Piątek, 26 maj 2017 r.
Eweliny, Jana, Pawła
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Bogactwo wprowadza zawsze zmartwienie o jutro. Kto szuka prawdy, kto jest posłuszny prawu miłości, ten nie może się martwić o jutro.

Gandhi
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2017-04-06
Nasze Camino Portugalskie (Agata i Piotr Szarko)

Poniżej zamieszczamy tekst, który zainteresuje tych, którzy pragną pielgrzymować po drogach jakubowych prowadzących przez całą Europę do Santiago de Compostela w Hiszpanii. Autorami poniższej relacji są Agata i Piotr Szarko, należący do Konfraterni św. Jakuba przy katedrze polowej Wojska Polskiego w Warszawie. (zjk)

Właściwie wszystko było inaczej niż pierwotnie planowałem lub chciałem. Do wielkich plusów należy to, że Moja Żona także zechciała przejść Camino. Dzięki temu "moje" stało "Nasze".

"W drogę z nami wyrusz Panie" te słowa pieśni przeplatał się przez nasze myśli, gdy wyruszyliśmy na pątniczy szlak.

2 X 2016r. polecieliśmy z Warszawy do Porto. Następnego dnia pojechaliśmy pociągiem do Bragi, do przepięknie położonego
Santuário do Bom Jesus do Monte (sanktuarium Dobrego Jezusa). Majestatyczne schody prowadzące do kościoła są jednym z symboli Portugalii. Miejsce wielkiego kultu Jezusa Chrystusa, wielkich rzeźb przedstawiających mękę Pańską, a zarazem piękne zielone i ukwiecone, skłania do zadumy, daje odpoczynek.

Miejscem startu naszej pieszej wędrówki było urokliwe miasteczko Ponte de Lima z pięknie zachowanym rzymskim mostem. Aczkolwiek cała trasa portugalska jest łatwa, to jednak pierwszego dnia mieliśmy jej najtrudniejszy odcinek. Była do pokonania górka o 400 m przewyższeniu, ale za to wśród eterycznych zapachów lasów sosnowych i eukaliptusowych, pokrytych gęstym poszyciem paprociowym. Na miejsce pierwszego noclegu w Rubiaes, przybyliśmy już o 13-tej. Niewielka miejscowość, właściwie wieś, z małym rzymskim mostem nad rzeczką i kościołem św. Piotra zbudowanym w 1257r.

Dnia 5 X 2016r.  w Święto Republiki z miasta-twierdzy
Valençe opuściliśmy Portugalię. Strategicznie i widowiskowo położone na wzgórzu nad rzeką Minho miasto, otoczone jest grubymi pierścieniami murów z XVII-XVIII w. Do Hiszpanii przeszliśmy żelaznym mostem przerzuconym przez rzekę a zbudowanym w 1879r. przez Gustawa Eiffla (tego od słynnej wieży w Paryżu, tak na marginesie warto zauważyć, że ten słynny konstruktor zbudował w 1891r. most kolejowy na Sanie w Przemyślu, aczkolwiek różne potem były tego mostu koleje losu). Tylko 5km spacerku dzieliło nas od kolejnego pięknego i starego miasteczka Tui, gdzie mieliśmy kolejny nocleg. Warto dodać, że po Objawieniach Fatimskich przebywała tutaj Siostra Łucja, a św. Josemaría Escrivá, założyciel Opus Dei, wielokrotnie się z Nią spotykał. Nocleg w starym kamiennym budynku, obok kościoła robił niezapomniane wrażenie.

Wychodząc następnego dnia na szlak w ciemnościach nocy, a nie było nawet godziny 8-ej, jeszcze w Tui, zaszliśmy do otwartego kościoła. Miała zaraz się rozpocząć Msza św., więc skorzystaliśmy z nadarzającej się okazji i zostaliśmy. Chociaż kościołów w Portugalii i Hiszpanii jest dużo, to jednak nieczęsto są otwarte, a o Eucharystii nieraz można tylko pomarzyć. Dzięki naszemu uczestnictwu przekroczona została bariera 10 uczestników. Tego dnia szliśmy przez bodajże najbardziej przygnębiający odcinek Camino Portugalskiego, 2 km prostej drogi przez strefę przemysłową miasta Porriño, który się niesamowicie dłużył. Za to nocleg był w niewielkiej, sympatycznej wiosce Mos. Oaza spokoju i okazja do poznania innych pątników.

