Niedziela, 23 kwiecień 2017 r.
Ilony, Jerzego, Wojciecha
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Tylko Bóg może wziąć życie, ponieważ tylko on je daje.

Gandhi
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2015-03-14
Dojrzeć miłość czyli dojrzewanie do miłości. Film: „Biała jak mleko, czerwona jak krew” (rec. Elżbieta Szmigielska-Jezierska)

Czy może być coś ważniejszego dla człowieka niż miłość i śmierć? O tym, że nie ma nic ważniejszego, wiedział Dante Alighieri, gdy opiewał miłość do Beatrycze i  wędrował przez wszystkie kręgi piekła, czyściec i raj w „Boskiej komedii”. I mogłoby się wydawać wielu współczesnym nastolatkom, łącznie z włoskimi, że miłość ma wyłącznie perfekcyjnie zrobiony makijaż, burzę czerwonych włosów, ciuchy od Zary i wszystkie gadżety, z najnowszym smartfonem na czele. Bo takie wydmuszki miłości podsuwa im współczesna popkultura, w której Dante ze swoją „staroświecką” miłością się nie mieści. A jednak włoskie nastolatki zatęskniły za prawdą o miłości, jaką zobaczyły w filmie „Biała jak mleko, czerwona jak krew”, który właśnie wchodzi na ekrany polskich kin. Film Giacomo Campiottiego, wg powieści Aleksandro D’ Avenia, znalazł się wśród bestsellerów kinowych we Włoszech.

Producent Michał Kondrat szanuje widzów, więc sprowadza i produkuje dla nich filmy dobre, piękne i dające do myślenia…

Tak się zastanawiałam na pokazie prasowym filmu „Biała jak mleko, czerwona jak krew” w kinie „Wisła”, czy dziennikarzom zależy na tym, żeby ich nastoletnie dzieci zobaczyły coś więcej niż najnowszy model smartfona? Celowo stawiam to prowokacyjne pytanie jako dziennikarka i matka. Bo przecież to zawód niezwykle absorbujący, w którym we współczesnej pogoni za newsem - dla nastoletnich dzieci i ich problemów, związanych z dojrzewaniem, coraz mniej miejsca. Prawdziwa miłość nie zbywa młodego człowieka smartfonem i znajduje czas na priorytety. A dziennikarzy, którzy przyjęli zaproszenie na pokaz prasowy filmu, na sali było tak niewielu. Kolejna szansa również dla ich nastoletnich dzieci  zlekceważona?
Niech żałują, a może jednak nie przegapią tego filmu? Może warto odpuścić tego kolejnego nic nie znaczącego (poza kolejną wierszówką) newsa, i pójść z nastoletnim synem czy córką razem do kina na ten wartościowy film. W logice ekonomii miłości między rodzicami a dziećmi to wspólne wyjście do kina może okazać się nowym otwarciem. Zapewniam, że będzie o czym porozmawiać na poważnie. Chociaż film o poważnych sprawach mówi pogodnie tam, gdzie nie ma miejsca na pusty rechot, brzmiący fałszywie.

To film nie tylko dla nastolatków i ich sposobów przeżywania najważniejszych spraw. Dziś rodzice, wychowawcy, nauczyciele, katecheci skarżą się na zerwanie komunikacji międzypokoleniowej. Ten film pokazuje także te trudności z włoskimi nastolatkami. Ale też niezwykle sugestywnie i wzruszająco - zbliżanie się i nawiązanie zerwanych nici porozumienia między Leo i jego rodzicami. Między zbuntowanym nastolatkiem a trzydziestolatkiem, nauczycielem zakochanym we włoskiej literaturze klasycznej, który w niekonwencjonalny sposób dociera do najbardziej pozamykanych klapek i obszarów serca młodego człowieka.

Leo i jego koleżanka - Weronika, „kumpel” z klasy, mają swoje kultowe ławeczki, swoje oswojone miejsca zwierzeń, swój świat, „niedostępny” dla świata starych „przynudzaczy” i ich wartości, które młodzież oprotestowuje. Ze swoją młodzieńczą, naturalną przecież wrażliwością, chcą chłonąć wszystkie kolory świata każdym zmysłem. Czy może więc dziwić początkowe wyznanie Lea na widok zbliżającej się koleżanki, Beatrycze, z rudą burzą włosów, wieńczącą kształtną resztę? Biały kojarzy się szesnastoletniemu Leo wyłącznie z ciszą, nudą i pustką, czerwony - z pulsującą na jej widok krwią.

Życie, ze swoimi nagłymi zwrotami akcji, nawet w nastoletnim życiu wprowadza zmianę optyki i wrażliwości na kolory.

Ten włoski film dla nastolatków bije swoją głębią na łopatki sentymentalny kicz, oparty na podobnym temacie, czyli amerykańską "Love story”. I tu i tam jest miłość i śmierć, tyle, że po tamtym płytkim filmie został tylko muzyczny szlagier. Ten film osadza się w umyśle, sercu.  A to, co najważniejsze - nurtuje i zakorzenia się w duszy długo, bo ma moc zmieniania optyki, czyli spojrzenia na prawdziwy sens życia.

I jeszcze jedna refleksja, chociaż nie jest to film o tematyce religijnej, to dawno nie widziałam tak pięknie i subtelnie pokazanego sedna Ewangelii o „obumieraniu ziarna, by przyszło owocowanie”. To „ewangeliczny bonus”, wpisany w sposób pewnie niezamierzony, jednak żywo  obecny w filmie „Biała jak mleko, czerwona jak krew”.

Na koniec wyznanie osobiste, choć takie „nieprofesjonalne”. Po „Love story” w latach 70. wychodziłam z kina z oczami jak królik. Gdy życie po kilkudziesięciu latach postawiło mi najważniejsze pytania… Też nie mogłam się powstrzymać. Ale to już nie to samo babskie wzruszenie.  
Wyrosłam już przecież z kusych spódniczek i sentymentalnych wzruszeń.
No cóż, cała tajemnica i różnica poziomów między łzawym kinem amerykańskim i tandetnymi polskimi serialami tego gatunku polega  na zakorzenieniu ambitnego kina europejskiego w wielkiej literaturze i kulturze śródziemnomorskiej.

Elżbieta Szmigielska -Jezierska 

 
ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 07/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;