Ordynariat Polowy

czcionka większa czcionka normalna czcionka mniejsza
20 kwietnia 2018
Posługa c.k. kapelanów wojskowych podczas kampanii galicyjskiej we wspomnieniach (ks. Stanisław Nabywaniec, Rzeszów UR)
Artykuł dotyczy posługi księży kapelanów w armii austriacko-węgierskiej, w tym księży polskiej narodowości troszczących się o żołnierzy polskiego pochodzenia.


Główny cele duszpasterstwa wojskowego podczas I wojny był taki sam, jak podczas pokoju: zbawienie dusz, poprzez udzielanie sakramentów, prawowanie kult, obchodzenie świąt. Działania duszpasterskie w sytuacji wojny musiały być dostosowane do szczególnych okoliczności. Głównym celem opieki dziedzinie duszpasterskiej w warunkach frontowych I wojny światowej w c.k. armii było:
1. Przygotowanie śmierci żołnierza na śmierć w stanie łaski; co było prawdopodobnie najważniejszym celem, ponieważ wojna jest stałym zagrożeniem dla życia.
2. Wychowanie do zachowania cnót żołnierskich. Chrześcijaństwo zawsze podkreśla że katolicki żołnierz musi być gotowy na bohaterstwo.
3. Ochrona przed zagrożeniami życia wojennego; Wojna brutalnie wzbudza instynkty człowieka, namiętności i sprawia, że żołnierz  rozluźnia więzy sprawiedliwości.

Niestety kapelani często mogli pośrednio i bezpośrednio mogli usłyszeć od obojętnych oficerów uwagi, że kapelan w wojnie jest bardzo zbędny. Temu zarzutowi było często trudno przeciwstawić się. Dobry wpływ kapelana na postawie mężczyzn-żołnierzy był jednak widoczny i kapelani mogli dostarczyć wielu przykładów, jak bardzo gotowość żołnierska zależała od duszpasterzy. Żołnierze z radością reagowali na obecność kapelana, jak ludzie stęsknieni pociechy religijnej i potrzebujący wzmocnienia. Katolicy dobrze rozumieli ogrom zadań i obowiązków kapelanów stąd kierowali do nich wiele listów z prośbami i podziękowaniami dla kapelanów polowych, co udowodniało dobitnie, jaką rolę kapelani odgrywali na froncie dla wierzących żołnierzy. I wojna światowa, wyraźnie pokazała, że sama siła fizyczna nie wystarcza do utrzymania wroga na dystans lub uratowania od porażki, ale to wielka siła moralna jest zwykle w stanie dostarczyć więcej niż oczekiwano by od czynnika zewnętrznego. Na wzniecenie sił moralnych religia miała największy wpływ. Wiara była w stanie w najwyższym stopniu zachować stan ducha bojowego. Zatem, skoro wiara odgrywała tak istotną rolę, ważne było i to aby przez posługę duszpasterską wspierać posłuszeństwo, obowiązkowość, wytrwałość, cierpliwość, i wszystkie inne cnoty wojskowe, ukazując je w kontekście odpowiedzialności przed Bogiem. Żołnierze-katolicy mieli też prawo do opieki religijnej i do tego by umierać z pociechą duchową i świadomością, że zapewniony będzie pochówek chrześcijański. Kapelan byli również zobowiązani prawem do wystawienia metryki zgonu.

W całej posłudze duszpasterskiej kapelana ważną rolę odgrywała osobowość kapelana Kapelan miał stanowić odbicie religijności i ucieleśnienie pewnej rycerskości chrześcijaństwa. Musiał dobierać właściwe środki duszpasterskie, ale nie mógł być fanatykiem i widzieć wszędzie groźbę piekła.

Do głównych powinności kapelana podczas I wojny światowej należało sprawowanie Mszy św. w warunkach polowych. Musiał zatem sprawować pieczę nad paramentami i naczyniami liturgicznymi potrzebnymi do sprawowania liturgii mszalnej. Przeciętnie ekwipunek kapelana ważył około 40 kg. Kapelani podkreślali w swych wspomnieniach, iż najpoważniejszym problemem w pierwszych miesiącach I wojny światowej było zdobycie hostii i wina, koniecznych do celebrowania Mszy św. Dawało się to odczuć szczególnie w Galicji, gdzie w niektórych rejonach przeważał obrządek greckokatolicki, a w tym obrządku stosowano nie hostie ale chleb kwaszony oraz wino czerwone.