W czwarty dzień wędrowania przechodziliśmy przez miasto Redondela, słynne z dwóch połączonych wiaduktów kolejowych zbudowanych pod koniec XIX w. Droga wiodła przez lasy, wioski i winnice choć w większości już bez winogron (było już po winobraniu). Długi odcinek i ciepło odbierał siły, ale z pomocą Bożą dotarliśmy wieczorem na nocleg w Pontevedra, stolicy jednej z czterech prowincji regionu autonomicznego Galicja.

Duże miasto opuszczaliśmy jeszcze po ciemku, ale zachwycił nas labirynt starych kamiennych uliczek. Kolejny piękny dzień znów wypełniła nam wędrówka to pod górę, to w dół bocznymi drogami lub leśnymi ścieżkami i tak dotarliśmy do Caldas de Reis. To uzdrowiskowe miasteczko z termalnymi wodami i położonymi niedaleko pięknymi kaskadami. A wieczorową porą w miejscowym kościele była Msza św., więc nie omieszkaliśmy skorzystać.

Przedostatni etap kończyliśmy w Padron, kiedyś mieście leżącym nad morzem, dziś od niego oddalonym o kilka kilometrów. To właśnie tutaj, jak głosi legenda, na łodzi bez żagli i steru przypłynęło z Judei ciało Apostoła Jakuba Starszego, który zginął, jako pierwszy z Dwunastu, podczas prześladowania chrześcijan. A dalej został przewieziony na miejsce pochówku do dzisiejszego Santiago de Compostela. Ciało z łodzi położono na wozie zaprzężonym w parę wściekłych byków, które stały się łagodne i bez problemu dojechały na miejsce. Nieduże, piękne miasto pełne historycznych śladów związanych ze świętym Jakubem i jego kultem.

Dzień siódmy i ostatni pielgrzymowania, czyli
10 X 2016r. Tylko ten jest pielgrzymem czyli peregrino, kto doszedł do grobu Świętego Jakuba Większego Apostoła (z czasem to słowo upowszechniło się i zmienił się także charakter pielgrzymowania). Udających się do Rzymu nazywano romero, natomiast do Jerozolimy palmero.

Doszliśmy i stanęliśmy na placu przed katedrą. W samo południe. No, może godzinę później. Ulga, radość, wzruszenie, łzy. Wysiłek niewielki (160 km), ale satysfakcja ogromna. Nareszcie i my zostaliśmy peregrinos i możemy dumnie obnosić się z muszlą z wymalowanym na niej jakubowym krzyżem. To symbol, a kiedyś dowód na odbycie na dotarcie do końca pątniczego szlaku. Wcześniej byliśmy tylko takimi naciąganymi, czyli stosującymi niedozwolone środki transportu , romeros i palmeros. Ale ja nawet jestem romeros roweros, gdyż akurat 20 lat temu przejechałem rowerem z Polski do Rzymu.

Katedra św. Jakuba to monumentalna budowla, w której centralnym miejsce jest ołtarz z wielką srebrną figurą świętego Jakuba, a poniżej grób świętego. Każdy z pątników czeka w kolejce by pokłonić się. W październiku trwał jeszcze Rok Miłosierdzia i mogliśmy przejść przez Święte Drzwi. Po Mszy świętej dla pelegrinos pod katedrą spotykamy inne małżeństwa Polaków (nie tylko z Polski).

