Czwartek, 19 październik 2017 r.
Michaliny, Michała, Piotra
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Przyjaźń jest najsłodszą słodyczą tej ziemi.

Św. Augustyn
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2017-08-23
Morze uczy pokory i hartu ducha – rozmowa z ks. por. Piotrem Listopadem, kapelanem Marynarki Wojennej

Jak to się stało, że wypłynął Ksiądz na rejs jako kapelan?

O możliwości wypłynięcia na rejs w ramach Polskiego Kontyngentu Wojskowego na ORP Kontradmirał Xawery Czernicki dowiedziałem się od ks. dziekana MW kmdr. Zbigniewa Rećko podczas rekolekcji kapelanów w Częstochowie, które miały miejsce we wrześniu 2016. Wcześniej zapotrzebowanie na kapelana zostało zgłoszone przez dowódcę PKW kmdr. Aleksandra Urbanowicza.

Jak wyglądała Księdza droga do służby wojskowej i morskiej?

Moja historia nie jest dość oryginalna. Po zdaniu w 1998 r. matury nie dostałem się na wymarzone studia archeologiczne na UJ w Krakowie. Następnie zdawałem na wydział historyczny Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Jednakże chcąc się uniezależnić od rodziców i utrzymać się jako student, podjąłem pracę jako stolarz (chociaż z wykształcenia byłem elektrykiem). Trzeba było brać pracę, jaka była dostępna. Niestety proza życia szybko zweryfikowała moje wybory. Ponieważ zarabiałem za mało i nie mógłbym się utrzymać jako student, postanowiłem zrezygnować ze studiów. W tamtym okresie taka decyzja miała swoje konsekwencje. Ponieważ nigdy nie migałem się od służby wojskowej, zostałem wezwany na komisję i wręczono mi bilet do odbycia zasadniczej służby wojskowej w nieistniejącej już dziś 14. Brygadzie Zmechanizowanej w Elblągu w kompanii rozpoznawczej. Teraz śmieję się, że wówczas dokonałem podczas tej służby najlepszego rozpoznania swojego powołania życiowego. Wówczas wygrał Pan Bóg. To niełatwe doświadczenie wojskowe pomogło mi patrzeć szerzej na swoje życie i traktować je jako dar dla innych. Z poligonu wyjechałem wówczas na egzaminy wstępne do seminarium duchownego w Krakowie. Później, będąc już trzyletnim księdzem, dowiedziałem się o organizowanym przez MON i Episkopat Polski kursie dla kapelanów wojskowych na czas „W”, na który zgłosiłem się na ochotnika wraz z moim kolegą rocznikowym. Po otrzymaniu patentu oficerskiego trwały długie starania o możliwość przejścia z diecezji w struktury Ordynariatu Polowego WP. Taką możliwość otrzymałem decyzją księdza biskupa polowego Józefa Guzdka 26 sierpnia, w uroczystość NMP Częstochowskiej, do parafii wojskowej – jak się później okazało – pw. Czarnej Madonny. Odebrałem to jako znak i potwierdzenie, że jestem na właściwej drodze i we właściwym miejscu. Obecnie czuję się spełniony jako kapłan i oficer w jednym, a moje wcześniejsze doświadczenie wojskowe w rozpoznaniu procentuje każdego dnia. Jestem dumny i szczęśliwy, mogąc zarazem służyć w Marynarce Wojennej RP. Staram się wykonywać swoje zadania i obowiązki każdego dnia z wielką pasją.

W jakim rejsie Ksiądz uczestniczył?

Polski Kontyngent Wojskowy Czernicki 2017 był pierwszym morskim kontyngentem utworzonym i wydzielonym do działań na Morzu Śródziemnym, Egejskim i Czarnym w ramach Stałego Zespołu Obrony Przeciwminowej Grupa 2 (ang. Standing NATO Mine Counter measures Group 2 – SNMCMG2). Czas trwania kontyngentu był przewidziany na pół roku: od 5 stycznia do 10 lipca br. Postanowiłem, jak większość, popłynąć na całość.

W skład kontyngentu wchodziły: dowództwo, Sztab Polskiego Kontyngentu Wojskowego, Platforma dowodzenia – w postaci okrętu dowodzenia siłami obrony przeciwminowej ORP Kontradmirał X. Czernicki (stąd nazwa kontyngentu) wraz z załogą.