Kolejnym ważnym zadaniem kapelanów na froncie było głoszenie słowa Bożego. W obliczu zagrożenia życia, w przepowiadaniu kapelani powinni byli ukazywać ewangelie przede wszystkim jako dobrą, radosną nowinę, aby wnieść nadzieję i otuchę w serca żołnierzy. Kazania frontowe winny zawierać zarówno siłę jak i kunszt słowa.

W posłudze sakramentalnej najważniejszą rolę odgrywała posługa sakramentu pojednania. Posługa ta wymagała wielkiego wysiłku i czasu. Jeden z kapelanów zanotował, iż w czerwcu 1915 r. wysłuchał około 700 spowiedzi żołnierskich. Spowiedź sprawowano w różnych miejscach, w napotkanych kościołach, w domach, w barakach, w lesie czy na otwartym polu. Nie należały do rzadkości spowiedzi sprawowane podczas przemieszczania się w siodle, w wagonach transportowych, w szpitalach polowych. W skrajnych warunkach frontowych udzielano absolucji generalnej.

Do zadań związanych z posługa kapelanów należało również celebrowanie pogrzebów poległych w walce lub zmarłych na skutek odniesionych ran lub z powodu poważnych chorób. Pogrzeby odprawiano jeśli było to możliwe na istniejących cmentarzach. Niejednokrotnie trzeba było organizować doraźne cmentarze polowe. W tym zadaniu wspierały kapelana grupy sanitarne. Ponieważ kapelani byli nie tylko duszpasterzami, ale pełnili też funkcje urzędników państwowych, musieli prowadzić rejestr poległych i zmarłych.

Posługę duszpasterską w c.k. armii podczas I wojny światowej pełniło 3077 kapelanów[1]. 43 kapelanów zostało rannych podczas działań wojennych na frontach I wojny światowej[2], 11 zginęło na polu walki[3], 33 zmarło w szpitalach na skutek chorób i ran[4], najwięcej natomiast, bo aż 69 dostało się do niewoli, głównie na froncie rosyjskim[5].

Wprawdzie I wojna w Galicji rozpoczęła się nieco później niż w innych krajach monarchii austro-węgierskiej, ale już w nocy z 31 lipca na 1 sierpnia powiadomiono rezerwistów o mobilizacji. Wezwanie otrzymali również księża z parafii, aby uzupełnić braki kadrowe wśród kapelanów c.k. armii.

Już we środę 5 sierpnia kilkunastu kapelanów, w mundurach wojskowych zgromadziło się obok katedry przemyskiej obrządku łacińskiego. Na plebanii w Żurawicy, gdzie proboszczem był wówczas ks. Michał Miksiewicz, rozlokowała się komenda pułku i odbywały się Abfertigungen, czyli odprawy[6]. Już przed 10 sierpnia wieś Bolestraszyce leżąca w rejonie fortyfikacji przemyskiej została rozebrana, a jej mieszkańcy zostali wysiedleni w okolice Jarosławia[7].

12 sierpnia rano odbyło się nabożeństwo w katedrze przemyskiej, w której wzięli udział żołnierze i oficerowie. Wielu z nich przyjęło Komunię św. Po nabożeństwie żołnierze odebrali rozkazy wymarszu do swoich kompanii i rozlokowanych w fortach twierdzy Przemyśl[8]. Trzy dni później w uroczystość Wniebowzięcia NMP żołnierze nie świętowali, ale wielu żołnierzy uczestniczyło we Mszy św. w katedrze[9]. Natomiast 18 sierpnia, w dzień urodzin cesarza Franciszka Józefa odbywały się msze polowe a także niektóre bataliony zostały odkomenderowane na Msze w intencji cesarza – Polacy do kościoła, Rusini do cerkwi. W żurawickim kościele Mszę dla 17 pułku Landwery z Rzeszowa odprawiał proboszcz Miksiewicz. Pod koniec Mszy zaintonowano Serdeczna Matko, a niektórzy na tę samą melodię śpiewali Boże coś Polskę… na końcu dopiero zaintonowano Gott erhalte – Boże wspieraj na cześć cesarza i domu habsburskiego.