Pielgrzymowanie szlakami jakubowymi różni się od tego, które obecnie uchodzi za tradycyjne. Na przestrzeni wieków zmienił się charakter pielgrzymowania, pierwotne stało się wtórnym. Jest w nim pełna swoboda, nie ma czegoś takiego, że trzeba na rozkaz ruszać, odpoczywać, jeść i spać. Pielgrzymowanie symbolicznie rozpoczyna się od progu własnego domu, w rzeczywistości z dowolnego miejsca, i kiedy się chce. Przemieszcza się w swoim tempie, samotnie lub w małych grupkach, które często powstają na szlaku spontanicznie. Odpoczywa, je i śpi kiedy się chce. I niesie cały dobytek na plecach. Innym minusem jest koszt. Trzeba dojechać i wrócić. Nikt nie czeka z posiłkiem i popitką, trzeba sobie samemu kupić i nie ma darmowych noclegów. I jest problem z codzienną Eucharystią. Ale jest za to okazja do szczególnej wędrówki, wędrówki w głąb siebie. Samotnej modlitwy, zwłaszcza różańcowej, i kontemplacji dzieł Boga przez piękną przyrodę.

Drogę wyznaczają żółte strzałki pomalowane z różną częstotliwością na trasie, a także muszle jakubowe i słupki betonowe z kilometrażem do Santiago. Niezbędnym ekwipunkiem jest paszport pielgrzyma, w którym zbieramy stemple (po 2 dziennie) dokumentujące naszą pąć. Jest on podstawą do otrzymania compostelki, dokumentu potwierdzającego przejście danej trasy.

Wisienką na torcie naszego wyjazdu był pobyt w Fatimie 13 X
2016r. w 99 rocznicę objawień. Po prostu nie mogliśmy tam nie być, w tym czasie, będąc aż tak blisko, dosłownie o rzut beretem (600 km). Z Santiago przyjechaliśmy autobusem rejsowym już 11 X 2016r. wieczorem a Fatima przywitała nas pierwszym deszczem, który nocą zmienił się w ulewę.

Nad ranem poszliśmy do Aljustrel, wioski trojga pastuszków, gdzie w bardzo dobrym stanie zostały zachowane ich domy rodzinne, oraz do miejsc objawień Anioła i jednego Maryjnego z 19 sierpnia 1917 roku.

O 13:30 w Kaplicy Objawień, szczelnie wypełnionej rodakami, że aż pękała w szwach, odbyła się polska Msza św. koncelebrowana przez 44 księży. Poruszające kazanie trwało 2 minuty, ale po Eucharystii odbył się za to prawdziwy festiwal, płynących prosto z serca, pieśni Maryjnych. Po żadnej innej mszy nie były tak żarliwie i pięknie śpiewane pieśni maryjne i oczywiście Barka.

Wieczorna procesja światła rozczarowała, nie tego się spodziewaliśmy. Owszem nieprzebrany tłum wiernych ze świecami był i piękne Ave Maria rozbrzmiewało wokół, a do tego pół dziesiątki różańca po polsku. Ale nie było tego nastroju charakterystycznego dla procesji światła jaka jest w Lourdes. Albo chociażby w Wąwolnicy.

I w końcu kulminacja obchodów objawień 13 X 2016r. - uroczysta Msza św. rozpoczynająca się o 10:00. Sama procesja z Kaplicy Objawień do ołtarza polowego trwała 30 minut. Cały plac przed bazyliką wypełniony był tłumem wiernych z wielu krajów. Niebo zasnuwało się białymi obłokami, to znów ukazując czysty błękit, aż w końcu naszły ciemne deszczowe chmury i znowu się wypogodziło. Nastąpiło pożegnanie figury Pani Fatimskiej, żegnana morzem falujących białych chusteczek.

Jeszcze tylko pokłon Naszemu Papieżowi stojącemu przed placem i odjazd rejsowym autobusem do Lizbony, aby stamtąd wrócić do domu.

Dziękujemy Ci Maryjo za tą wspólną pielgrzymkę do Fatimy! Dziękujemy Ci Święty Jakubie za Nasze Camino!

Agata i Piotr Szarko

ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 09/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;