Piątek, 20 październik 2017 r.
Ireny, Kleopatry, Witalisa
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Naprawa życia publicznego wymaga rewolucji ducha, a więc trzeba zło dobrem zwyciężać!.

Bp gen.dyw. Tadeusz Płoski
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2016-03-14
Byli wierni. Idą… (refleksja po oglądnięciu filmu Jerzego Zalewskiego „Historia Roja”) [Elżbieta Szmigielska-Jezierska]

Wyświetlana w kinach „Historia Roja” wywołuje wiele komentarzy i recenzji. Poniżej osobista refleksja p. Elżbiety Szmigielskiej-Jezierskiej, po oglądnięciu tego filmu. (zjk)

Pielgrzymka przez tę umęczoną ziemię trwa… I będzie trwała, bo „w ziemi słychać lepiej”. Jak dowodzi nie tylko „Historia Roja”, którą próbowano zakopać tak głęboko, że stała się po 2010 roku głośnym „półkownikiem” III RP ( dla młodszych wyjśnienie : w PRL "półkownikami" nazywano filmy odłożone na pólkę przez cenzurę) - W jednej z końcowych scen filmu Jerzego Zalewskiego, producenta, autora scenariusza i reżysera, oblężony „Rój” mówi do swojego wiernego kompana, „żołnierza wyklętego”: czasami zdaje mi się, że jesteśmy nieśmiertelni. Jeszcze pielgrzymujący i „nieśmiertelni” rozumieją się bez słów. I bez trudu deszyfrują zapis polskiego elektrokardiogramu, wpisany w ten poruszający film.

Reżyser filmu „Historia Roja”„, zapytany przez dziennikarzy po pokazie prasowym, czy wie, dlaczego jego film wzbudził taki opór wśród decydentów oficjalnych instytucji kultury, powiedział, że się domyśla, choć nikt expresis verbis nie miał odwagi odwołać się do argumentów merytorycznych. Sześć lat trwały zmagania o wejście filmu na ekrany polskich kin, tyle samo, co walka „Roja”„o wolną Polskę. – Było to zmaganie o patriotyczną wymowę filmu, ale także o samodzielność twórczą, podkreśla reżyser. Wytoczono wobec filmu całą potęgę machiny urzędniczej, sądowej i komorniczej pod pretekstem przekroczenia o kilkanaście minut „objętości” obrazu filmowego. Zderzenie tych „kilkunastu minut” z ponad 70. latami uśmiercania przekazu wartości „Żołnierzy wyklętych”– to doprawdy…kolejna odsłona działań „bolszewickiego Antychrysta”. O „bolszewickim Antychryście”, który ustami swoich sług mamił chłopów zamianą kościołów w teatry, mówi sugestywnie z ambony w kościele po Mszy św. dwudziestoletni „Rój” Mieczysław Dziemieszkiewicz. Po nim na ambonie miejsce zajmuje Kapłan (milcząca, ale jakże wymowna rola Dariusza Jakubowskiego), który błogosławi znakiem Krzyża wychodzący z kościoła oddział „Roja”. Wystarczy zajrzeć do Muzeum Ordynariatu Polowego, żeby poznać tragiczne losy kapłanów, którzy nie opuścili duchowo ani fizycznie żołnierzy podziemia antykomunistycznego.

 Jerzy Zalewski jako pierwszy filmowiec zrobił film o Żołnierzach Wyklętych.
I nikt nie będzie już władny odebrać temu filmowi miana pozycji kanonicznej polskiego repertuaru filmowego. Na plakatach promujących film napisano, że jest to hołd złożony Żołnierzom Wyklętym. Reżyser (rocznik 1960) „nauczył” się „Wyklętych” dzięki materiałom dokumentalnym, zgromadzonym przez potomka Wyklętych, Jana Białostockiego. W „Historii Roja”, w 70 procentach przywołującej prawdziwe losy walczącego z sowiecką władzą na Mazowszu Mieczysława Dziemieszkiewicza, autor skumulował  losy i sytuacje z życia innych Niezłomnych. Można więc śmiało powiedzieć, że to portret pokolenia żołnierzy, którzy za wierność „Bogu, Honorowi i Ojczyźnie” zapłacili najwyższa cenę. Przy tym nie jest to obraz laurkowy. Bo taki nie może porwać ani przekonać, zwłaszcza ludzi młodych, że warto być wiernym i iść. Wierność Chrystusowi to przecież nie brak upadków i świętoszkowata nieskazitelność. Wierność Chrystusowi to wytrwałość, gotowość powstawania i niestrudzonego marszu z azymutem Chrystusowego krzyża w duszy i wizją celu ostatecznego. W stronę „niebieskich łąk”, gdzie można odpocząć po trudach ziemskich zmagań o wierność.

