Poniedziałek, 26 czerwiec 2017 r.
Jana, Pauliny, Rudolfiny
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Żył w świecie, ale nie dla świata. Taka ma być nasza dewiza.

bł. S.W. Frelichowski
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2014-03-18
Po śladach Polaków w Indiach z okresu II wojny światowej (ks. Zbigniew Kępa)

W dniach od 2-7 marca br. odbyły się obchody 71. rocznicy utworzenia Polskiego Osiedla Valivade – Kolhapur w Indiach. Zorganizował je Urząd do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. W delegacji wzięli udział m.in. sen. Andrzej Person, min. Jan Ciechanowski, prof. nadzw. Jan Kunert oraz bp Józef Guzdek – biskup polowy Wojska Polskiego. Uczestnikami spotkań były osoby, które podczas II w latach 1941-1948 przebywały w polskich osiedlach w Indiach lub w innych państwach Środkowego Wschodu.


Ratowali polskie dzieci: konsul Eugeniusz Banasiński i jego żona Kira

Głębokie emocje towarzyszyły uczestnikom obchodów uroczystości upamiętnienia pobytu Polaków w Indiach w latach 1943-1948. Większość delegacji która wyjechała do Indii stanowiły bowiem osoby, które jako dzieci z Rosji trafiły do Indii i znalazły tu przyjazne dla siebie środowisko życia i rozwoju.


Pobyt w Rosji w świadomości tych osób będących obecnie w późnej jesieni życia okazał się traumatyczny. Trafili do miejsc deportacji na Syberii bądź w Kazachstanie ze swoimi rodzicami (bądź tylko jednym z nich) i rodzeństwem. Wielu z nich przeżyło śmierć ojca lub matki, którzy na ich oczach zginęli z głodu, chorób lub z wycieńczenia. Po zawartym układzie Sikorski-Majski w wagonach bydlęcych, towarowych, pieszo bądź statkami udawali się do miejsc organizowania się polskiej armii z ZSSR (zwanej Armią Andersa). Po drodze doświadczali gestów przyjaźni i pomocy od miejscowej ludności, niekiedy jednak także i wrogości. Byli przecież armią nędzarzy, szukających ratunku od śmierci głodowej i nadziei na lepsze życie poza granicami Rosji.

W 1942 r. Indie postanowiły przyjąć grupę polskich uchodźców z Rosji. Wielką rolę w przygotowaniu miejsc pobytu rodaków oraz w wyszukiwaniu i sprowadzaniu polskich sierot odegrał konsul Eugeniusz Banasiński i jego żona Kira.

Eugeniusz Banasiński – postać, która mogłaby posłużyć za kanwę sensacyjnego filmu: wydalony z gimnazjum kieleckiego, w zaborze rosyjskim za udział w strajku szkolnym, wychowawca jednego z synów magnackiej rodziny na Uralu, Delegat Polskiego Komitetu Wojennego w Omsku, nauczyciel w gimnazjum polskim w Harbinie w Mandżurii, pracownik wydziału konsularnego w Tokio i wreszcie od 1933 do 1944 r. konsul w Bombaju.

Konsul Eugeniusz Banasiński, jak też jego żona Kira, włączyli się aktywnie do pracy nad organizowanie opieki dla napływających do Bombaju polskich uchodźców. Współpracowali z Centralnym Biurem Polskiego Czerwonego Krzyża w Londynie oraz z Komitetem Pomocy Uchodźcom, który powstał na terenie Indii przy poparciu osobistości angielskich i hinduskich. Warto wspomnieć, że składzie „Polish Relief Committee” wchodzili abp. Bombaju Thomas Roberts (prezes) konsul Banasiński (wiceprezes), skarbnikiem był A. G. Gray, dyrektor Bank of India oraz sześciu innych członków – którymi byli Hindusi. Kira Banasińska przewodniczyła „Ladies Auxiliary Committee”, nad którym patronat objęła Lady Lumley, żona gubernatora.

Konsul Eugeniusz Banasiński i jego żona Kira po II wojnie światowej sami stali się uchodźcami i dopiero w 1961 r. przyjęli obywatelstwo indyjskie. Zmarli w Indiach (Eugeniusz w 1964 r.; zaś Kira w 2002 r.) i zostali pochowani na cmentarzu katolickim przy Haines Road w Mombaju.

Na tym cmentarzu, przy skromnym grobie z napisem „My husband and dearest friend dr Eugene Banasinski the first Polish Consul General in India 1933-1944” polska delegacja zatrzymała się na moment refleksji i modlitwy. O zasługach i roli tych dwojga niezwykłych ludzi opowiedzieli m.in. min. Jan Ciechanowski oraz Andrzej Kunert. Na grobie złożono kwiaty z biało-czerwoną kokardą, zaś biskup polowy zachęcił do wyrażenia zmarłym wdzięczności oklaskami i odmówił za przewodniczył modlitwie za zmarłych.

