Wtorek, 28 marzec 2017 r.
Anieli, Kasrota, Soni
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Przyjaźń jest najsłodszą słodyczą tej ziemi.

Św. Augustyn
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2015-06-09
Z problematyki misji katolickich: praca kombonianów na rzecz misji (Danuta Berezowska)

Daniel Comboni, założyciel Kombonianów ukochał sobie Afrykę. Przekonany o religijnej dojrzałości Afrykanów, pragnął przyczynić się do usamodzielnienia się Kościołów w Afryce i do wzrostu miejscowych powołań. Jego plan odnowy duchowej Czarnego Lądu, oparty na zasadzie «zbawienia Afryki siłami samej Afryki» kontynuują bracia kombonianie, zgodnie z wolą o. Daniela, który na łożu śmierci zdążył powiedzieć: „Ja umieram, ale dzieło moje nie umrze”. (Daniel Comboni został kanonizowany 5 października 2003 r.).

Dzisiaj świadectwo życia Comboniego jest obecne w sercach prawie 1800 misjonarzy, 1900 sióstr zakonnych i 800 misjonarek świeckich, którzy swym stylem życia i działalnością całkowicie poświęcają się służbie misyjnej wśród narodów i grup etnicznych jeszcze nie znających Dobrej Nowiny. Pracują na rzecz sprawiedliwości i pokoju, obrony praw człowieka, na rzecz wyzwolenia człowieka z lęku, głodu, chorób, przemocy, niesprawiedliwości, na rzecz popierania rozwoju ludzkiego poprzez działalność edukacyjną i naukową, pracę w szpitalach i organizacjach społecznych.

Ale misje kombonianów to nie tylko Afryka. W ostatnim numerze  misjonarze Kombonianie (maj/czerwiec) dzielą się z nami swoimi przeżyciami na misjach w Ameryce Łacińskiej. Pierwsi kombonianie dotarli tam w roku 1955, do Ekwadoru. Ekwador to czarni – Afroekwadorczycy – potomkowie afrykanskich niewolników oraz wiele innych grup etnicznych zróżnicowanych pod względem kulturowym i społecznym. Zróżnicowanie takie nie ułatwia ewangelizacji. O. Krzysztof Ziębik – (redaktor naczelny dwumiesięcznika) w opracowaniu „:Misja w Borbón – trudna droga do jedności” opisuje życie parafii Matki Bożej z Góry Karmel w Borbón, leżącej w północno-zachodniej części Ekwadoru. Na terenie parafii znajduje się tropikalny las deszczowy, przyjmujący każdego roku 762 mm deszczu, dlatego też jednym z głównych środków transportu są rzeki. Pierwsi Afrykańczycy przybyli tu w XVII w., niespodziewanie, bo ich miejscem docelowym było Peru. Jednak statek z emigrantami rozbił się u wybrzeży Ekwadoru… Afroekwadorczycy są dyskryminowani przez Metysów, którzy z kolei są potomkami ludności białych kolonizatorów. Z kolei miejscowi - indiane (Chachi) są coraz bardziej spychani na margines społeczeństwa przez rozszerzającą się inwazję na ich ziemię, wycinkę lasu deszczowego pod uprawę palmy afrykańskiej i pod uprawę bananów. W roku 1958 było tutaj 2750 tys. hektarów lasów, a obecnie tylko 500 tys. Resztę zamieniono na pola uprawne lub pastwiska.

Płynąc po okolicznych rzekach można podziwiać egzotyczne miejsca i różnorodność krajobrazu, ale też z drugiej strony można już zauważyć skutki niszczącej ludzkiej działalności. Problemem dla środowiska m.in. są kopalnie złota, które po przesianiu hektarów ziemi pozostawiają po sobie nieodwracalne zniszczenia, w potokach i rzekach żyją zniekształcone ryby spożywane przez miejscową ludność. W tych potokach i rzekach robi się pranie i kąpane są dzieci. I tak to koło zamyka się, bo miejscowa ludność jakby nie zauważa problemu, chociaż pojawiają się już symptomy chorobowe, szczególnie u dzieci poniżej 6 roku życia. Około 58 % pracowników plantacji palmy (owoce sprzedaje się do firm farmaceutycznych i kosmetycznych) wykazuje objawy skażenia organizmu, zapadają na choroby wątroby i skóry wywołane przez kontakt m.in. ze skażoną wodą lub jej spożywanie.

Praca w parafii Borbón jest wyjątkowo wymagająca, właśnie z uwagi na wymienione wcześniej podziały wśród miejscowej społeczności. Kiedy, np. odmawiana jest liturgia z elementami kultury afrykańskiej, Metysi nie przychodzą do kościoła i odwrotnie. Rozbicie takie nie sprzyja budowaniu jedności chrześcijańskiej, ani nie pomaga, aby jednym głosem sprzeciwiać się problemom tej ziemi, które powoli zabijają środowisko i ludzi.

