Ordynariat Polowy

czcionka większa czcionka normalna czcionka mniejsza
31 marca 2021
Jerozolima oczami bp. Józefa Gawliny (reportaż z 1943 r.)

Na wiosnę 1943 r. bp Józef Gawlina napisał reportaż z pobytu w Jerozolimie, który opublikował wychodzący w Stanach Zjednoczonych „Posłaniec Serca Jezusowego”. Na wycinek z tym artykułem natknąłem się w bibliotece Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie, gdzie dzięki staraniom o. Hieronima Fokcińskiego SJ (1937–2018) zachowało się sporo materiałów dotyczących bp. Józefa Gawliny. Przypominamy tekst, który ukazał się na łamach „Naszej Służby” w numerze 7/2019 . Reportaż ten wiele mówi o mniej znanym obliczu bp. Gawliny, jako wrażliwego obserwatora, dziennikarza i znawcy historii o naprawdę dużej erudycji. Tekst ten należy traktować nie tylko jako reportaż literacki z miejsc świętych, ale także jako rozważanie towarzyszące misteriom Wielkiego Tygodnia.
(Krzysztof Stępkowski)

Jerozolima

Z Betanii odbywał się kiedyś uroczysty pochód ku Jerozolimie. W duchu widzimy tę wielką rzeszę, towarzyszącą Mesjaszowi. Przybyły tłumy z Galilei, przybyli nawet poganie. Rzesza nabrała gałęzi palmowych i wyszła naprzeciw Niemu, wołając: „Hosanna! Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie”. Zewsząd wiatr niósł słodkie zapachy wiosny judejskiej, a przyroda przyodziała się w barwną szatę kwiatów. Orszak z Panem Jezusem powoli posuwał się ku miejscu, na którym stoimy. „Oto król twój idzie cichy, siedzący na oślęciu”. Tu, mając przed sobą widok Jerozolimy, zatrzymał się pochód triumfalny. Teraz ścielą szaty swoje na drogę przed Panem i witają Go coraz głośniej, coraz radośniej.

Lecz patrz, Pan Jezus zdaje się nie słyszeć tych głosów entuzjastycznych. Poważniejszego oblicza nie widział świat. Zbawiciel patrzy ponad rzeszę w dal. Przed wszechwidzącym okiem Jego rysuje się inny pochód, którego główną postacią będzie znów On sam. Za kilka dni pójdzie Baranek Boży ulicami tego miasta wśród tłumów, nie witających Go radośnie, lecz złorzeczących Mu. Otóż tam, na zachodzie widać pagórek Golgotą zwany, na którym Pana przybiją na Krzyż, a na Krzyżu umieszczą napis: „Jezus Nazareński Król Żydowski”. „Hosanna Synowi Dawidowemu – Błogosławiony, który idzie Król w imię Pańskie”, woła dziś tłum. Wzrok Pana Jezusa spoczywa na świątyni. Patrz, co za kamienie i jaka budowa! Jak jej mury I strzeliste kolumny wznoszą się dumnie ku niebu! W promieniach słońca błyszczą, jej dachy. Marmurem i złotem kapią jej bramy olbrzymie.

Oczy Zbawiciela napełniają się łzami. Zdumiona spogląda na Niego rzesza. Skąd ten smutek w dniu tak uroczystym? Pan Jezus patrzy w przyszłość i widzi karę dokonaną nad świątynią i miastem. „O gdybyś i ty poznało i to w ten dzień twój, co jest ku pokojowi twemu, a teraz to jest zakryte przed oczyma twymi. Albowiem przyjdą na cię dni, że otoczą cię nieprzyjaciele twoi wałem i oblegną cię i ścisną cię zewsząd. I na ziemię cię powalą i synów twoich, którzy w tobie są, a nie zostanie w tobie kamień na kamieniu; dlatego, żeś nie poznało czasu nawiedzenia twego!” (Łk 19, 42-44). Tak się też stało.

Świątynia

Daremnie wysłannik Tytusa, historyk Józef [Flawiusz – przyp. kes], nawoływał rodaków, by przez kapitulację starali się przynajmniej ocalić tę świątynię, którą nawet sami Rzymianie szanują. Na próżno. Świątynia już była skazana na zniszczenie. Naczelny wódz przeprowadza orły imperialne tylko do przedsionków, gdyż świątynię chce ratować. A przecież zobaczyła ona ohydę spustoszenia. Strumienie krwi leją się po marmurowych posadzkach, spływają do Cedronu. Nie pozostał kamień na kamieniu. Przyszedł Julian Apostata, by zadać kłam Jezusowi. Ulubieniec cesarza, Alypios z Antiochii, z szeregiem najwybitniejszych architektów miał dokonać tego dzieła. Kopali fundamenty. Upojeni radosną nadzieją, z całego imperium wracali Żydzi, witając czasy zemsty nad Chrystusem. Lecz Patriarcha Jerozolimy, św. Cyryl, przechodząc się przez ruchliwy tłum, z obojętnym uśmiechem mówi: „Nie położą oni nawet jednego kamienia na drugim. Próżna ich nadzieja”. Ziemia się trzęsie, ogień wybucha i niszczy cały wysiłek, daremny aż do dnia dzisiejszego.

