Piątek, 28 kwiecień 2017 r.
Bogny, Walerii, Witalisa
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Wiara jest łaską, ale jest też wolą, rozumem.

bł. S.W. Frelichowski
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
kwiecień
2012-04-02
Promieniowanie ufności. Rozmowa Elżbiety Szmigielskiej-Jezierskiej z Januszem Antoszem malarzem obrazów Jezusa Miłosiernego

Z Januszem Antoszem, malarzem dwóch obrazów Jezusa Miłosiernego z Katedry Polowej WP, o 15. latach służby obrazowi Jezusa Miłosiernego i o sztuce rozmawia Elżbieta Szmigielska –Jezierska
W Katedrze Polowej WP przed samym prezbiterium wisi obraz Jezusa Miłosiernego - namalowany przez Pana, pobłogosławiony przez Benedykta XVI w 2005 r., a omodlony przez wojskowych diecezjan ze wszystkich garnizonów Rzeczypospolitej podczas misji świętych. W naszej Katedrze jest Pan jednak po raz pierwszy?
- Rzeczywiście jestem w tym miejscu po raz pierwszy, chociaż jeden obraz Jezusa Miłosiernego, który namalowałem, już tu jest.
Przyjechałem do Biskupa Polowego Józefa Guzdka z obrazem Jezusa Miłosiernego, który tym razem znajdzie się w prywatnej kaplicy ordynariusza wojskowego…
To dla mnie wieka radość, że ten obraz, który wisi w Katedrze Polowej, był w tylu kościołach i kaplicach garnizonowych całej Polski i tylu ludzi ze środowiska wojskowego się przy nim modliło.

Biskup Józef przybył do Ordynariatu Polowego niejako z najbliższego otoczenia promieniowania Bożego Miłosierdzia, którego centrum jest w krakowskich Łagiewnikach. Poza tym przesłanie ufności ma wpisane w swoją dewizę biskupią (Tobie, Panie zaufałem)…
- Byłem gościem księdza Biskupa i oczywiście rozmawialiśmy o kulcie Bożego Miłosierdzia, a także o wystroju przestrzeni sakralnej, o wystroju kościoła.
Jaki powinien być porządek estetyczny wnętrza świątyni, by nie zakłócał, ale sprzyjał bliskości z Panem Jezusem, obecnym w samym sercu kościoła.
W czasach komunistycznych kościoły często były projektowane przez ludzi odległych od wiary, nie mających wyczucia sacrum i niestety te ślady pewnego nieporządku pozostały.
Jeśli chodzi o obraz i kult Miłosierdzia Bożego z nim związany w kontekście wystroju kościoła czy kaplicy. Pan Jezus na tym obrazie przychodzi po swoim Zmartwychwstaniu w białej szacie, ze śladami męki na dłoniach i stopach. To scena z ewangelii czytanej w I niedzielę po Zmartwychwstaniu, dziś nazywanej Niedzielą Miłosierdzia Bożego. Uczniowie zgromadzeni w wieczerniku, a pośród nich staje Pan Jezus ze słowami: Pokój wam. A więc w obraz jest wpisana wola Boża zawarta w Jego wezwaniu do pokoju i ufności.
To powinno również znaleźć wyraz we wnętrzu kościoła, gdzie każdy szczegół – od posadzki po architekturę - powinien być podporządkowany sercu liturgii.
Pan Jezus na obrazie wskazuje na swoje serce, z którego wypływają promienie łask sakramentalnych (Pokuta i Eucharystia). A one napełniają serce człowieka najważniejszymi darami - pokojem i ufnością i pozwalają przejść przez życie zgodnie z wolą Bożą.