PKW Czernicki 2017 skierowany został do rejonu działania SNMCMG2, jednocześnie obejmując dowodzenie międzynarodowym zespołem okrętów sił obrony przeciwminowej. Od tego momentu sztab rozbudowano o dodatkowych oficerów marynarek wojennych państw NATO, ORP Czernicki przejął funkcję okrętu flagowego zespołu, a dowódca PKW objął obowiązki dowódcy elitarnego Stałego Zespołu Okrętów Przeciwminowych NATO Grupa 2 (COM SNMCMG2).

Sztab PKW stanowił jednocześnie trzon międzynarodowego sztabu stałego zespołu, który oprócz statutowych zadań realizował zadania planowania, realizacji i kontroli funkcjonowania sił SNMCMG2. W jego skład wchodzili przede wszystkim dowódcy i zastępcy dowódców okrętów posiadający odpowiednie przygotowanie i doświadczenie w prowadzeniu operacji przeciwminowych.

ORP Kontradmirał X. Czernicki stanowił platformę dowodzenia dla dowódcy i sztabu SNMCMG2, tym samym zapewniając możliwość prowadzenia operacji w dowolnym rejonie basenu Morza Śródziemnego, Czarnego, jak również wschodniej części Oceanu Atlantyckiego. Dodatkowo ORP Czernicki zabezpieczał wsparcie logistyczne i medyczne okrętów SNMCMG2, utrzymując zdolność do odtwarzania ich gotowości do działań w porcie i na morzu, m.in. poprzez zapewnienie uzupełniania wody i paliwa oraz prowadzenie napraw w rejonie operacji.

Liczebność Kontyngentu CZERNICKI 2017 wraz z załogą wyżej wymienionego okrętu dowodzenia wynosiła 70 żołnierzy rekrutujących się z wielu jednostek wojskowych.

W skład PKW CZERNICKI 2017 wchodzili przedstawiciele: Dowództwa 8 Flotylli Obrony Wybrzeża, 12 Wolińskiego Dywizjonu Trałowców, 13 Dywizjonu Trałowców, 2 Dywizjonu Okrętów Transportowo-Minowych, Komendy Portu Wojennego Świnoujście, Dywizjonu Okrętów Bojowych, Brygady Lotnictwa MW, Centrum Operacji Morskich – Dowództwa Komponentu Morskiego, Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego oraz Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Dowódcą PKW CZERNICKI 2017 był kmdr por. Aleksander URBANOWICZ – pierwszy polski oficer, któremu powierzono dowodzenie Stałym Zespołem Sił Obrony Przeciwminowej NATO Grupa 2 w rejonie Morza Śródziemnego, Egejskiego i Czarnego.

Czy był to pierwszy Księdza rejs, czy pływał Ksiądz już wcześniej?

Tak, to był pierwszy mój rejs, w którym uczestniczyłem od momentu rozpoczęcia służby w parafii Marynarki Wojennej w Gdyni we wrześniu 2014 r.

Jak się Ksiądz do niego przygotowywał? Czy odnalazł się Ksiądz w takiej służbie? Odkrył Ksiądz w sobie wilka morskiego?

Wcześniej starałem się jak najwięcej dowiedzieć od innych kapelanów, którzy służyli w Marynarce Wojennej lub brali udział w misjach. Najwięcej informacji przekazał mi mój starszy kolega ks. kmdr por. Radosław Michnowski, z którym pełniłem wcześniej posługę w parafii wojskowej w Gdyni. Ponieważ ks. Radek spędził prawie 2,5 roku na morzu, jego doświadczenie morskiego kapelana najbardziej mi się przydało na misji. Dużym też wsparciem było też zaufanie ze strony przełożonych i osób, które mi dobrze życzyły przed rejsem. Wiele też osób prosiłem o modlitwę za powodzenie naszej misji. Za to im z całego serca dziękuję! Prowadziłem też ciekawe rozmowy z dowódcami okrętów i zwykłymi marynarzami podczas opłatkowych spotkań w jednostkach oraz przedświątecznych wizyt duszpasterskich. Wiele osób mi wówczas mówiło: „Jak już ksiądz wypłynie pierwszy raz, to niech ksiądz pływa jak najwięcej. Nie ma nic piękniejszego w życiu marynarza!”. I muszę dziś przyznać, że to jest prawda! Choć jest to trudna i niebezpieczna nieraz służba, to jednak chyba najpiękniejsza i dająca marynarzowi najwięcej satysfakcji. Odkrycie w sobie wilka morskiego objawia się tym, że człowiek utożsamia się z życiem na okręcie. I choć pod koniec rejsu zawsze bywa najciężej, to jednak po jakimś czasie po powrocie na ląd chce się tam wrócić i wypłynąć w kolejny rejs. Myślę, że pod tym względem odnalazłem się w pełni w takiej służbie i posiadam pierwiastek wilka morskiego.   