Głęboko wzruszeni, spoglądamy z Góry Oliwnej na olbrzymi plac świątyni, na którego przestrzeni gubią się dwa duże meczety, Omara i El Aksa. Pod kopułą Omara znajduje się starozakonna skała całopalenia. Stary Testament po raz ostatni skupił tu całą swą gorącą wiarę i nadzieję mesjańską, by stworzyć świątynię, co Mesjasza godnie przyjąć miała. Lecz Izrael nie poznał czasu nawiedzenia swego. „Przez wiele dni siedzieć będą synowie Izraelowi bez króla i bez książęcia i bez ofiary i bez ołtarza i bez efodu [starożytna szata liturgiczna – przyp. kes] i bez terafim [posążek, który symbolizował bóstwo domowe, zwalczany przez proroków starotestamentalnych jako bałwochwalstwo – przyp. kes].A potem nawrócą się synowie Izraelowi i szukać będą Pana, Boga swego, iDawida, króla swego, i przyjdą z lękiem do Pana i do dobra jego na ostatku dni”. (Ozeasz 3, 4-5.)

Kiedyż poznają Jezusa, Syna Dawidowego, Boga-Człowieka? Przed murem płaczu, gdzie z ziemi wyglądają jeszcze olbrzymie monolity, jedyna relikwia po świątyni salomońskiej, stają w piątek wieczorem starcy i dzieci, mężczyźni i niewiasty, całują i głaszczą kamienie, przemawiając do nich jakby do żywych istot i wyśpiewując swój żal: „Dla pałacu zniszczonego, Dla murów rozsypanych, Dla majestatu naszego, który minął, Dla wielkich mężów naszych, którzy poginęli, Dla kosztownych kamieni Spalonych, Dla kapłanów naszych, którzy upadli, Dla królów naszych, którzy nim gardzili, Siedzimy tu samotni, płacząc Jerozolimy. Ciebie prosimy, zmiłuj się nad Syjonem. Zbierz dzieci. Spiesz się, o spiesz się, Zbawicielu Syjonu. Mów do serca Jerozolimy”.

Jest to wzruszająca liturgia. Oby skrucha i przebłaganie przebiły niebiosa. Oby ich tęsknota znalazła drogę zbawienia, która prowadziła od Wieczernika przez Golgotę i Grób Pański do wyżyn Wniebowstąpienia.

Wieczernik

Mimo zakazu, klękamy na tym świętym miejscu. Towarzyszący nam porucznik nie może się powstrzymać od łez. Istotnie, coś chwyta nas za serce. Stoimy przecież na miejscu Ostatniej Wieczerzy.
Tu przed Męką Swoją Zbawiciel kazał przygotować Paschę, którą wielkim pożądaniem pożądał spożyć z nimi, zanim by cierpiał. Tu Pan apostołom umywał nogi, tu spożył z nimi Ostatnią Wieczerzę, tu zabrzmiała Jego modlitwa arcykapłańska. „A gdy oni jedli, wziął Jezus chleb i błogosławiąc łamał i dał im mówiąc: Bierzcie, to jest Ciało moje. A wziąwszy kielich, dzięki uczyniwszy, dał im i pili z niego wszyscy. I rzekł im: To jest Krew moja Nowego Testamentu, która za wielu będzie wylana” (M. 14, 22–24).

A odmówiwszy hymn, wyszli na Górę Oliwną. Tak, tu, z Wieczernika, z najstarszego kościoła chrześcijańskiego, wyruszyła pierwsza procesja eucharystyczna. Mała jeszcze była jej garstka. Lecz w miarę, jak lata przesuwały się do wieczności, rosła gromada wiernych. Procesja eucharystyczna tu stąd wyruszyła później na Jerozolimę, ogarnęła Palestynę, Syrię, Afrykę – przez Morze śródziemne kroczyła do stolicy świata – do Rzymu. W Rzymie zabrzmiał jej śpiew w amfiteatrach: Christus vincit, Christus regnat, Christus imperat, a w katakumbach najpierw, potem we wspaniałych bazylikach, święcono misteria eucharystyczne.

Procesja ta dotarła do krajów północnych, a od tysiąca lat śpiewem wita Naród Polski Pana swego, utajonego w Sakramencie Ołtarza. „Twoja cześć, chwała, Nasz wieczny Panie, Na wieczne czasy Niech nie ustanie”. Procesja ta później przekroczyła Atlantyk, dotarła do Nowego Świata, do Ameryki, gdzie świeży naród, o niespożytej sile, o głębokiej wierze, rozmachem swoim stawiał Jezusowi Eucharystycznemu przepiękne świątynie. Dotarła również do Australii, a ostatnio, w smutnym pochodzie wysiedleńców, poszła z wiarą polską ponownie do Rosji…Aż na Syberię wygnańcy polscy zanieśli Pana Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie Ołtarza.

