Poniedziałek, 24 kwiecień 2017 r.
Bony, Horacji, Jerzego
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia.

Mądrość Syracha 2,2
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2017-02-26
Ksiądz Sopoćko wskazuje drogę w ciemnościach (Elżbieta Szmigielska – Jezierska)

Nie doczekał aprobaty nowych form kultu Bożego Miłosierdzia przez Kościół. Ksiądz Michał Sopoćko zmarł w sobotni wieczór 15 lutego 1975 r., w swoim pokoju przy ul. Poleskiej 42 w Białymstoku, w dzień wspomnienia świętego Faustyna, patrona siostry Faustyny Kowalskiej. A przecież dziełu opracowania i przekazania prawdy o „największym przymiocie Boga”- objawionej św. siostrze Faustynie - poświęcił całe swoje pracowite życie.

Nieufnie, niemal jak na heretyka, patrzyli nań nawet bracia w kapłaństwie, gdy Watykan wydał 6 marca 1959 r. notyfikację zabraniającą publicznego kultu Bożego Miłosierdzia. W czasie sympozjum naukowego na KUL oskarżono go nawet o herezję. On jednak pamiętał o słowach Jezusa, że „to wszystko musi się stać, aby wypełniła się wola Boża”, a czas triumfu poprzedzi bolesny „okres zniszczenia” – mówił biskup polowy Tadeusz Płoski w kościele garnizonowym pw. św. Jerzego w Białymstoku w wigilię beatyfikacji ks. Sopoćki, 27 września 2008 r.

Dziś, gdy niemal pandemicznie ludzie zapadają na chorobę beznadziei czyli depresję, bo ich plany i marzenia rozsypują się jak zamki na piasku, a draśnięcia ambicjonalne urastają do rozmiarów tragedii greckiej i coraz mniej ufają Panu Bogu … Błogosławiony ksiądz Michał Sopoćko wskazuje skuteczne lekarstwo – bezwarunkową ufność w Boże Miłosierdzie. – Jezu, ufam Tobie – choćby zwątpił świat, choćby wszyscy się odwrócili. Bezgraniczna ufność w Miłosierdzie Boże ”to była jego najgłębsza duchowa postawa. To była jego osobista „pieśń”- mówił w homilii beatyfikacyjnej kard. Stanisław Dziwisz, 28 września 2008 r., przed Sanktuarium Miłosierdzia Bożego na Białostoczku, gdzie spoczywają doczesne szczątki błogosławionego księdza Michała. To nie był teolog teoretyk, został bowiem wypróbowany jak „złoto w tyglu”.

Do Białegostoku na beatyfikację zjechało wtedy ponad sto tysięcy ludzi z wielu stron, pozbieranych z różnych gościńców, z różnych życiowych dróg. Wielu zza wschodniej granicy, z Białorusi, z Wileńszczyzny. Bo przecież to tu „wszystko się zaczęło”: i życie, i kapłaństwo Michała Sopoćki z powiatu oszmiańskiego. Na Mszy św. beatyfikacyjnej był prezydent Lech Kaczyński, obok którego zasiadał prezydent Ryszard Kaczorowski. W koncelebrze - biskup polowy Tadeusz Płoski, który w przeddzień beatyfikacji odprawił Mszę św. w Kościele Garnizonowym św. Jerzego w Białymstoku. Przypomniał wówczas m.in. ten trzynastoletni odcinek jego drogi do świętości, gdy ks. Michał Sopoćko służył jako kapelan wojskowy na Marymoncie w Warszawie.

Byłam na beatyfikacji w Białymstoku, gdzie pojechałam niemal wprost z Jasnej Góry. Tam, gdzie działają święci, w porządku „świętych obcowania” dzieją się cuda. Ksiądz Sopoćko przyprowadził do siebie tego dnia takie osoby, które… same były zdziwione swoją obecnością w tym miejscu. To był namacalny dowód - Miłosierdzie Boże jest niezgłębione.

