Piątek, 24 luty 2017 r.
Boguty, Bogusza, Macieja
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Zwycięstwo należy do najwytrwalszych.

Napoleon Bonaparte
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2014-01-16
„Muzyka nie jest najważniejsza…” (Elżbieta Szmigielska-Jezierska)

Wojciech Kilar:… jakby Matka Boża położyła na mnie swoją rękę, to jest ten cud Jasnej Góry, który od stuleci jest taki sam, niezmienny, jest opoką naszą, Polaków, opoką moją. (2011 r.)

Piękno rodzi się z zachwytu. A to najczystsze „kształtem jest miłości”( Norwid).W filmie Jerzego Łukaszewicza „Faustyna” Dorota Segda odtwarzająca postać świętej, pochyla się nad ugorem, gdzie samotnie ku niebu pnie się pęd fasoli. Ileż dziecięcego zachwytu w tym uwielbieniu przyszłej świętej dla dzieła stworzenia. Ta scena stanęła mi w oczach, gdy czytałam i słuchałam na Jasnej Górze świadectw o zachwycie i uwielbieniu Wojciecha Kilara dla najdoskonalszej wśród stworzeń - Maryi. Tylko artysta, który zachwycił się Tą, która w zachwycie wyśpiewała „Magnificat”(Wielbi dusza moja Pana) potrafi dotknąć swoim talentem najgłębszych pokładów duszy.
Faustyna w filmie Łukaszewicza raduje się, cierpi, pracuje, modli się i kontempluje dobroć Jezusa Miłosiernego przy pięknej muzyce filmowej Wojciecha Kilara.

Jasna Góra była w życiu Wojciecha Kilara miejscem i czasem jego osobistego nawiedzenia. Bo są takie chwile w życiu każdego z nas, których nie wolno nam przegapić , przespać, zignorować…

Jako człowiek wolny, artysta potrafił być wdzięczny. Wdzięcznym tedy sercem, ilekroć bywał w kolejne jubileusze swoich urodzin – 17 lipca, u Jasnogórskiej Królowej Polski i O. Paulinów na Jasnej Górze dziękował za ten dar, tę łaskę .Ten czas sprzed 30 lat. Wtedy spojrzał w oczy Jasnogórskiej Maryi jak w okno, gdzie widać niebo, odczytał w nich ten najważniejszy przekaz życia – wszechogarniającą miłość Boga, wybranie. Tak mówił o tym miejscu i czasie „swojego nawiedzenia” - Jasnej Górze, w 2007 roku : -Ten mój pobyt na Jasnej Górze jest, mówiąc najprościej, powrotem do źródeł jakiejś ogromnej przemiany w moim życiu… Mogę powiedzieć, że ja Jasnej Górze zawdzięczam właściwie wszystko…Tu się dzieje tyle wielkich cudów, tyle wielkich uzdrowień, tyle wielkich nawróceń, że właściwie wstyd mówić o tych moich drobnych sprawach. Ale przy tych wielkich cudach są takie małe, skromne cuda jasnogórskie jak ten, który mnie tutaj spotkał ponad ćwierć wieku temu, taki na miarę mojej skromnej osoby...

W jasnogórskich konfesjonałach wielu rodzi się na nowo – dla Boga. Bo Jasna Góra jest sumieniem narodu – jak mówił Jana Paweł II. A  Kilar potrafił współczuć i współbrzmieć ze wspólnotą duchową i narodową, do której przynależał. Wśród wielu jasnogórskich pielgrzymów, wciąż tu powracających,  był ten wielki talentem i wielki pokorą kompozytor światowej sławy – Wojciech Kilar.   Ten Ślązak ze Lwowa, ale Ślązak -  jak o sobie mówił, wracał na Jasną Górę jak do drugiego, duchowego domu. Tutaj miał swój kącik za klauzurą, gdzie mógł się w ciszy modlić i  kontemplować Jezusa przez Maryję na paciorkach różańca. - Cały jestem w różańcu, podkreślał. Potrafił się nawet cieszyć, gdy w „szemrającym” środowisku muzyków, aktorów czy reżyserów przypięto mu łatkę „dewota”. Zaprzyjaźnieni z Maryją przez Jezusa potrafią się radować wszystkim, bo mają dystans do siebie. Bliskość z Bogiem przez Maryję… impregnuje.

- Wojciech ma bardzo czyste podejście do wiary, nie kombinuje. Dyskusje nad rolą Maryi w historii zbawienia uważa za stratę czasu, a Bóg jest dlań oczywistością - wspominał w wywiadzie dla „Niedzieli” reżyser filmu „Wojciech Kilar .Credo” -  Zdzisław Sowiński. Kompozytor zdążył jeszcze uczestniczyć w premierze tego filmu w czerwcu 2013, która odbyła się w Sali Różańcowej na Jasnej Górze.