Kapelani towarzyszyli żołnierzom a także oddziałom strzeleckim, ale hierarchia kościelna była negatywnie nastawiona do tej formacji ze względu na patronat Ignacego Daszyńskiego – socjalisty i feministycznej publicystki Izabeli Moszczyńskiej. Komendant Piłsudski również bez entuzjazmu wyrażał się o niektórych hierarchach.

Żołnierze korzystali nie tylko z posług swych kapelanów, ale także z posługi miejscowych duszpasterzy. Duchowieństwo zakonne i diecezjalne odnosiło się raczej z entuzjazmem do formujących się Legionów. Nawet w odległych regionach Karpat, w okolicach Kołomyi bernardyni z klasztoru w Gwoźdźcu byli pełni ducha patriotycznego. Przybyłych w tamte rejony legionistów podejmowali gościnnie w klasztorze, a okoliczna ludność Ormianie-Polacy przynosili do klasztoru wiktuały, aby wesprzeć zakonników w utrzymaniu legionistów. W Gwoźdźcu żywe były tradycje listopadowe, wszak tak ostatnie lata swego życia spędził generał, bohater spod Stoczka generał Józef Dwernicki[10].

Podobnie zachowali się i jezuici z Kołomyi. Odprawiali oni nabożeństwa niedzielne i świąteczne dla stacjonujących tam wczesną wiosną 1915 r. legionistów. Kościół był tak oblegany przez „oddziały ze wszystkich pułków, szwadronów i baterii”, że „cały kościół był zapełniony, tak że część musiała pozostać na dworze”[11]. Widać, iż mimo socjalistycznych inklinacji dowództwa, nie wyłączając komendanta Piłsudskiego, legioniści garnęli się do Kościoła. Również i kadra oficerska brała czynny udział w mszach niedzielnych[12].

Również regularna armia austriacka wraz z wyższymi oficerami oficjalnie uczestniczyła w nabożeństwach niedzielnych i świątecznych. Oprawa nabożeństw świątecznych była szczególnie uroczysta. Oto jak wyglądała uroczystość Bożego Ciała 3 VI 1915 r., podczas stacjonowania wojsk CK armii w Piotrkowie Trybunalskim: „O godz. 10-ej udaliśmy się wszyscy ze sztabu z gen. Durskim przed farę, gdzie stały już tłumy ludu i ustawione były dwa oddziały wojskowe Landszturmu austriackiego i piechoty Legionów. Następnie udaliśmy się wszyscy, tj. oficerowie na podwórze gmachu pojezuickiego kolegium, gdzie jest Komenda Etapowa, tam oczekiwało grono kilkudziesięciu austrowęgierskich oficerów. Gdy wyszedł gen. Heffelle, zgromadzili się wszyscy koło niego. Generał Heffelle przemówił kilka słów powitania i powiedział, że życzy sobie, żeby wszyscy oficerowie tak długo byli na uroczystości, jak on długo będzie. Następnie udali się wszyscy do fary. Do prezbiterium weszli generałowie z oficerami sztabowymi i adiutantami. Z sumą wyszedł ks. dziekan Zagrzejewski, suma była z Lauda Sion Salvatorem. Po sumie wyszła wspaniała procesja, celebrował dalej ks. dziekan, szły procesje z feretronami i chorągwiami ze wszystkich kościołów piotrkowskich, tłumy ludu, wkoło celebransa i z tyłu za nim tworzyli trzymając sznury strażacy wolne miejsce, gdzie szli generałowie Heffelle i Durski, szef lek[arzy] Majewski i wszyscy oficerowie i urzędnicy, przeszło stu. Z obydwu stron baldachimu z jednej strony oddział ułanów legionistów w czapkach paradnych, z drugiej strony kawalerzystów austriackich z wyciągniętymi szablami. W procesji były po raz pierwszy panny niosące feretrony, ubrane w kontusiki i konfederatki. Procesja szła ulicami Krakowską pod kościół Bernardynów, Kaliską, Pocztową, Bykowską na Rynek Maślany, skąd procesja ruszyła do fary. Ołtarze były przed klasztorem bernardynów, na ulicy Pocztowej, Bykowskiej i na Rynku Maślanym. Po odśpiewaniu Ewangelii, salwy honorowe dawały obydwa oddziały piechoty. Procesja skończyła się przed 1-szą po południu. Następnie na Rynku Trybunalskim odbyła się defilada oddziałów biorących udział przed gen. Heffelle i zgromadzonymi oficerami. Kompania polska maszeruje przy trąbieniu specjalnego marszu, nie jak austriacki. Nie wiadomo skąd dowiedział się gen. Heffelle, że jest to marsz belgijski i zwrócił na to uwagę gen. Durskiemu”[13].