Wszyscy jesteśmy grzeszni, wszyscy potrzebujemy Bożego Miłosierdzia. Nie wszyscy jednak chcą uwierzyć, że zasługują, więc uciekają od kratek konfesjonału i od pokuty. Często w najczarniejsze ciemności depresji. Uciekają tam, gdzie szatan sączy do ucha swą zwodniczą kołysankę, która znieczula i usypia sumienie. Błogosławiony ksiądz Michał czuwał, ufał i dziękował za wszystko: „Kiedy mię spotka upokorzenie niezasłużone. Gdy kolce zbyt boleśnie ranić będą głowę moją, złożę ją w ręce Twoje, Zbawicielu, pamiętając, że na kim ciąży grzech, ten znosić winien wszelką wzgardę, wszelkie poniżenie i zapomnienie, będę dziękował Bogu, że pozwala mi odpokutować za grzechy w tym życiu”.

W tym miejscu…
W kaplicy sióstr Misjonarek Świętej Rodziny na Poleskiej w Białymstoku, dziś prowadzonej przez siostry ze Zgromadzenia Jezusa Miłosiernego, rozlegają się słowa litanii, której przewodniczy ks. Michał Sopoćko. Zachowało się sporo nagrań z jego głosem, w którym dźwięczy kresowy zaśpiew.

To tu, u sióstr, w skromnym pokoiku wypełniło się Jego pracowite i ufne życie. Białystok stał się przez ostanie 30 lat miejscem, gdzie postawił go Pan Bóg.- Wszędzie zresztą, gdziekolwiek go postawił, szukał szansy apostolstwa – wspominał ks. Stanisław Strzelecki. Swój sędziwy wiek też traktował jako kolejną szansę: „Starość należy traktować jako powołanie do większej miłości Boga i bliźniego – pisał - Bóg ma względem starych nowe plany pogłębienia człowieka przez ujawnienie mu swego wewnętrznego życia twarzą w twarz. Jedynym aktem skutecznym, do którego jesteśmy zdolni, jest modlitwa. W tej czynnej bierności wszystko się przygotowuje, wszystko się decyduje, wszystko wypracowuje”.

Ileż to razy widziany był z brewiarzem i różańcem w ręku, którego wewnętrzny modlitewny rytm splatał się ze stukotem kół przejeżdżających nieopodal pociągów. Wzrastał przecież i formował religijnie pod czułym spojrzeniem Matki Bożej , „co w Ostrej świeci Bramie” w Wilnie– pod sercem Matki Miłosierdzia.

Czy mógł więc pozostać obojętny na łzy młodziutkiej wówczas Teresy Matysewicz? Siostra Beneduta ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny wyznaczyła ją do poprowadzenia różańca w kaplicy sióstr. Dziewczynka nie potrafiła… Dziewczyńskie łzy zostały w mig dostrzeżone i osuszone. Ksiądz Sopoćko zabrał dziewczynkę na spacer ulicą Poleską wzdłuż nasypu kolejowego. – Przeszedł ze mną ze trzy razy, ucząc modlitwy różańcowej. Co ciekawe, zawracaliśmy akurat w tym miejscu, gdzie wydarzył się ten wypadek, ani kroku dalej. Dziś stoi tu granitowy krzyż z napisem: Jezu, ufam Tobie.” A w okresie Wielkiego Postu to początek Drogi Krzyżowej, która kończy się przy grobie bł. ks. Sopoćki…

Mieszkańcy Białegostoku pogrążeni byli w głębokim śnie, gdy niespełna dwie godziny po północy, 9 marca 1989 r. na stację Białystok Fabryczny wjechał pociąg towarowy z ZSRR. W skład pociągu wchodziło m.in. 12 cystern z ciekłym chlorem o stężeniu 99,9 procent. Wkrótce po wyruszeniu składu w kierunku stacji Białystok Centralny pękła szyna toru kolejowego.