Msza św. z udziałem pracowników hotelu w Mombaju

Początek pobytu polskich pielgrzymów na ziemi indyjskiej przypadł na niedzielę. Z braku możliwości dojazdu do kościoła Msza św. została zorganizowana z hotelowej stołówce. Okazało się, że w gronie personelu hotelowego kilka osób było katolikami. Przygotowali oni ołtarz z pięknie przyozdobionych dwóch stołów oraz miejsca dla uczestników liturgii. Ku zaskoczeniu pielgrzymów, na Eucharystię przybyło kilku hindusów chrześcijan, którzy ubrali odświętny strój i radowali się, że mogą pierwszy raz uczestniczyć w świętej liturgii w miejscu swojej pracy.


Miasto Mombaj liczy ok. 20 milionów mieszkańców. Katolików jest zaledwie parę tysięcy. W miejscowej katedrze spotkaliśmy potem kilkanaście osób, które przyszły na chwilę modlitwy.

Chrześcijaństwo jest w tym kraju zaledwie tolerowane. W prowincji Orisie kilka lat temu wybuchły zamieszki, podczas których śmierć poniosło kilkudziesięciu chrześcijan. Sytuacja na tamtym terenie nadal jest napięta. Prześladowania spotykają tam chrześcijan zarówno ze strony muzułmanów, jak i wyznawców hinduizmu.

Społeczeństwo hinduski obawia się, że chrześcijaństwo doprowadzi do rozmontowania systemu kastowego, który co prawda formalnie został zniesiony, niemniej jednak jest powszechnie respektowany.

Kościół w Indiach prowadzi wiele szkół, które cenione są za wysoki poziom nauczania i dyscyplinę uczniów.

Msza św. w hotelu w Mombaju zachęciła uczestników pielgrzymki do codziennego udziału w Eucharystii. Była ona sprawowana w pomieszczeniach hotelowych zaś jeden raz w kościele św. Franciszka Ksawerego w Kolhapur. W modlitwach pojawiała się nuta wdzięczności o tych, którzy pomogli polskim uchodźcom opuścić Rosję i przeżyć lata wojny w Indiach. Pamiętano także o trudnej politycznie i militarnie sytuacji na Ukrainie w związku z wydarzeniami związanymi z interwencją wojsk rosyjskich na Krymie. Do ofiary Chrystusa dołączano ofiarę tułaczego życia, które dla wielu zakończyło się w różnych krajach świata (USA, Anglii, Australii, RPA, Nowej Zelandii i innych).


Uroczystości upamiętniające polskich uchodźców w w Kolhapur

Centralnym obchody miały miejsce w parku miejskim w Kolhapur. Duchowym przygotowaniem do nich była Msza św. w kościele św. Franciszka Ksawerego. Przewodniczył jej biskup polowy Józef Guzdek, który wygłosił okolicznościowe kazanie. Kaznodzieja wychodząc z tekstu Ewangelii o samarytaninie, który uzdrowiony zawrócił z drogi do Jerozolimy aby podziękować Jezusowi za cud zwrócił uwagę na potrzebę zauważenia nie tylko daru ale także i jego Dawcy. Przywołał znane uczestnikom pielgrzymki wydarzenie z poprzedniego dnia, z pobytu w szkole w Panchgani, okazania wdzięczności Bogu za doświadczone dobrodziejstwa. Biskup powiedział:

 Wczoraj w Panchganii na terenie Indii byliśmy świadkami niezwykłej sceny. Do miejscowej szkoły prowadzonej przez siostry katolickiego zgromadzenia po kilkudziesięciu latach powróciła była uczennica – Pani Luda Jakutowicz, mieszkająca obecnie w RPA. Wzruszona do łez, trzęsącym się głosem opowiadała o wielkim sercu, jakiego doznała po wyjściu z „domu niewoli”. Pokazywała nam szkolne świadectwa i zdjęcia potwierdzające jej pobyt w tym miejscu i w tej szkole. Raz po raz wypowiadała takie słowa: „Moje serce przepełnione jest wdzięcznością”. Po upływie wielu lat niejako na nowo dostrzegła wielki dar uratowanego życia i odzyskanej wolności; dar dobrych ludzi, którzy ją przygarnęli i okazali jej pomoc. Pani Luda dostrzegła także Dawcę tych radów. Poprosiła nas wszystkich, abyśmy udali się do kaplicy i tam razem z nią dziękowali Bogu za uratowane życie. Byliśmy więc świadkami wspaniałej postawy wdzięczności, o jakiej mówił Chrystus w dzisiejszej Ewangelii.