Misję malowania obrazu Jezusa Miłosiernego nazwał Pan „prezentem z nieba od Faustyny”. A to słowo misja, choć tak dziś wyszydzane, w Pana wypadku nie jest chyba zbyt duże ?
Jak doszło do tego, że siostry Matki Bożej Miłosierdzia z Łagiewnik właśnie Panu zaufały?
- Nie, nie jest to zbyt duże słowo, bo moja służba obrazowi Jezusa Miłosiernego trwa już ponad 15 lat. Pochodzę z małej wioski w Bieszczadach i obrazy o treści religijnej maluję już od czasów szkoły średniej. Gdy zostałem studentem krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, chciałem pozostać wierny tej tematyce, ale pojawił się w tym czasie dodatkowo materialny wymiar – konieczność utrzymania na studiach. Pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego namalowałem z przeznaczeniem dla sklepu Claramontana na Jasnej Górze, ponieważ poznałem ojca Zbigniewa Ptaka, który wówczas był dyrektorem Claromontana w Częstochowie.
W drukarni, która drukuje obrazy Jezusa Miłosiernego dla klasztoru w Łagiewnikach, spotkałem się z przyjaciółmi ojca Zbigniewa i tam usłyszałem proste zalecenie: - jeśli Pan maluje ten obraz, to trzeba zapytać o zgodę sióstr. To naturalne. Tego samego dnia pojechałem do klasztoru, do Łagiewnik. Akurat trafiłem na siostrę Elżbietę Siepak. Uzgodniliśmy, że przyniosę namalowany obraz. I zaczęły się dziać rzeczy zupełnie niespodziewane dla mnie. To było ze dwa tygodnie przed przyjazdem Jana Pawła II do Krakowa w 1997 r.; zatwierdzone były plany bazyliki, gotowa makieta sanktuarium Miłosierdzia Bożego czekała na Ojca świętego. Wtedy przyniosłem do Faustinum nieduży obraz wielkości ok. 60 cm. Malarz, który maluje ten obraz pierwszy raz, nie zrobi tego dobrze. Bo on dopiero odkrywa się stopniowo przed artystą. I ja też nie byłem ze swojej pracy zadowolony, uważałem go za wręcz słaby. Razem z tym obrazem pokazałem siostrze Elżbiecie obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy, który bardzo lubię malować. Siostra Elżbieta widząc nawet tę moją nieudolność jednak zaufała, jak się potem okazało, że będzie lepiej…

Może warto w tym miejscu przypomnieć reakcję św. Faustyny, na widok obrazu Eugeniusza Kazimierowskiego, który przyjął zlecenie od spowiednika Faustyny, księdza Michała Sopoćki. Ten pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego tak odbiegał od tego, co dane było jej zobaczyć w mistycznym widzeniu, że wręcz zapłakała…
- Pan Jezus ją uspokoił, że nie w piękności farby siła tego obrazu…
Nie wiedziałem, jaka będzie decyzja sióstr i dalsze losy mojego malowania tego obrazu, bo siostra Elżbieta nic nie zapowiadała. Po wizycie Ojca świętego siostry zadzwoniły do mnie i jak przyszedłem, czekała już na mnie umowa licencyjna, mimo słabości tej mojej pierwszej próby. Tak że to był dla mnie ten prezent z nieba od św. Faustyny. Zaufanie mimo słabości…

Ten niezwykły obraz jest integralną częścią kultu Miłosierdzia Bożego. W jaki sposób odkrył Pan czy odkrywał duchową głębię tego kultu. Sięgając do słowa, która tak często pojawia się w „Dzienniczku”, jak malarz Janusz Antosz „zanurzał się” w tej duchowości?
- Pan Jezus o tym obrazie powiedział : daję wam naczynie łaski… A duchowe bogactwo Kultu Miłosierdzia Bożego zacząłem odkrywać już przy pierwszym obrazie, a potem stopniowo, w trakcie malowania miałem takie pomocne wydarzenia, które sprawiały, że w pracy towarzyszyła mi Koronka do Miłosierdzia Bożego, transmitowana przez Radio Maryja w godzinie Miłosierdzia o 15. Sięgałem też do lektury „Dzienniczka” św. siostry Faustyny. Były wizyty w łagiewnickim sanktuarium, modlitwa i oczywiście Eucharystia. To początek wszystkiego, największy Boży dar, bez którego nie wyobrażam sobie duchowego rozwoju.