Całkowicie wykoleiły się, staczając się na pobocze, 4 cysterny, z których każda zawierała od 43 do 52 ton ciekłego chloru. Nad miastem zawisła groźba masowej zagłady. Dla wyobrażenia fachowe informacje o ciekłym chlorze: „Silnie trujący i żrący, niebezpieczny szczególnie dla dróg oddechowych. Po wydostaniu się ze zbiornika szybko odparowuje, tworząc ciężki obłok ścielący się nad ziemią. Rozprzestrzenia się z wiatrem, przy czym w zależności od ilości uwolnionego chloru i prędkości wiatru, strefa śmierci może się rozciągać na przestrzeni około 50 kilometrów od miejsca wycieku w paśmie szerokości kilku kilometrów. Rozprzestrzeniając się nad powierzchnią ziemi, powoduje zniszczenie życia biologicznego”.
Katastrofa wydarzyła się dokładnie w tym miejscu, tak omodlonym przez świętego człowieka, jakim był apostoł Miłosierdzia Bożego - ks. Michał Sopoćko. Inne okoliczności, które potwierdzają Bożą interwencję za wstawiennictwem ks. Sopoćki, przybliża ks. Stanisław Strzelecki postulator na pierwszym etapie procesu beatyfikacyjnego, (zm. w wigilię rocznicy beatyfikacji ks. Sopoćki w 2015 r.): - Scenerią dramatycznego wydarzenia stał się zniszczony tor kolejowy, przebiegający między kaplicą sióstr i kościołem Bożego Miłosierdzia, środkiem parafii, której zawołaniem są słowa „Jezu, ufam Tobie”. W parę miesięcy po urządzeniu tam grobu Sługi Bożego Michała Sopoćki. Do tego podczas Wielkiego Postu, kiedy to rekolekcyjna pokuta prowadzi rzesze ludzi do spotkania z Ojcem Miłosierdzia w prawdzie i mocy Tajemnicy Paschalnej Chrystusa, podkreśla ks. Stanisław Strzelecki.
Liczni mieszkańcy Białegostoku - Miasta Miłosierdzia nie mieli wątpliwości, że wydarzył się cud ocalenia. Cysterny nie uległy rozszczelnieniu.
Rok temu, 15 lutego 2016 r. w kolejną rocznicę śmierci ks. Michała Sopoćki Rada Miasta przyznała mu tytuł Patrona Białegostoku.

Czytanie kamiennych tablic
- Jeśli chodzi o sprawy patriotyczne, religijne, to Ania nie zrobiła nic, jeśli wcześniej tego nie omodliła. Nie zaczęła dnia bez udziału we Mszy św. Każdą decyzję musiała wcześniej przemodlić - wspomina Annę Walentynowicz ks. Ryszard Umański, proboszcz częstochowskiej parafii p.w. Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej. Legendę „Solidarności” poznał jako kleryk w 1985 r. w Bieżanowie podczas protestu głodowego wobec ataków na Kościół po zabójstwie księdza Jerzego Popiełuszki. Zaprzyjaźnili się. - Podziwiałem Anię za jej działalność i odwagę. Ona uczyła mnie prawdziwego patriotyzmu. Pokazywała, co jest białe, a co czarne – zaświadcza ks. Umański. Kapłan towarzyszył jej w ważnych momentach jej życia. Byli razem w Radomsku, gdzie odsłaniali tablicę upamiętniającą męczeńską śmierć ks. Jerzego Popiełuszki. - Pamiętam - wspomina kapłan w wywiadzie dla „Niedzieli” - jak przed drugim pogrzebem rozmawiałem z jej synem, który stwierdził, że Anna Walentynowicz nawet po śmierci nie da spokoju kłamstwu i że będzie tej prawdy nadal bronić. Miłosierdzia Bożego przecież nawet nie da się pomyśleć bez prawdy.

