Czwartek, 30 marzec 2017 r.
Amelii, Dobromira, Leonarda
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Bez umartwienia nie ma świętości. Umartwienie to wyrzeczenie się czegoś, co można mieć, dla miłości Chrystusa.

bł. ks. S.W. Frelichowski
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2010-01-29
O roku ów… Czas na Bohaterów
Z Józefem Szaniawskim, historykiem z UKSW i publicystą o roku ważnych dla Polaków rocznic i bohaterach w czasach „sezonowych idoli” rozmawia Elżbieta Szmigielska – Jezierska

Rozpoczął się rok ważnych dla Polaków rocznic. Z okazji jednej z nich, 600 rocznicy Bitwy pod Grunwaldem, opracował Pan bibliofilskie wydanie „Krzyżaków „Henryka Sienkiewicza. Na czym polega fenomen wydawniczy tej publikacji?
- W naszej kulturze, w duchowej przestrzeni, którą ojciec święty Jan Paweł II nazywa „pamięcią i tożsamością”, mamy dwa wielkie arcydzieła. Stworzone przez artystów żyjących w tym samym prawie czasie, którzy na warsztat wzięli wielki temat naszej historii: zwycięstwo na Krzyżakami pod Grunwaldem. Jan Matejko namalował „Bitwę pod Grunwaldem” w l. 1861 – 1878 r., a Henryk Sienkiewicz ukończył „Krzyżaków” w 1900 r. I jakoś nikt dotąd nie wpadł na pomysł zilustrowania „Krzyżaków” przez Matejkę. W ten sposób mamy w jednym tomie dwa nasze wspaniałe arcydzieła

 Jak narodził się ten pomysł?
 -
Wymyśliłem to pewnej bezsennej nocy w 1986 r., kiedy siedziałem w więzieniu w Barczewie k. Olsztyna. Więzienie mieściło się w dawnym zamku krzyżackim, który nazywał się Wartenburg. Na pocz. XX w, Niemcy przerobili go na więzienie. Z trzech stron zamek oblewało jezioro, a z czwartej była fosa. Siedziałem w karcerze, na tzw. dołku, w celi bez okna. Jedyną dla mnie pociechą podczas tej zimy 1986 r. było czytanie książek z biblioteki więziennej. Wśród tych lektur byli „Krzyżacy”. Stare, zaczytane wydanie. Myślałem sobie wówczas; żeby chociaż były tu jakieś ilustracje… Czytałem, a w wyobraźni miałem obraz Matejki, który po raz pierwszy pokazał mi mój śp. tata w Muzeum Narodowym.
Takie były okoliczności powstania tego pomysłu.

To smutne, ale zacna i wartościowa klasyka literacka - w czasach metodycznego psucia gustów - nie ma chyba zbyt wielu chętnych wydawców i czytelników. Jak udało się Panu ich znaleźć i przekonać do zainwestowania w tę pozycję?
- Problem polega na tym, że przeciętna polska rodzina ma „Krzyżaków” w domu. A poza tym mamy kryzys na rynku księgarskim, więc nie argumenty ekonomiczne, ale patriotyczne zadecydowały o podjęciu tej odważnej decyzji. Znalazło się dwóch ludzi nastawionych patriotycznie; to prezes Maciej Rogalski z Inowrocławia z drukarni Druk Intro i Andrzej Frukacz, prezes wydawnictwa Ex libris. – To trzeba wydać, a zarobimy na książkach kucharskich i podręcznikach, postanowili.
Proszę sobie uświadomić, że „Krzyżacy” Anno domini 2010 to ostatnia pozycja Sienkiewicza, która się ostała w lekturach szkolnych. Pani minister Hall wykreśliła „Latarnika”, a wszyscy poprzedni ministrowie edukacji wykreślali z lektur szkolnych kolejno „Pana Wołodyjowskiego”, ”Potop”, „Ouo vadis”. Tak jakby ich głównym celem było wyeliminowanie Sienkiewicza ze świadomości młodego pokolenia…

A na Sienkiewiczu wychowało się pokolenie 1944, wspaniałe pokolenie, które patriotyzm poświadczyło swoim życiem i śmiercią. Dziś mówimy, że tamtemu pokoleniu bliższa była kultura słowa, obecne to pokolenie obrazu. Zmieniają się narzędzia, ale przecież nie istota przekazu wartości?
 -
Powała z Taczewa czy Zyndram z Maszkowic to postaci pełnokrwiste działające na wyobraźnię młodych ludzi. Paradoksalnie więc dzieło Jana Matejki może młodych ludzi, oswojonych z kulturą obrazka, bardziej otworzyć na dzieło Sienkiewicza, zapalić ich wyobraźnię.
 Zrobiliśmy w sumie 84… fotografii poszczególnych fragmentów Bitwy pod Grunwaldem. Użyty był aparat do robienia zdjęć cyfrowych z samolotu. Proszę sobie wyobrazić, że od górnej części obrazu do podłogi jest 7 metrów.
Wycieczki, które stają przed tym płótnem, nie mają szans zobaczyć wielu szczegółów. Raczej odbierają to arcydzieło jako kłębowisko postaci w bitewnym zwarciu. W książce znalazło się 176 powiększonych fragmentów obrazu Jana Matejki, które robią niesłychane wrażenie.
Jeden z moich kolegów z UKSW, ksiądz, zapytał mnie : - A ten św. Stanisław, to skąd? – Jak to skąd, to przecież Patron Polski, który modli się na obrazie Jana Matejki „Bitwa pod Grunwaldem”. Takich zaskoczonych będzie z pewnością wielu…