To co Pan powiedział, jest bliskie tradycji duchowości prawosławnej ikony. Do „pisania” ikon artysta przystępował po modlitwie i medytacji. To wyraz najgłębszej więzi sztuki i sacrum

- Dzieło sztuki oddaje wnętrze człowieka. Eucharystii - to źródło łask, które w życiu artysty przychodzą przez pracę. Można by powiedzieć słowami z Pisma Św.: „Umocnieni łaską Bożą pracujmy nad sobą w wielkiej cierpliwości.” A praca nad obrazem Jezusa Miłosiernego, który jestobrazem objawionym - czyli darem z Nieba - również mnie zmieniała i zmienia.
Myślę, że ludzi sztuki również dotyka brak duchowości. Ale nadzieja dla nas wszystkich, dla całego świata w Bożym Miłosierdziu. 

Dziś wielu artystów, porwanych przez „antyduchowość” (bo przecież sfera ducha nie zna próżni) radykalnie zerwało więź z duchowością. A nawet epatuje bluźnierstwem - atakiem na sacrum. Artysta, który czerpie inspiracje ze źródeł duchowych, rozumie, że dzięki swojemu talentowi jest człowiekiem służby wartościom, które są ponad nim: dobru, pięknu, mądrości. Komu czy czemu więc służą współcześni artyści skandaliści?
- To najlepiej wyrażało się w łacińskiej formule : ad maiorem Dei gloriam. Artysta służy ku większej chwale Boga. Swoim życiem, swoją pracą, swoim talentem, który jest darem od Pana Boga, mam jako artysta służyć Jego, a nie własnej chwale. To bardzo bolesne, gdy artysta, na sposób diabelski, wypowiada służbę Największemu Twórcy :nie będę służył ! (non serviam ). Nie będę jako artysta służył pięknu, liturgii , drugiemu człowiekowi- i samemu Bogu. Jeśli więc nie chcę służyć chwale Bożej, to znaczy, że siebie stawiam na pierwszym miejscu, ubóstwiam samego siebie. Pragnieniem wielu artystów jest zaistnienie za wszelką cenę. Moje ego na pierwszym planie, ponad sacrum.
To ogromny temat, jak doszło do rozerwania tego życiodajnego związku sztuki i świętości. To największy błąd w sztuce lub w rozwoju sztuk. Przez wieki sztuka rozwijała się dzięki tej więzi. Odkąd sztuka odeszła od Kościoła, można mówić o historii sztuki, której mechanizmem jest błądzenie po jałowych bezdrożach. Nawet na akademiach artystycznych doszło już do sytuacji, że sama sztuka jest czczona. Zajmuje miejsce Boga. A sztuka powinna służyć rozwoju duchowemu człowieka.

Zanika też dziś świadomość, że ten nierozerwalny związek sztuki z sacrum jest wpisany w słowo Kultura. Kultura zaprzecza samej sobie, jeśli zrywa związek z „kultem”, a więc odniesieniem do Boga. Traci też swój prawdziwie ludzki wymiar. Artysta staje więc dziś przed najważniejszymi wyborami jako człowiek?