Postać głównego bohatera filmu „Historia Roja” odtwarza Krzysztof Zalewski - Brejdygant, muzyk i wokalista o  dziewczęcej urodzie, przywołującej skojarzenia z inną postacią filmową - Froda z „Drużyny pierścienia” według trylogii Tolkiena. Angielski konwertyta na katolicyzm, Tolkien, był zafascynowany Polską, jej duchowością i historią do tego stopnia, że sam nauczył się polskiego. Takich kulturowych kodów, cytatów z wielkiej literatury, malarstwa w filmie znajdziemy więcej – bo ten obraz jest dojrzałym dziełem artystycznym, wpisującym się w krwioobieg kultury wysokiej.

 Przez lata próbowano pozbawić młodych ludzi kontaktu z dziełami sztuki, głęboko zakorzenionymi w chrześcijaństwie. Nie dziwi mnie więc dialog, który usłyszałam w przerwie między filmem a konferencja prasową z twórcami.  Świetna sekwencja walki duchowej „Roja” w agonii, z odniesieniami m.in. do Piety, demoniczne wyobrażenia podsuwane w ostatniej chwili zmagań o duszę umierającego, są dla dziennikarzy nieczytelne…Przy łóżku umierającego „Roja” trwa hrabina, wyrzucona przez komunistów z dworu. To ona (Dominika Ostałowska) wyprowadza „Roja” z zasadzki demonicznych wątpliwości: - Wiem, kim jesteś…- wyrzutem sumienia. Rój : mam dość swoich. Hrabina: jeśli zaczniesz roztrząsać racje swojego postępowania - przegrałeś. „Bóg Honor Ojczyzna” dają siłę tylko wtedy, jeśli nie podważamy sensu tych pojęć.

Czy to głos Hrabiego Henryka z „Nieboskiej komedii” Krasińskiego?... A może echo Chrystusowych słów, definiujących jednoznacznie prawdę, bo wszystko, co ponad „tak” i „nie” od złego pochodzi. Wmawiano nam od lat, że należy unieważnić największe dzieła kultury chrześcijańskiej, bo są takie jednoznaczne. Bo prawda, dobro i piękno nie pasują do polifonii czy raczej „kakofonii” bliżej nie sprecyzowanych wartości, które absolutyzują wątpliwości, kompromisy i dialog. Z kim ? Z siewcą wątpliwości, który zaczął swoją dewastującą duchowo działalność od podważenia zaufania wobec Boga? Film „Historia Roja” jest jak powrót do źródeł naszej tożsamości. Człowieczej i polskiej. Jakże proroczo brzmią słowa dowódcy „Roja – Młota” (Mariusz Banaszewski odtwarzał także postać Adama Lazarowcza w fabularyzowanym dokumencie „Klamra”): komuniści zmasakrują sumienia, ale ich nie zabiją. Nigdy nie jest za późno na przebudzenie sumień. Ten film wbija w fotel każdego, kto bez uprzedzeń ideologicznych szuka prawdy.

Młodzi, przez lata okradani z ideałów młodości, już odkrywają ten film jak zakopany skarb (pokazy przedpremierowe, na których odbywała się społeczna zbiórka na jego dokończenie). Nieco starsi, po przejściach, długo nie zapomną sceny identyfikacji na UB zwłok „Roja” przez matkę (wspaniała gra Magdaleny Kuty). To Niobe z kamienną twarzą i Mater Dolorosa jednocześnie, która z niezmąconą pewnością mówi:- Nigdy go nie znajdziecie…
To jasne, jest przecież „nieśmiertelny”.
Nie znajdziecie, dopóki służycie „bolszewickiemu Antychrystowi”, dodajmy.
Jej Syna może znaleźć w swoim życiu tylko ten, kto szczerym sercem szuka prawdy zwycięskiego Krzyża. Tego niezniszczalnego kodu polskich serc.

Elżbieta Szmigielska - Jezierska

ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 17/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;