Kapelani polscy w kazaniach budzili ducha patriotyzmu wśród żołnierzy i legionistów. Kapelan Gilewicz wygłaszał kazania na temat hymnu „Boże coś Polskę” i na temat Legionów[13]. Kazania polowe nie należały do krótkich. Trwały ponad pół godziny[14].

Bardzo ciekawe wydarzenie miało miejsce po zajęciu przez legiony i CK armię terenów Podlasia, wraz z leżącym tam Drelowem, miejscem męczeńskiej śmierci unitów, broniących swej wiary i cerkwi. 15 VIII 1915 r. Moskale wycofali się z Drelowa. Zabrali ze sobą rodziny prawosławne, a miejscowy pop prawosławny opuścił Drelów. Gdy I Brygada dotarła do miasta – była to niedziela – pod cerkwią gromadzili się ludzie, ale do środka nie wchodzili. Informują legionistów, że od czasu zabrania jej przez prawosławnych nie przekroczyli jej progu. Na wieść, że Moskale uciekli a cerkiew zostaje im zwrócona jako unicka, ogarnęła ich nieopisana radość. Jeden z legionistów, blacharz z zawodu, wspiął się na dach i strącił z niego prawosławny krzyż, ogłaszając zgromadzonym wokół cerkwi, że mogą wziąć w posiadanie zagrabioną im kiedyś siła cerkiew. „Wzruszająca była to chwila, jak wchodzili do cerkwi starzy ludzie, którzy z rozczuleniem oglądali święte obrazy na ołtarzach, przed którymi się modlili temu 40 lat, a od tego czasu wewnątrz nie byli jako ‘oporni”. Sprowadzono do cerkwi kapelana ks. Żytkiewicza. W wypełnionej po brzegi ludem i żołnierzami cerkwi rozpoczęło się na polowym ołtarzu ustawionym przed ikonostasem nabożeństwo. Obok ołtarza ustawiono obraz matki Bożej Częstochowskiej. Śpiew prowadził artylerzysta, w cywilu organista. Odśpiewano litanię, kapelan wygłosił kazanie, a na koniec wszyscy odśpiewali „Boże coś Polskę” oraz „Anioł Pański”. W nabożeństwie ku czci Matki Bożej Zielnej uczestniczył również kapelan Czech, który zatrzymał się dłużej w Drelowie i zapowiedział odprawienie Mszy św. w cerkwi w dniu następnym. Wszystkim zapadła głęboko w pamięci ta uroczystość w odzyskanej cerkwi[16].

Uroczystą oprawę miały też uroczystości związane z wielkim tygodniem i ze świętami wielkanocnymi. Oto jak wyglądały obchody niedzieli palmowej na froncie rosyjskim 16 IV 1916 r. Major Galica, góral z pochodzenia, zbudował kaplicę w stylu zakopiańskim. Antepedium ołtarzowe wykonane z przekroju grubego pnia sosny zostało ozdobione chrystogramem IHS z promieniami wykonanymi z drążków. Nad ołtarzem zawieszono duży obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Palmy wykonano z wrzosów i gałązek iwy z baziami. W nabożeństwie uczestniczyli również oficerowie i przygrywała orkiestra pułkowa[17]. W wielki czwartek kapelan odprawił Mszę św. a wielu żołnierzy i oficerów przystąpiło do Komunii św.[18] W niedzielę palmową o godz. 600 rozpoczęła się Msza św. rezurekcyjna w kaplicy legionowej. Po Mszy wyruszyła procesja ze śpiewem „Wesoły nam dziś dzień nastał”[19].