Jest Pan nie tylko historykiem, ale i publicystą.
Niektórzy pańscy koledzy historycy są przeciwni tzw. polityce historycznej. A dlaczego, Pańskim zdaniem, warto uprawiać dziś politykę historyczną?
-
To oczywiście wybór i problem tych historyków. Proszę jednak dobrze się przyjrzeć, jak ważnym elementem polityki zagranicznej wielu znaczących krajów jest właśnie ich historia. Co robi w tej chwili Rosja, co robią Niemcy, co tradycyjnie robią Francuzi, Wlk. Brytania, nie mówiąc już o Stanach Zjednoczonych, dla których każde wydarzenie w historii i ich bohaterowie są celebrowani z wielkim rozmachem i jest to ich racja stanu. Ale i małe kraje nie rezygnują z polityki historycznej, jak Austria, Litwa, Czechy, Słowacja czy Węgry, Ukraina.
 Rocznice, które przypominają wydarzenia i ludzi, to oczywiście wygodny pretekst, co nie znaczy że bohaterów trzeba przemilczać w innym czasie. Bez ich obecności w świadomości skazani jesteśmy na przeróżne manipulacje. Nie mamy się czego wstydzić, chociaż są środowiska, które tak patrzą na wspaniałe karty naszej wspólnej historii. Bliska jest mi poetycka wizja Herberta, który w „Raporcie z oblężonego miasta ”zawarł m.in. sens przeszłości dla przyszłości:
„Wyznaczono mi z łaski poślednią rolę kronikarza/zapisuję – nie wiadomo dla kogo- dzieje oblężenia/ Mam być dokładny lecz nie wiem kiedy zaczął się najazd/ przed dwustu laty w grudniu wrześniu/może wczoraj o świcie/wszyscy chorują tutaj na zanik poczucia/czasu pozostało nam tylko miejsce/ przywiązanie do miejsca jeszcze dzierżymy/ruiny świątyń widma ogrodów i domów/jeśli stracimy ruiny nie pozostanie nic.”

Które z rocznic, przypadających w 2010, z punktu widzenia polityki historycznej, warto dziś zaakcentować?
-
Przypadająca 15 lipca 2010 r. 600. rocznica Bitwy pod Grunwaldem. Dlatego że nie chodzi tu tylko o wielkie zwycięstwo rycerstwa polskiego. To była konsekwencja mądrej polityki Kazimierza Wielkiego, a później panów małopolskich, którzy doprowadzili do unii polsko-litewskiej. To zmieniło nie tylko dzieje Polski i Niemiec, ale całej Europy środkowej.

Druga - to 90. rocznica Bitwy Warszawskiej 1920 r.. To nie była bitwa ani o Wisłę , ani o Warszawę, ale o losy Europy. Jedna z trzech największych bitew XX w., kiedy geniusz strategiczny Piłsudskiego i męstwo polskiego żołnierza powstrzymało Armię Czerwoną, której przywódcy nie ukrywali, że chcą dotrzeć „przez trupa Polski do serca Europy”. Ta bitwa rozgrywała się na ogromnej przestrzeni. Z okazji 90. rocznicy Bitwy Warszawskiej społeczność lokalna wielu miejscowości może się zintegrować wokół tej rocznicy.

 O roku ów… pisał Mickiewicz w Panu Tadeuszu, wiążąc ogromne nadzieje na niepodległość z rokiem 1812. Wśród wielu wydarzeń, na które czekamy z nadzieją i radością jest przewidywana w tym roku beatyfikacja Jana Pawła II. Ten rok to przecież także 90 rocznica urodzin Jana Pawła II. Na co chciały Pan zwrócić uwagę z okazji tej rocznicy?
-
18 maja1920 r. urodziłsięw Wadowicach Karol Wojtyła. Gdyby żył, śpiewalibyśmy mu sto lat. On sam, jak wiemy, przywiązywał dużą wagę do daty swoich urodzin w roku zwycięstwa nad bolszewikami. Mówił, że ma w związku z poświęceniem pokolenia 1920 roku wielki dług wdzięczności. Mówił o tym nad grobami poległych na cmentarzu w Radzyminie w 1999 r.
Pewnie nie wszyscy wiedzą, że jego ojciec Karol Wojtyła był oficerem, który służył w 12 Pułku Piechoty w Wadowicach. Przyszły papież Jan Paweł II na chrzcie, którego udzielił mu kapelan wojskowy Franciszek Żak, otrzymał dwa imiona – Karol Józef. Pierwsze po tacie, a drugie na cześć marszałka Józefa Piłsudskiego. W roku 1920 wielu chłopcom nadawano to imię ze względu na zasługi Marszałka dla Niepodległości Polski.
To ważny dla nas przekaz, że w rodzinie oficera mały Karol był wychowywany w tradycji niepodległościowej. Z pewnością miało to wpływ na nauczanie Jana Pawła II, na jego stosunek do Ojczyzny i naszego wspólnego dziedzictwa.