Z kolei w Meksyku – gdzie króluje Matka Boża z Guadalupe, wydawałoby się że misjonarze tam nie są potrzebni. Nic bardziej mylnego - pisze o. Ziębik w kolejnym opracowaniu związanym z misjami w Ameryce Łacińskiej. Kombonianie pracują tam niestrudzenie i ewangelizują. Na południu tego kraju w zamknięciu, w wąskich dolinach lub rozproszona po górskich zboczach żyje ludność Nasawi - Mistekowie, którzy tak jak ich przodkowie, mówią w języku mixtek, w dziesięciu dialektach. Wśród gór znajduje się misja Metlatónoc, do której należy 17 tys. mieszkańców. Pierwsi misjonarze przybyli tu w XVI wieku. Ewangelizując przygotowywali tzw. liderów, którzy prowadzili modlitwy. Gdy misjonarze byli zmuszeni do opuszczenia tych obszarów, lider czekał na wiernych w kościele i mogli wszyscy modlić się bez kapłana. Czas tej nieobecności kapłanów sprawił, że powstał rodzaj modlitw pomieszany z lokalnymi wierzeniami i kulturą. Ludzie do dziś składają dziwne ofiary i odprawiają swoje modły. Tutaj ludzie rzadko korzystają z sakramentu pokuty, podczas Eucharystii nie ma zainteresowania ze strony wiernych, nie odpowiadają na wezwania kapłana. Pracujący tam misjonarze kombonianie wielką nadzieję pokładają w młodym pokoleniu, które aktywnie uczestniczy w nabożeństwach. Na rozległych meksykańskich terenach brakuje misjonarzy. Misja Metlatónoc to dzisiaj 60 kaplic, które odwiedza 60 ojców, obok znajduje się komboniańska misja Kochoapa ze 130 kaplicami. Misję tę odwiedza tylko dwóch misjonarzy.

Z kolei brat Tomek Basiński kombonianin na łamach wydawnictwa dzieli się z czytelnikami swoimi wrażeniami z pobytu w Kolumbii, ojczyźnie Gabriela Garcii Marqueza, kolumbijskiego noblisty w dziedzinie literatury. Kolumbia to kraj udręczony wojnami, które pochłonęły tysiące istnień i spowodowały, że jest państwem o największej liczbie uchodźców (5,3 mln). Od sześćdziesięciu lat trwa tu konflikt zbrojny, o którym światowe media milczą, a który odzwierciedla się w problemach miejscowej społeczności. Ale – jak pisze autor tego artykułu – kolumbijski naród, choć bardzo udręczony, jest dumny i trudno tu spotkać ludzi, którzy by na cokolwiek narzekali.

Jak to społeczeństwo radzi sobie z takimi trudnościami? W artykule pt. „Amazonia” Elżbiety Rotter, świeckiej misjonarki, czytamy o pewnej rodzinie, a właściwie matce i jej synu. Adriana sama wychowuje swojego syna Llyana. Jest dla niego „matką i ojcem”. W Amazonii jest wiele takich „matek – ojców”, same pokonują życiowe trudy, by móc utrzymać dzieci i pokryć koszty związane z ich kształceniem. Dzieci, często zanim pójdą do szkoły muszą złowić kilka ryb i przygotować sobie śniadanie, a po zająciach szkolnych pomagają matkom w pracy na polu.

Różnorodność etniczna, kulturowa, przywiązanie do tradycji sprawia, że Ewangelizacja i działalność misyjna w Ameryce Łacińskiej jest bardzo trudna, często naznaczona niepowodzeniami i brakiem wymiernych wyników.

Przeglądając artykuły ostatniego wydania Kombonianów trudno nie dostrzec opisu misji w Afryce. Wszak jest to miejsce wybrane do Ewangelizacji przez założyciela tego zgromadzenia św. Daniela Comboni. O. Rafal Leszczyński, kombonianin, pracując na misji w Chartumie, doświadczył uczucia beznadziejności swojego posłannictwa w tym rejonie. Narastało w nim przeświadczenie – jak pisał w swoim artykule: „Garść pustynnego piasku” - że już nic nie może uczynić dla tych ludzi żyjących w nędzy, cierpiących na prześladowania, analfabetów – gdzie szkoły państwowe są zarezerwowane tylko dla wyznawców islamu, gdzie chłopcy bawiąc się w prawdziwą wojnę, zabijają naprawdę. Z drugiej strony jednak doświadczył wiele dowodów na to, że likalni mieszkańcy bardzo go potrzebują, że jego obecność wśród nich jest znakiem miłości Boga; (…) „Sam fakt, że jesteś tu, że chorujesz na malarię tak jak my, że znosisz burze piaskowe tylko po to, by głosić nam Słowo Boże, jest dla nas znakiem, że Bóg o nas nie zapomniał” przekonują tak o. Rafała.

Kontynuując wątek afrykański, w artykule o. Macieja Miąsika, możemy dowiedzieć się o dalszych losach św. Daniela Comboni. Zgodnie z zapowiedzią w pierwszym tegorocznym numerze kombonianów, z okazji
Jubileuszu 25 – lecia istnienia zgromadzenia Kombonianów w Polsce, na łamach każdego wydanego numeru będzie ukazywał się artykuł o założycielu tej formacji zakonnej. Z tego artykułu dowiadujemy się, że o. Daniel Comboni już zakłada w Veronie Instytut dla Misji Afrykańskich, ale nie czekając na pierwszych misjonarzy – absolwentów – tego Instytutu, wyjeżdża z najbliższymi wspólpracownikami do Kairu, by tam według swojego planu założyć kolejne dwa instytuty, w których będą kształcić się byli niewolnicy porzuceni przez swoich panów, gdy z powodu choroby nie mogli dalej pracować dla nich… O tym, jakie trudności musi pokonać o. Comboni, w jaki sposób dociera do pasterzy całego Kościoła w sprawie opłakanego losu czarnej rasy mieszkańców Afryki, co skutkuje założeniem Wikariatu Apostolskiego Afryki Środkowej można dowiedzieć się z tego właśnie artykułu.

Przeglądając łamy wydawnictwa trudno nie dostrzec rzetelnego i prawdziwego warsztatu autorów opisujących swoją działalność na terenach misyjnych. Oprócz wiedzy historycznej i obyczajowo-kulturowej misjonarze wykazują się szczególną wrażliwością na los udręczonych. Właśnie dlatego czasopismo to warte jest polecenia.

opr. Danuta Berezowska
Misjonarze Kombonianie 3 (128) maj-czerwiec 2015

ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 05/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;