Kapelani korzystali z gościnności miejscowych duszpasterzy obu obrządków i sprawowali swe podługim w ich kościołach i cerkwiach. Kapelan dr Johann Pius Parsch wspominał, że gdzieś w jednym z zakoli Dniestru korzystał z gościnności duszpasterza greckokatolickiego. Przy cerkwi rozpościerał się w duży plac trawnikowy na którym znajdował się ołtarz i wznosiła się ambona, gdyż podczas pięknych letnich dni odbywał się tu kult na zewnątrz. Na tym placu ks. Parsch zorganizował spowiedź dla ok. 700 spośród 1000 żołnierzy. Spowiedź została zapowiedziana kilka dni wcześniej. Po południu wielu żołnierzy przyszło się wyspowiadać. Posługę pojednania pełniło 8 spowiedników. Częściowo byli to kapelani, ale i niektórzy lokalni kapłani pospieszyli z pomocą. Niestety nagły rozkaz wymarszu wielu żołnierzom uniemożliwił spowiedź. Jeden z tych, któremu udało się zdążyć wyspowiadać, powiedział ks. Parschowi, że będzie ten dzień wspominał, jako jeden z najwspanialszych[20]. Nie wszędzie jednak był łatwy dostęp do kościołów, kaplic, czy cerkwi. Podczas ofensywy gorlickiej, przebywający w rejonie Łapanowa i Limanowej feldkurat Karl Matschik, kapelan III Cesarskiego Pułku Strzelców. Wspominał, że warunki działalności duszpasterskiej były bardzo trudne. Żołnierze byli w ciągłym ruchu, wciąż brakowało nawet kaplicy[21].

Nie tylko pola bitew zbierały krwawe żniwo wśród żołnierzy. Nie mniejsze żniwo zbierały bowiem choroby i epidemie. Feldsuperior Johann Klobovs wspominał, że jednym z zadań kapelana była opieka duchowa udzielana rannym i odprowadzanie zmarłych w ostatnim konwoju jakim było sprawowanie pogrzebów. Ranni przyjmowali na ogół chętnie posługę duszpasterską i odczuwali z tego powodu wielką radość duchową. Z zasady ranni byli cierpliwi i rzadko odmawiali posługi duchowej oferowanej przez księdza, a niektórzy, jak podkreślał Klobovs umierali jak święci. Pozostało mu wiele takich przypadków w pamięci, których nigdy nie zapomniał – pokój, nawet rajskie przemienienie wylane wraz z udzieleniem świętych sakramentów. Jako kapłan katolicki był często proszony przez innowierców – poważnie rannych żołnierzy, o udzielenie im również kapłańskiego błogosławieństwa. Czynił to z zadowoleniem, uważając to za zadanie kapelana, aby nieść pociechę religijną i pociechę miłości, które czyniły bardziej znośnymi gorzkie godziny bólu i jeszcze więcej godziny śmierci w polu. Uważał, że nie należy przegapić żadnej okazji do niesienia takiej posługi. W ciężkich walkach w Gródku Klobovs był na linii frontu z trzema innymi duchownymi. Znaleźli tam w 2000 ciężko rannych i zmarłych, leżących obok nasypy kolejowego. Był wśród nich również człowiek z ciężką raną postrzałową brzucha. Kiedy kapelan udzielił mu posługi religijnej rozejrzał się trochę i ujrzał ogromną kałużę krwi wokół niego. Przestraszony tym zebrał się ostatkiem sił i chciał wstać. Klobovs trzymał go i poprosił go, aby leżał. Jego jelita zwisały z otwartej rany. Żołnierz z przerażeniem zawołał: „Na miłość boską – co się ze mną stało? Nie mam nic w brzuchu”. Jego sąsiad był również ciężko ranny. Feldsuperior rozmawiał z nim, aż ten stopniowo uspokoił się, a potem spokojnie i delikatnie zasnął na zawsze. Nigdy jednak kapłan ten nie zapomniał przenikającego do szpiku kości krzyku i tego, iż kapłan i jego słowa były dla tych nieszczęśników najlepszym i ostatnim przyjacielem, który opiekował się nimi aż do ostatniego tchu. W październiku 1914 r. przeprowadzał on inspekcję duchownych, którzy promieniu od 40 do 50 km od twierdzy Przemyśl byli zakwaterowani w namiotach, oraz w miastach, gdzie mieściły się szpitale chorych na cholerę. Kiedy był w Zabłotcach[22], w polskim dworze, w niemal artystycznie wyposażonych dużych stajniach zastał tam 400 ofiar cholery. Jeden z chorych zagadnął do niego kilka słów po węgiersku, bo rozpoznał w nim duchownego. Zwrócił się też do kolegów ze słowami: „Kto z wyjątkiem księdza katolickiego jeszcze przyjdzie do nas”. Feldsuperior przyjął te słowa z niezapomnianą przyjemnością i satysfakcją[23].