Grób Chrystusa

Nazajutrz odprawiłem Mszę św. na Kalwarii. Tu stał Krzyż Pański, tu dokonało się dzieło odkupienia świata w Ofierze Krwawej. Kaplica na Kalwarii pełna dziś Polaków, przeważnie żołnierzy. W głębokim skupieniu biorą oni udział w bezkrwawej Ofierze Mszy św., którą odprawiam za ich rodziny, za brać żołnierską, za nasz Kraj. Wzruszeni całują srebrnym kręgiem otoczone miejsce, na którym stał Krzyż Pański; garną się do Matki Bożej Bolesnej, której ołtarz obok Krzyża się znajduje. Miecz przeszywa Jej serce. Jako vota zawiesili nasi krzyże Virtuti Militari i Krzyże Walecznych. Przez ukrzyżowanie Syna Twojego i Pana naszego zlituj się, Matko, nad ukrzyżowanym narodem i jego dziećmi, i uproś nam odpuszczenie wszystkich grzechów. Przez cudowne zmartwychwstanie Pana Jezusa z ciemnicy grobu – z otchłani niewoli wyprowadź nas, Matko.

Teraz zstępujemy wszyscy z Kalwarii na dół, gdzie pod potężną kopułą mieści się Grób Pański. Płacząc i śpiewając, zbliżali się w 1099 roku krzyżowcy do tego świętego miejsca. W rozmachu wiary postanowili ówczesną budowlę zastąpić olbrzymią katedrą, która by Kalwarię, Grób Pański i wszystkie inne położone tu kaplice objęła jednym architektonicznym organizmem. Około połowy dwunastego wieku dokonali swego dzieła, które jeszcze w głównych zarysach do dnia dzisiejszego przetrwało.

Bolesne są dzieje Grobu Męczennika Boskiego. Cesarz Hadrian, chcąc chrześcijan od Niego odsunąć, postawił tu posąg Wenery. Konstantyn Wielki usunął posąg i nasyp, i zbudował tu dwie wspaniałe świątynie. Zniszczył je Chosroes II (zm. 628) w 614 r. Ponownie odbudowana, ponownie zburzona, świątynia doczekała się odrodzenia przez pietyzm zachodniej sztuki krzyżowców. Pożar w 1808 r. ciężko uszkodził świątynię. Europa, wówczas zajęta Napoleonem, nie miała ni chęci, ni ofiarności do odbudowy, wobec czego zajęli się nią prawosławni. Odtąd datuje się ich zarozumiałość na tym świętym miejscu.

Przesuwamy się z przedsionka przez niski otwór do właściwego grobowca. Klękamy w pokorze i całujemy płytę przykrywającą miejsce, na którym złożono Najświętsze Ciało Chrystusa Pana. Noc zapadła wówczas nad Grobem Pańskim. Niedługo, ręką anielską odrzucony, otworzył się kamień grobowca. Promienie biją z grobu. Pan życia zwyciężył śmierć. Radosne Alleluja wznosi się z ciemnicy. Grób staje się źródłem żywota, smutek weselem. Na wsi polskiej udajemy się zazwyczaj w procesji rezurekcyjnej do grobów, by krewnym i przyjaciołom zaśpiewać radosną nowinę o Panu, który pierwszy z rodzaju ludzkiego zerwał kajdany śmierci.

Ileż tych grobów liczymy dzisiaj? Na skwerach Warszawy wykwitnęły krzyże, po całym Kraju rozsiane są mogiły kampanii wrześniowej. Tam, gdzie za uciekającymi niewiastami we Francji żołnierz polski kładł się murem między nimi a wrogiem, wyrosły groby. Lotników naszych grzebaliśmy w Anglii – w Tobruku Polacy zaludnili całą dzielnicę cmentarzową; od Archangielska do Samarkandy, od Mińska do Władywostoku „znów pełen zakątek polskich relikwii i polskich pamiątek”, a i na dnie nawet morza i oceanów po całym świecie ilu tam naszych wygląda chwalebnego zmartwychwstania.

Idźmy więc i tutaj w Jerozolimie na groby polskie, by najmilszym zwiastować, że „Chrystus zmartwychwstan jest i nam na przykład dan jest”. Piękne miejsce wybrali sobie na zmartwychwstanie nasi rodacy. Tak blisko przysunęli się do doliny Jozafata, że na odgłos trąb anielskich porzucą ciemnice swoje, by pierwsi stanąć do Sądu. I usłyszą, dlaczego to wszystko było potrzebne, aby tak ucierpiał Naród nasz.

fot. Ogród Oliwny w 1943 r., domena publiczna, źródło: NAC

generuj pdf
go-up
Kontakt

Ordynariat Polowy
Tokarzewskiego-Karaszewicza 4
00-911 Warszawa
tel. 261873193
fax. 261879737

    
  • BIP
Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej znajdziesz w Polityce Cookies.