Po Mszy św., podczas uroczystości w parku miejskim, przy obelisku z polskim orłem polska delegacja okazała wdzięczność za przyjęcie rodaków w Kolhapur podczas II wojny światowej. Złożono wieńce i kwiaty przy pamiątkowych obeliskach. Nuta wdzięczności pojawiła się w przemówieniach polskiego ambasadora w Indiach Piotra Kłodkowskiego, ministra Jana Ciechanowskiego, prof. Andrzeja Kunerta Sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Andrzeja Jana Chendyńskiego prezesa Koła Polaków z Indii z lat 1942-1948.

Stronę indyjską reprezentowały miejscowe władze oraz liczne grupa mieszkańców Kolhapur, którzy z ciekawością i życzliwością słuchali o wydarzeniach przecież nie tak odległych, a jednak już zapomnianych przez miejscową społeczność.

Kolejnym miejscem, które przywołało w pamięci seniorów trudne przeżycia czasu wojny był miejscowy cmentarz. Pochowano tu m.in. 14-letniego Władysława Formankiewicza oraz Annę Bodura, którzy utonęli w rzecze Panchganga koło Valivade. Przywołano pamięć 13-letniego Henryka Grzybowskiego, który zginął jadąc rowerem uderzając w ciężarówkę.

Na cmentarzu spoczęły ciała 77 rodaków, których przyjęła gościnna indyjska ziemia. Po odmówieniu modlitwy za zmarłych pielgrzymi rozeszli się po cmentarzu by szukać bliskich, czytać imiona i nazwiska zmarłych i przez moment zatopić się w indywidualnej modlitwie. Jedna z uczestniczek, Czesława Grzybowska, z torebki wydobyła woreczek z ziemią z rodzinnych stron z Wołynia i rozsypała na grobie bliskiej osoby. Dotrzymała przyrzeczenia danego rodzinie. Ziemia z rodzinnych stron dawnych kresów Rzeczypospolitej połączyła się z indyjską ziemią.


Polskie Osiedle Valivade

Po polskim osiedlu w Valivade położonym na obrzeżach Kolhapur pozostały tylko  ślady. Długie, parterowe domy – „bloki” przykryte czerwoną dachówką w ciągu dziesięcioleci zmieniły wygląd. Każda polska rodzina, która tutaj przybyła, otrzymała kilkanaście metrów metrów kwadratowych przestrzeni wydzielonej matami mieszczącej kuchnię oraz dwa pokoje, z których jeden służył jako sypialnia. W każdym „bloku” mieściło się 10 mieszkań. Przed domem osiedleńcy mieli do dyspozycji niewielki ogródek, w którym zazwyczaj hodowano jakieś warzywa będące cennym dodatkiem do jadłospisu. Powstały także pomieszczenia zbiorowe takie jak: szpital, zakład wychowawczy, budynki szkolne, kaplica zdolna pomieścił 500 osób a nawet sala teatralna.

Po wyjeździe naszych rodaków osiedle zasiedlili uchodźcy z prowincji Sind. Obecnie z dawnej „świetności” pozostały jedynie nikłe ślady.

Miejsce to przywołało wspomnienia uczestników pielgrzymki, którzy przed laty mieszkali w tym miejscu, bądź w osiedlach położonych w innych rejonach Indii. – Tam była poczta, a tam posterunek policji. – Tu był plac naszych zabaw… Po poczcie pozostały jedynie ruiny z tabliczką informującą o jego przeznaczeniu podczas wojny.

Wkrótce po naszym przyjeździe autokarów miejsce zapełniło się miejscową ludnością: dorosłymi i dziećmi. Pamięć o Polakach tu mieszkających została przywołana w indywidualnych rozmowach a także w przywiezionych przez pielgrzymów fotografiach.

Niezmieniony od czasów wojny pozostał dworzec kolejowy, ze skromną kasą biletową i torami kolejowymi. Kiedyś było to okno na daleki świat, w poznanie którego mieszkańcy tego osiedla wyruszyli w 1948 roku.  

W rozmowach wielu uczestników pielgrzymki dzieliło się wspomnieniami z uroczystości religijnych i z obchodu świąt w osiedlu. Klimat tych opowiadań był podobny do wspomnień Janiny Małkowskiej (Zbróg), która napisała:
Pamiętam, jak w jednym z pierwszych lat obchodziliśmy bardzo uroczyście Zaduszki. Modlitwy w kościele, świeczki, żałobne pieśni. Wróciłyśmy smutne i zamyślone, wtem ktoś zaczął płakać. I w ciągu kilku minii płakałyśmy wszystkie, głośno i rzewnie, jakby każda wywoływała w duszy obrazy tragiczne i ciężkie, które widziała i przeżyła od początku wojny. Długo nas nie można było uspokoić. W następnych latach tak uroczyście Zaduszek się nie obchodziło. A obchodziło się wszystkie święta kościelne i rocznice narodowe. Po śniadaniu Msza św. w kościele. Na obiad schodzili się oficjalni i nieoficjalni goście, chodzili między nami, rozmawiali, żartowali i siadali przy stole w naszej jadalni, a później, jeśli to było święto narodowe, odbywała się akademia w świetlicy. A ciepłe słowa i pełne wyrozumienia oczy ks. Dallingera, gdy podchodził z opłatkiem w wieczór wigilijny, oczy zawsze pełne zainteresowania, czy spojrzenie delegata Michała Goławskiego, pamiętało się długo.


