały księgi pt.: Życie.

bp Józef Guzdek
Biskup Polowy Wojska Polskiego

generuj pdf
go-up
Kontakt

Ordynariat Polowy
Tokarzewskiego-Karaszewicza 4
00-911 Warszawa
tel. 261873193
fax. 261879737

    
  • BIP
Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej znajdziesz w Polityce Cookies.