Ksiądz Umański został także zaproszony na pokład samolotu TU-154 10 kwietnia 2010 r., aby uczcić wraz z Panią Anną i innymi członkami delegacji ofiary Katynia. Nie mógł jechać, bo w tym czasie udawał się z pielgrzymką parafian do Rzymu, m.in. na grób Jana Pawła II. Miłosierdzie Boże się nie myli…

Życie Anny Walentynowicz, suwnicowej ze Stoczni Gdańskiej, bez której nie można zrozumieć tego, co wydarzyło się przed i po sierpniu 1980 r., to egzemplifikacja prawdy o ufności Bogu, mimo wszystko. Podobnie jak ks. Sopoćko, doświadczyła w życiu tego, co najtrudniejsze. Wojenne sieroctwo w wieku 10 lat i śmierć jedynego brata na Wschodzie (zabrany przez NKWD w 1939 r. już nigdy nie wrócił), panieńska ciąża , przedwczesna śmierć męża na raka, stan przedrakowy, marginalizacja w „Solidarności”, połączona z odbieraniem dobrego imienia, próby otrucia przez SB, a na koniec śmierć w katastrofie smoleńskiej.

Ta dzielna kobieta zaufała Miłosiernemu Bogu i Kresowej Madonnie do końca. Czy mogło być inaczej, skoro przyszła na świat 15 sierpnia 1929 r. w Równem na Wołyniu, w tak ważnym dla Polski dniu, któremu patronuje Matka Boża Wniebowzięta. Ania była drugim dzieckiem w ubogiej rodzinie Aleksandry i Jana Lubczyków. Wielką czcią darzyła Maryję.  
- Modliłam się do Matki Boskiej Ostrobramskiej i całą noc drżące serce w mej piersi: czy tylko przyjmą mnie do tej stoczni, czy tylko przyjmą. Ale Matka Boska wysłuchała mnie i w listopadzie 1950 roku przyjęto mnie na kurs dla spawaczy – opowiadała Pani Walentynowicz w 1980 roku.
 - Do takich jak ty Matka Boża biegnie w jednym pantofelku. Oddaj się Jej w opiekę – powiedział do niej ksiądz, gdy nosiła już pod sercem panieńskie dziecko i podjęła odważną decyzję, że będzie je sama wychowywać. Ojciec dziecka okazał się bowiem nieodpowiednim kandydatem na męża i ojca. - Zaczynałam kochać to moje nienarodzone – wspominała po latach. A poślubiła z czasem człowieka, który okazał się dobrym i odpowiedzialnym mężczyzną…

Księdza Michała Sopoćkę ukształtowały Kresy Wschodnie, Wileńszczyzna, z bogactwem duchowości i patriotyzmem tej wspaniałej cząstki II RP. Golgota Wschodu zabrała Annie Walentynowicz – najbliższych. Pewnie dlatego tak bliskie duchowo było jej orędownictwo bł. Księdza Michała Sopoćki na „nieludzkiej ziemi”, która kryje tyle nieznanych grobów. Wśród nich jej starszego brata, Andrzeja. O nim pewnie myślała jako fundatorka tablicy do kościoła „polskiego” w Taszkiencie. Wiedziała, że przestrzeń sacrum jest najlepszym miejscem, by w kamieniu wypisać ich tragiczny los i pamięć o ofiarach „Golgoty Wschodu” . Upomnieć się o modlitwę za nich do Miłosierdzia Bożego. To Anna Walentynowicz ufundowała tablicę dedykowaną „Tułaczym Dzieciom” w Kościele p.w. Najświętszego Serca Jezusowego w Taszkiencie, poświęconą 13 kwietnia 2007 r.

Pół roku przed swoją śmiercią, 27 września 2009 r. uczestniczyła wraz z biskupem polowym Tadeuszem Płoskim i ks. Janem Osińskim w poświęceniu tablicy, upamiętniającej bł. ks. Michała Sopoćkę w Kościele Matki Bożej Królowej Polski na Marymoncie.  Z jej wielkodusznego serca zrodziła się ta inicjatywa uczczenia kapelana Michała Sopoćki.

Prawda i pamięć są wdzięcznością serca. Walczyła o prawdę z odwagą, aby pamięć nie zabliźniła się błoną podłości. Jej duchowymi sprzymierzeńcami w tej walce byli błogosławieni - Apostoł Prawdy Ks. Jerzy Popiełuszko i Apostoł Bożego Miłosierdzia ks. Michał Sopoćko
 Czytajmy kamienne tablice w kościołach.; w nich jest zapis polskiego losu.

Elżbieta Szmigielska - Jezierska

ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 07/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;