Pamięć o dobrym Maharadży

Symbolem mieszkańców Indii, który okazali pomoc naszym rodaków stał się maharadża
Jam Saheb Digvijaysinhji. Przypomniał tę postać biskup polowy Józef Guzdek podczas Mszy św. w Kolhapur.

Dziś, podczas tej Mszy św., w sposób szczególny chcemy także wspomnieć ówczesnego władcę Jamnagaru - Jam Saheb Digvijaysinhji, który objął swoją opieką grupę około tysiąca polskich dzieci. Wybudował dla nich z prywatnych środków obóz i stworzył godne warunki do życia – powiedział biskup. Przypomniał słowa Maharadży wygłoszone podczas przyjęcia polskich dzieci w 1942 r. w nowym domu: Jestem niezmiernie rad, że mam możliwość choć w części przyczynić się do ulżenia doli polskich dzieci... Głęboko wzruszony, przejęty cierpieniami polskiego narodu, a szczególnie losem tych, których dzieciństwo i młodość upływa w tragicznych warunkach najokropniejszej z wojen, pragnąłem w jakiś sposób przyczynić się do polepszenia ich losu. Zaofiarowałem im więc gościnę na ziemiach położonych z dala od zawieruchy wojennej. Może tam w pięknych górach położonych nad brzegami morza dzieci te będą mogły powrócić do zdrowia, może tam uda im się zapomnieć o wszystkim co przeszły i nabrać sił do przyszłej pracy jako obywatele wolnego kraju”.

Maharadża zakończył swoje przemówienie słowami: „Nie uważajcie się za sieroty. Jesteście teraz Nawanagaryjczykami, ja jestem bapu, ojciec wszystkich mieszkańców Nawanagaru, w tym również i wasz”.

Biskup polowy przypomniał fragment przemówienia Maharadży podczas uroczystości poświęcenia sztandaru harcerskiego w 1945 roku:
„Zawsze pozostanę wierny i lojalny wobec Polski. Zawsze będę sympatyzował z przyszłością waszego kraju. Jestem pewny, że Polska będzie wolna, że powrócicie do waszych szczęśliwych domów, do kraju wolnego od ucisku. Duch polski, który jest znany w całym świecie, jak długo pozostanie takim jakim jest teraz, wywalczy wolność kraju. Niech was Bóg błogosławi i niech pozwoli wrócić do prawdziwie wolnej i szczęśliwej ojczyzny”.

Jam Saheb Digvijaysinhji miał życzenie, aby kiedyś upamiętniono jego osobę poprzez nazwanie jego imieniem którąś z warszawskich ulic.

Jak wspomniał w kazaniu biskup polowy to już się stało. Jest w Warszawie skwer upamiętniający dobrego maharadżę i jego miłosierny czyn.

 „Powrót kilkudziesięciu osób, które kiedyś jako dzieci doznały pomocy w gościnnych Indiach, ma szczególna wymowę. Jest to pielgrzymka wdzięczności do miejsc, gdzie doznali pomocy i życzliwości. Jest to zarazem czas wspominania i modlitwy za tych, którzy przed laty kierowali się zasadą miłości bliźniego” – powiedział biskup Józef Guzdek.


Ubogaceni wędrówką po wojennych śladach Polaków

Pielgrzymka dla wielu uczestników, szczególnie starszych osób nie była łatwą z racji upału, długich godzin spędzonych w podróży, warunków sanitarnych, jedzenia przyprawianego tak ostrymi przyprawami, że kuchnia węgierska wydaje się sytuować w środkowej części skali smaku. Nie było żadnych narzekań. Wielokrotnie natomiast wyrażano wdzięczność organizatorom za upamiętnienie losów Rodaków, którzy wydostali się z Rosji i mogli przeżyć parę lat w Indiach, powrócić do normalnego życia i przygotować się do poszukiwania miejsca zamieszkania. Po 1948 roku rozproszyli się po różnych kontynentach. Niewielka liczba osób wróciła do kraju. Dziś z perspektywy siedemdziesięciu lat wspominają tamten czas – wydobywając okruchy dobra i pamięć o dobrych ludziach, dzięki którym przeżyli.

ks. płk SG Zbigniew Kępa

 

ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 12/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;