-
Artysta się nie rozwinie, jeśli zerwie życiodajne korzenie człowieczeństwa. Jeśli dziś przez media reklamuje się styl życia, który degraduje godność człowieka, to jest to też niszczenie kultury. Artysta współczesny poszukuje swojej drogi i formy do wyrażania ważnych myśli, ale ma wielką przeszkodę właśnie w postaci rozerwania związku kultury z sacrum. Myślę, że to jest rzeczywiście najważniejszy wybór; czy jestem po stronie prawdy, piękna i dobra.
Można przecież poszukiwać nowych dróg i form w sztuce nie negując tych najważniejszych wartości. Przez tyle wieków sztuka europejska rozwijała się w świetle sacrum. Była ona akceptowana i rozumiana przez większość odbiorców mimo nowych stylów i kierunków. To było możliwe tylko dzięki twórczemu odniesieniu do sacrum - przez tyle wieków.
A gdy to człowiek - artysta zanegował pojawiło, owszem, poszukiwanie ale bez światła i co bolesne konsekwencją była niezrozumiałość języka sztuki. Przeznaczeniem dzieła sztuki jest być dla...
Służyć Bogu i ludziom - to może brzmieć archaicznie, ale piękne pejzaże, kwiaty malowane z zachwytem i cała natura - Dzieło Boże - może być niewyczerpaną skarbnicą tematów dla dzieł sztuki. Każdy piękny obraz ubogaca duchowo.
Język sztuki będzie zrozumiały, kiedy zwrócimy się w naszych poszukiwaniach w stronę sacrum i w tym świetle zobaczymy życie człowieka.
Artysta, który służył swoim talentem Bogu i ludziom, opowiadał o prawdach niewidzialnych na sposób widzialny. Dlaczego do dziś ludzie tak zachwycają się Sądem Ostatecznym w Watykanie? Bo artysta jakby podnosił ich ku wyżynom ducha.
Na przykład dzieci, które przychodzą do kościoła, uczą się religii najpierw z obrazów. Jak to jest niesłychanie ważne, by sztuka sakralna, która kształtuje wrażliwość plastyczną dziecka, miała taki poziom, by rozwijała je duchowo. Bo czasem dla dzieci z małych wiosek, które może nie będą miały okazji zwiedzać największych galerii sztuki czy pięknych zabytkowych kościołów, to może być ważne dla ich rozwoju duchowego. To może być nawet proste wnętrze, ale musi być w nim wyczuwalna pieczęć modlitwy. 

Jan Paweł II w „Liście do artystów” nazywa twórcę, obdarzonego „iskrą Bożą”, jak się potocznie mówi o talencie, bliskim współpracownikiem Pana Boga w akcie stwórczym. Czy może być większa nobilitacja artysty?

-
Spotkanie z „Listem do artystów” okazało się dla mnie zbawienne. To był moment dla mnie dość trudny, kiedy decydował się kierunek mojej dalszej drogi artystycznej. Młody człowiek, student krakowskiej ASP próbuje się odnaleźć w świecie sztuki akademickiej, gdzie ma do czynienia z przekrojem różnych kierunków, form itd. I pojawia się kłopot; tu jest zbyt dziwacznie, tam zbyt agresywnie, to jest zupełnie odmienne od mojej wrażliwości. W takim momencie mojego życia Jan Paweł II ogłasza „List do artystów”. Nagle się okazuje, że kryzys wśród studentów ,wśród profesorów się przełamuje. Artyści się zjednoczyli. Każde środowisko, również środowisko akademii podlegało jakimś wpływom, naciskom zewnętrznym czy odgórnym, presji mód , rynku, czy promowanej ideologii. Wśród naszych profesorów byli wtedy m.in. prof. Taranczewski, cudowny człowiek, jeśli chodzi o szacunek dla tradycji, profesor Rodziński, prof. Brinken. To było widać, jak Ojciec święty wpłynął na środowisko akademii, jak profesorowie znajdują wspólny język, jak z nami studentami rozmawiają. Tak to jako student odczuwałem. To było piękne.
Po roku na wydziale rzeźby, przeniosłem się na malarstwo, do pracowni prof. Rodzińskiego. Spotkało mnie to, co mogło mnie spotkać najlepszego. Profesor po ojcowsku prowadził każdego studenta, z szacunkiem dla jego drogi. Otoczył nas czujną opieką i pozwalał się mądrze rozwijać.
W liście Jana Pawła II odnalazłem umocnienie i upewnienie, żeby dalej iść tą drogą, bo artyści są potrzebni a Pan Bóg obdarza nas wielkim zaufaniem. Ojciec Św. pisze też o wartości piękna ,prawdy i dobra w dziełach sztuki, oraz związku liturgii ze sztuką. Liturgia to synteza wielu dziedzin sztuki: plastycznych, muzyki, rzeźby, architektury, szat liturgicznych. Te wszystkie rodzaje sztuki spotykają się w jednym celu: żeby uwielbić pana Boga.