Bywały też i bardzo spektakularne sukcesy pracy duszpasterskiej. Kapelan Josef Winkler, posługiwał w październiku 1914 r. w szpitalu polowym w Chyrowie, w miejscowym klasztorze jezuitów. W ciągu kilku dni przywieziono tam około 4000 rannych i ofiar cholery. Był jedynym kapelanem wojskowym i miał bardzo wiele pracy, w której wspierali go miejscowi jezuici. Wspomina, iż nie widział piękniejsze podziękowania dla swojego kapłańskiego trudu, jak właśnie w Chyrowie. Kiedy chodził wśród chorych na cholerę i zaopatrywał ich sakramentami, spotkał rannego sierżanta, który był dobrze sytuowanym urzędnikiem w cywilu. Podszedł on do ks. Winklera i zapytał czy ten nie wysłuchałby jego spowiedzi. Sierżant ten nie dbał o Boga przez wiele lat. Jednak widok straszliwej nędzy doprowadził go do Boga ponownie. Po odbyciu z wielkim żalem spowiedzi szedł przez wielki hol i krzyczał głośno, a łzy popłynęły mu z oczu: „Koledzy, powracajcie do miłości Boga! Żałujcie za swoje grzechy!”[24].

Kilka dni później przyszedł rozkaz do odwrotu i szpital zlokalizowano w Ustrzykach Dolnych, gdzie ks. Winkler nadal sprawował opiekę duszpasterską nad chorymi. Setki chorych leżało na słomie, na ziemi i krzyczało z szalonego bólu. Niebezpiecznie było nawet uklęknąć na zanieczyszczoną słomę z chorymi i wykonywać posługę kapłańską. Hol był zapakowany, z trudem można było poruszać się w nim. Ale na szczęście ks. Winklerowi udało się ustrzec zakażenia. Dla chorych nie można sprawować liturgii. Kapelan jedynie przechowywał w małej kaplicy Najświętszy Sakrament i miał radość, że żołnierze śpiewali z towarzyszeniem organów piękne węgierskie pieśni maryjne[25].

Feldoberkurat Hubert Raut w październiku i listopadzie 1914 r. przebywał w Posadzie Nowomiejskiej koło Starego Sambora, gdzie był świadkiem pracy instytucji medycznych w bardzo trudnych warunkach, gdyż miejscowość pozostawała pod ciężkim ogniem artylerii nieprzyjaciela. W miejscowej gorzelni znajdowało się ponad 1000 ofiar cholery, którym starał się zapewnić przed śmiercią posługę duchową. Do tej posługi zgłosił się na ochotnika, na co uzyskał zgodę, pod warunkiem, że on również pozostanie w całkowitej izolacji. Na czas trwania jego pobytu zamkniętego u chorych na cholerę, opiekę duszpasterską wśród zdrowych podjął za niego Feldoberkurat Tajek, proboszcz sąsiedniej dywizji. Przebywając wśród chorych w gorzelni codziennie grzebał 50 do 120 zmarłych na cholerę. Większość pochówków odbywała się bez procedury identyfikacji, gdyż listy identyfikacyjne zostały przechwycone przez Rosjan[26].

Niekiedy taka bohaterska posługa duszpasterska wśród chorych na epidemie żołnierzy okazywała się dramatyczna a nawet śmiertelnie niebezpieczna dla duszpasterzy. Feldkurat Karl Matschik, kapelan III Cesarskiego Pułku Strzelców, po przełamaniu frontu na linii Gorlice – Tarnów stacjonował podczas bitwy w Mościskach pełniąc posługi sakramentalne wobec żołnierzy. W dniu 22 czerwca uczestniczył w radości ludności Lwowa uwolnionej z okopów okupacji rosyjskiej. Podczas marszu na Kołki na Wołyniu 27 IX 1917 r. spadł, z powodu wysokiej gorączki, z konia. Stwierdzono tyfus. Przewieziono go do najbliższego szpitala polowego, gdzie spędził wiele dni w stanie choroby. W grudniu opuścił szpital i przebywał w domu prawie rok na rekonwalescencji[27].