Jak wyglądała codzienna służba Księdza na okręcie wojennym? Czy służba i posługa duszpasterska wśród marynarzy różnią się od tej prowadzonej na lądzie? Czy są jakieś szczególne trudności?

Pełniłem swoje zadania, tak jak zresztą każdy na okręcie dowodzenia i podległych jednostkach w ramach obowiązków, do których został powołany. Moje obowiązki nie różniły się zbytnio od tych na lądzie i polegały na codziennej modlitwie za marynarzy, dawaniu świadectwa wiary, sprawowaniu niedzielnej i świątecznej Eucharystii. Chętnie podejmowałem też rozmowy z każdym, kto czuł taką potrzebę. Każdy miał wiele przemyśleń i poszukiwał odpowiedzi na dręczące go życiowe pytania. Każdy niezależnie od wyznania czy światopoglądu mógł się do mnie zwrócić. Nie było tematów tabu. Pamiętam bardzo ciekawe rozmowy i zapamiętałem każdego z rozmówców, z którymi z czasem połączyła mnie nić zaufania i niejednokrotnie przyjaźni. Posiadałem też podczas rejsu sporą biblioteczkę ciekawych książek, które chętnie pożyczałem marynarzom. Otrzymałem też od kmdr. Urbanowicza zadanie organizowania dla marynarzy wycieczek po miejscowościach do portów, w których gościliśmy praktycznie co weekend. Przez pół roku odwiedziliśmy 23 porty w 9 krajach.

Służba wśród marynarzy nie różni się aż tak bardzo od innych formacji. Jedyną różnicą jest specyfika tej służby wraz z przepięknym ceremoniałem i tradycjami morskimi. Wszędzie mamy jako kapelani do czynienia z ludźmi i na towarzyszenie tym ludziom i ich rodzinom jesteśmy w pierwszej kolejności nastawieni. Jesteśmy dla nich, a nie oni dla nas. Stąd tak ważne jest, by być z tymi osobami w każdym wymiarze ich życia: w radościach i smutkach. Na okręcie największą trudność sprawiała rozłąka z najbliższymi. Jako kapelan nie rozwiązywałem za marynarzy ich problemów, ale pomagałem im znaleźć rozwiązanie najlepsze z możliwych. Często mobilizowałem swoich parafian do nowych wyzwań oraz starałem się być oparciem w sytuacjach, kiedy inne formy pomocy zawodziły lub było ich brak.

Czy była okazja do wymiany doświadczeń z kapelanami z innych okrętów?

Niestety lub stety byłem jedynym kapelanem podczas trwania misji. Poniekąd to była moja najbardziej oryginalna parafia, jakiej ksiądz może przewodzić, gdyż nie dość, że mieściła się na morzu, to należał do niej stan osobowy wszystkich jednostek należących do PKW Czernicki 2017.

Czego nauczyło Księdza morze?