Kult Miłosierdzia Bożego idzie przez świat z prędkością „Bożego światła”. Obraz Jezusa Miłosiernego można dziś spotkać w najbardziej egzotycznych miejscach ziemi. Gdzie trafiły pańskie obrazy?

-
Namalowałem ich wiele. Są na wszystkich kontynentach. Obrazy pojechały na Wschód, m.in. do Kazachstanu, na Filipiny, do Malezji, do Australii - Sydney. W okolicach np. Melbourne, gdzie mieszkają Polacy, znajduje się sanktuarium Miłosierdzia Bożego – piękne architektonicznie - prowadzone, przez księży Chrystusowców. Są oczywiście w Meksyku, w Brazylii. Obrazy Jezusa Miłosiernego trafiają często w miejsca posługiwania polskich misjonarzy: Madagaskar, Benin, Antyle Holenderskie. Ale nie tylko; włoski ksiądz z USA opowiadał, że do kościoła, gdzie jest Pan Jezus Miłosierny, przychodzą także protestanci, a przecież w kościołach protestanckich prawie nie spotyka się obrazów. Tak, że kult Miłosierdzia przyczynia się do jednoczenia chrześcijan. To widać, jak świat potrzebuje Bożego Miłosierdzia, widać jak wola Boża zapowiedziana siostrze Faustynie, wypełnia się na naszych oczach. A my jesteśmy jej świadkami i uczestnikami.

Wspominał Pan o łaskach, których doświadcza Pan dzięki służbie Obrazowi Jezusa Miłosiernego… Czy Pańska rodzina również doświadcza promieniowania Bożego Miłosierdzia?

-
Mogę powiedzieć, że w sposób bardzo mocny doświadczamy z żoną Iwoną wielu łask. Sprawy rodzinne, sprawy małżeństwa i ta praca dla Kościoła splatają się. Mieliśmy z żoną wielokrotnie „dowody z nieba”, niejako potwierdzenia, że tą drogą trzeba iść. Były uzdrowienia duchowe i taka codzienna pomoc.Również jako wolę Bożą widzę to, że oboje studiowaliśmy malarstwo i razem realizujemy najtrudniejsze zadania artystyczne.
Moja żona często wspomina pewne charakterystyczne sytuacje.
Wiemy, jak wielkie znaczenie w naszym życiu odgrywa modlitwa koronką do Miłosierdzia Bożego. Jednak w wirze codzienności czasem coś umyka. Przez dłuższy czas, na pięć minut przed piętnastą, a więc Godziną Miłosierdzia, żona patrzyła na zegarek. Jakby św. Faustyna przypominała i pomagała się modlić. I to nie jest przypadek, gdy tak się dzieje przez długi czas. I trwa.

Na zakończenie naszej rozmowy zapytam, czy ma Pan - poza oczywiście ofiarowaniem swojej pracy dla Kościoła wojskowego -  jakieś inne kontakty z naszym wojskiem?
 - Mam i to częsty kontakt ze sztuką wojskową najwyższych lotów. Wożę w samochodzie i często słucham płyty z pieśniami o Miłosierdziu Bożym w wykonaniu wojskowej orkiestry. To muzyka na najwyższym poziomie i w najlepszym wykonaniu. Coś o tym wiem, bo sam amatorsko komponuję i słucham muzyki sakralnej. To prawdziwa uczta dla ducha.

Bardzo dziękuję za rozmowę

ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 07/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;