Kapelan Bartłomiej Boross, proboszcz centrum medycznego dywizji, miał szerokie pole dla swojej pracy kapłańskiej. W dniach walki, zakład medyczny był zatłoczony do ostatniego miejsca. Pod koniec sierpnia ulokowali się w Zamościu. Szpitale były przepełnione chorymi i rannymi wszystkich narodów. Pełnił tam więc posługę dla Niemców, Węgrów, Słowaków, Polaków, Chorwatów i Czechów. Biedni ranni skarżyli mu się na ich cierpienie i byli zadowoleni, że udało im się wylać swoje serce przed nim w ich ojczystym języku. Wspominał, że to były męczące dni. Było około 600 żołnierzy, których zaopatrywał. 70 z nich było poważnie rannych i tym udzielał ostatnich posług. Pod koniec sierpnia było około 1000 rannych i chorych, w tym ponad 200 ciężko rannych. Zatem ks. Boross przynosił im jedzenie i pomagał lekarzom. Ostatnie dni października spędził w Giedlarowej koło Leżajska. Było tam wielu chorych na różne choroby zakaźne, głownie na tyfus i czerwonkę, których w ostatnich godzinach ich życia jednał z Panem Bogiem, by spokojnie czekali na śmierć. 20 XI 1914 r. jak to często się zdarzało, znowu odprowadzał kilku zmarłych na cmentarz. Poszedłem tam, chociaż strzelcy ostrzegli go. Uważał on jednak, że jest to jego obowiązek aby poległym żołnierzom zapewnić chrześcijański pochówek. Już po drodze w bezpośrednim sąsiedztwie konduktu pogrzebowego padło kilka granatów. Również w czasie pogrzebu granaty świstały ponad głowami uczestników pogrzebu. Jeden granat wpadł do wioski i zabił tam żonę i dwójkę dzieci. Ponieważ granaty omijały cmentarz, Rosjanie rzucili zatem ciężki granat, który eksplodował ledwie dziesięć kroków obok ks. Borossa. Ale dzięki Bogu mimo wielkiego przerażenia udało mu się ujść cało[28].

Posługa kapelanów wojskowych w CK armii z okresu I wojny światowej szczegółowo upamiętniona została w publikacji „Österreich-ungarns katholische Militärsorge im Weltkrieg”, opracowanej przez feldkurata Viktora Lipuscha i wydanej w 1938 r. w Grazu. Publikacja ta zawiera wspomnienia kapelanów wojskowych, również z terenu Galicji i z obszarów frontu rosyjskiego na ziemiach polskich.

Przypisy:
[1] Österreich-ungarns katholische Militärsorge im Weltkrieg, oprac. Viktor Lipusch, Graz 1938, s. 99.
[2] Tamże, s. 78-80.
[3] Tamże, s. 80.
[4] Tamże, s. 81-83.
[5] Tamże, s. 83-85.
[6] A. Krasicki, Dziennik z kampanii rosyjskiej 1914-1916, Warszawa 1988, s. 27.
[7] Tamże, s. 28.
[8] Tamże, s. 31.
[9] Tamże, s. 33.
[10] Tamże, s. 187.
[11] Tamże, s. 208.
[12] Tamże, s. 213.
[13] Tamże, s. 241-242.
[14] Tamże, s. 256.
[15] Tamże, s. 243.
[16] Tamże, s. 302-303.
[17] Tamże, s. 446.
[18] Tamże, s. 447.
[19] Tamże, s. 449.
[20] Österreich-ungarns katholische Militärsorge im Weltkrieg, s. 199-200.
[21] Tamże, s. 226.
[22] Trudno jednoznacznie wskazać, które Zabłotce odwiedził. Najprawdopodobniej była to miejscowość leżąca koło Radymna, ale mogła to być również wieś leżąca nieopodal Sanoka.
[23] Österreich-ungarns katholische Militärsorge im Weltkrieg, s. 174.
[24] Tamże, s. 234.
[25] Tamże, s. 234.
[27] Tamże, s. 223-224.
[27] Tamże, s. 227.
[28] Tamże, s. 202.

ks. Stanisław Nabywaniec
Artykuł udostępniony przez autora dla portalu www.ordynariat.mil.pl
Opracowanie wersji internetowej: ks. płk Zbigniew Kępa
zdjęcie: fragment pomnika na cmentarzu wojennym z okresu I wojny światowej w Redipuglia we Włoszech (foto ks. płk Zbigniew Kępa)

generuj pdf
Kontakt

Ordynariat Polowy
Tokarzewskiego-Karaszewicza 4
00-911 Warszawa
tel. 261873193
fax. 261879118

    
  • BIP
Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej znajdziesz w Polityce Cookies.