Wydaje się, że Marszałek Piłsudski mimo pomnikowej legendy, wciąż pozostaje w potocznej świadomości wielkim znanym – nieznanym. A to przecież postać bardzo skomplikowana. Jego drogi wiary, jego rola w stosunkach państwo – kościół w II RP?
- Myślę, że najbardziej zwięźle powiedział o tym zaraz po śmierci Marszałka Prymas August Hlond, że zwycięstwami z 15 i 16 sierpnia 1920 roku stanął w szeregu dziejowych obrońców wiary. I z tego powodu należy mu się wielka wdzięczność nie tylko Polski, ale całego chrześcijaństwa. To wówczas oznaczało całej Europy, bo Europa była chrześcijańska.
Piłsudski zaprzyjaźnił się w 1918 r. z legatem papieskim, który przebywał w Polsce, Achillesem Ratti, późniejszym papieżem Piusem XI.
Achilles Ratti był bezpośrednim świadkiem wydarzeń 1920 r.; chodził po pobojowisku pod Radzyminem, tam gdzie zginął ks. Ignacy Skorupka. Chyba nie było w dziejach kościoła takiego wydarzenia, że ktoś ze zwykłego księdza w ciągu 3 i pół lat został papieżem. A tak było z Achillesem Rattim. W 1921 roku zostaje biskupem, a w 1922r. - papieżem Piusem XI. Myślę, że nie bez wpływu na to była sprawa polska.
 Dla mnie jest niesłychanie wzruszające takie stare zdjęcie, jak Piłsudski i Ratti na kolanach idą do Ostrej Bramy w Wilnie. Do Matki Bożej Ostrobramskiej, którą Marszałek otaczał wielką czcią.
Dowodem na to jest również taki szczegół, że nie rozstawał się przez całe życie ze srebrnym medalikiem, który dostał w wigilię 1914 r. od Sióstr Niepokalanek w Jarosławiu. Na jednej stronie była Matka Boża Ostrobramska, a na drugiej św. Józef , jego patron. W tym medaliku został pochowany na Wawelu.
Trzeba mówić o tym młodzieży, że taki szczegół jest równie ważny jak opis Bitwy Warszawskiej.

Znane są Pana wysiłki, by oddać sprawiedliwość „Konradowi Wallenrodowi” naszych czasów - jak powiedział m.in. nad grobem płk. Ryszarda Kuklińskiego ( 13 czerwca 2010 r przypada jego 80 rocznica urodzin) na Powązkach Bp Sławoj Leszek Głódź. Czego jeszcze nie wiemy o tym tragicznym bohaterze, z czym najtrudniej przebić się do świadomości Polaków?
- Polacy nie chcą sobie uświadomić, że kilkakrotnie byliśmy nie o krok, ale o włos od rozpętania przez Rosję sowiecką III wojny światowej. Pułkownik wykradł podstępem te supertajne plany sowieckiej agresji, która narażała i nas na hekatombę. Przecież stacjonowały u nas rakiety z głowicami atomowymi. Zapobiegł agresji Armii Czerwonej na Europę Zachodnią. Bez względu na wynik tej wojny, Polska przestałaby istnieć. W raporcie dla prezydenta Ronalda Raegana szef CIA pisał: „Nikt na świecie w ciągu ostatnich 40 lat nie zaszkodził komunizmowi tak jak ten Polak”.
Tylko raz jestem skłonny przyznać Jaruzelskiemu rację, gdy w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” powiedział, że jeśli oddamy cześć Kuklińskiemu, to oznacza, że to my jesteśmy winni…
Z takich ciekawych rzeczy, dotyczących Płk. Kuklińskiego chciałbym powiedzieć młodzieży, że to płk Kukliński był pierwszym Polakiem, który miał telefon komórkowy. W 1977 r. CIA wyposażyła go w rodzaj anteny satelitarnej.
Był też trzecim w historii Stanów Zjednoczonych Polakiem, który miał tak wysoki stopień Armii Amerykańskiej, po Pułaskim i Kościuszce.

Elżbieta Szmigielska - Jezierska
ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 06/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;