Morze uczy przede wszystkim pokory i hartu ducha. Rozwija też cierpliwość oraz daje poczucie wspólnoty marynarskiej. To jedna z najtrudniejszych profesji, jakimi zajmuje się człowiek. Nic tak nie jednoczy ludzi, którzy podczas długiej misji mieszkają, pełnią wachty oraz spożywają posiłki na ograniczonej przestrzeni okrętu. Po półrocznej misji marynarze są sobie nieraz bliżsi niż członkowie rodziny, którą pozostawia się na lądzie. To daje też świadomość, że wiele zależy od jakości relacji międzyludzkich, zaufania, a przede wszystkim od atmosfery, jaka panuje na okręcie. Dlatego tak ważny jest wysoki poziom morale w społeczności marynarskiej, to, że mogę zaufać drugiemu człowiekowi, gdyż nieraz powierzam mu swoje zdrowie i życie. Na to wpływ mają wszyscy. Zarówno załoga, jak i sztab kontyngentu. Niestety jako ludzie nie mamy wpływu na pogodę i warunki meteo, które również wykuwają charaktery marynarzy. Późniejsze wspomnienia o przeżytych sztormach, przygodach morskich, „ofiarach dla Posejdona” czy innych niebezpieczeństwach nadają kolorytu opowieściom marynarzy. Żeby to lepiej zrozumieć, trzeba to przeżyć na własnej skórze. Dlatego tak pięknie wybrzmiewają wówczas słowa szant tak chętnie śpiewanych na okręcie podczas odpoczynku od służby, gdyż słowa do nich napisało trudne marynarskie życie. Szanty to również szacunek i pamięć dla pokoleń marynarzy, którzy już odeszli do historii na wieczną wachtę.

W jaki sposób pobyt na morzu wpłynął na posługę i życie duchowe Księdza oraz życie duchowe marynarzy?

Początkowo byłem szczerze przerażony świadomością, że mam wziąć udział w tak wielkim projekcie, jakim był PKW Czernicki 2017. Powodowane to było brakiem jakiegokolwiek doświadczenia w pływaniu na okrętach. Nieraz śmiałem się, że stanowię taki paradoks marynarza lądowego lub marynarza niepływającego. Szansa wypłynięcia w półroczny rejs otworzyła nowe możliwości dla mnie. Jestem już 12 lat księdzem, więc jako kapłan posiadam spore doświadczenie w tym zakresie, niemniej jednak na misji zagranicznej, i to jeszcze na morzu, byłem pierwszy raz. Codziennie rozpoczynałem i kończyłem dzień modlitwą dziękczynną za każdego członka załogi PKW Czernicki. W trakcie rejsu zainteresowałem się szczególnie elementami duchowości ignacjańskiej, szczególnie rekolekcjami w drodze propagowanymi przez św. Ignacego Loyolę. Dla mnie osobiście cała misja była autentycznym „wypłynięciem na głębię” ludzkiego ducha i traktowałem ją też jako rekolekcje na morzu. Największym doświadczeniem dla mnie jako księdza, ale też dla marynarzy, były przeżywane na pełnym morzu oraz w porcie coniedzielne Msze św. celebrowane na okręcie. Wówczas Kościół Chrystusowy jako Łódź Piotrowa nabiera głębszego wymiaru. Szczególnie okres Wielkiego Postu oraz Triduum Paschalne świętowane na okręcie i w kościele pw. Narodzenia NMP na Wyspie Elba był dla wszystkich uczestników liturgii bardzo wzruszający. Święcone pokarmy spożyte podczas śniadania w Niedzielę Wielkanocną na lądowisku ORP X. Czernicki tworzyły autentyczną rodzinną wspólnotę. Szczególnie zapamiętałem moment, kiedy podczas liturgii Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek miałem okazję pierwszy raz w życiu kapłańskim samemu dokonać obmycia nóg chętnym marynarzom. Widać i słychać było, jak byli przejęci i wzruszeni tym prostym, a jednocześnie wymownym gestem. Później wielu z nich mówiło mi, że przeżyli coś takiego pierwszy raz w swoim życiu. To bardzo później motywuje, by być jako kapłan maksymalnie autentycznym w posłudze najbardziej potrzebującym. Uważam również – i nie jest to tylko moja opinia – że podczas tej niełatwej półrocznej misji wiara każdego z uczestników rejsu wzrosła ponad wszelkie oczekiwania, bo została poddana wielkiej próbie na pełnym morzu.

Bardzo dziękujemy za rozmowę.

Serdecznie gratulujemy ks. por. Piotrowi Listopadowi nominacji na stopień kapitana.

Fot. arch. prywatne

J. Rusiecka, K. Stępkowski


ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 17/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;