- Z perspektywy czasu myślę, mówił dalej reżyser filmu o Kilarze, że jego koledzy z branży filmowej i muzycznej zazdroszczą mu konsekwentnego bycia sobą i nieuczestniczenia w czymś, co nazywa się poprawnością polityczną…
Bo człowiek wolny wewnętrznie ma odwagę, by nie „kłaniać się okolicznościom, a prawdom kazać by za drzwiami stały”(Norwid).

Gdy większość celebrytów, artystów przyłączała się do chóru ataków na media ojców redemptorystów z Radiem Maryja na czele, on potrafił wyrazić swój niezależny pogląd: - Dobrze, że jest Radio Maryja.

Lamenty, jakoby było nieszczęściem naszego Kościoła, są co najmniej niesprawiedliwe. Tylko tam słyszę słowa, które przemawiały do mnie w dzieciństwie.

Myślę, że nie mogłoby być większego nieszczęścia niż zlikwidowanie tego radia.(...) Radio Maryja jest dla mnie – ostatnią być może Izajaszową ścieżką wśród chaszczy (2009 r.).

Azyl

Z grupą rodzin wojskowych uczestniczyłam ostatnio w nocnym czuwaniu modlitewnym na Jasnej Górze przed Uroczystością Trzech Króli. To było nazajutrz po pogrzebie Wojciecha Kilara w Katowicach, w którym uczestniczył O. Jan Golonka, przyjaciel kompozytora. Z naszymi „wojskowymi” paulinami - O. płk. Janem Golonką i O. kpt. Kamilem Szustakiem spotkaliśmy się u gościnnych sióstr Benedyktynek – Samarytanek. Ojcowie wspominali „sługę sług Jasnej Góry”, jak mówił o sobie  Wojciech Kilar w rozmowach z paulinami.

O. Jan Golonka z wdzięcznością Panu Bogu i Maryi wspominał jasnogórskiego pielgrzyma, któremu tak pięknie w duszy grało.

- Spacerowaliśmy klasztornymi ścieżkami - wspomina o. Jan Golonka, prowadziliśmy inspirujące rozmowy, patrzyliśmy razem na osie widokowe prowadzące z daleka wzrok ku sanktuarium. Nie zapomnę , jak z okna mojej klasztornej celi, dojrzałem ukrytą w dłoniach głowę kompozytora, trwającego w modlitewnej zadumie przy tajemnicach odkupienia na Jasnogórskiej Drodze Krzyżowej.

Kompozytor podczas licznych pobytów na Jasnej Górze, mieszkał obok ojca Golonki.
 O . Jan Golonka, kustosz zbiorów wotywnych, dla którego twierdza i klasztor nie mają tajemnic, wspomina pierwsze kontakty z Wojciechem Kilarem.
-   Na Jasnej Górze trwały wówczas prace konserwatorskie nad monumentalnym, unikatowym ołtarzem – tronem Królowej Polski, ufundowanym przez wielkiego kanclerza koronnego Jerzego Ossolińskiego w 1650 r…. To były lata 1982-1987.
Podjąłem się także w tym czasie zadania zorganizowania trzech jasnogórskich plenerów malarskich. Przypomnijmy, że był to czas plajty komunistycznej ekonomii, czas narodowego protestu przeciw reżimowej władzy, ubezwłasnowolnionej wobec obcego mocarstwa. Kościół dla wielu stał się w tym czasie azylem – mówił o. Jan Golonka…
W przestrzeni sakralnej artyści mieli możliwość wolnej ekspresji twórczej. Polacy od wieków zawsze o tym wiedzieli i to czuli, a Jan Paweł II wyraził tę intuicję narodu wprost : na Jasnej Górze zawsze byliśmy wolni.

A tak to wyraził sam Wojciech Kilar w 2008 r. dziękując za możliwość pobytu i modlitwy w tym szczególnym miejscu: - To jest dla mnie niezwykły dar ojców i dar Boga w tym najważniejszym miejscu, w tej nie tylko religijnej stolicy Polski, ale w tej stolicy Polski wolnej, niepodległej, niezależnej, zakorzenionej w naszych najlepszych tradycjach. W innej wypowiedzi tak wspominał ten czas próby dla narodu : - Podczas stanu wojennego Jasna Góra była dla mnie schronieniem – ale nie przed represjami politycznymi… Stan wojenny był – jak pamiętamy – okresem jakby utraty nadziei (przynajmniej na jakiś czas), okresem przygnębienia. Kiedy dowiedziałem się o wprowadzeniu stanu wojennego, powiedziałem: „To znaczy, że komunizm się skończył”. Wiedziałem, że prędzej czy później musi nastąpić koniec władzy, która posuwa się do takich środków represji. Tak dalej być nie może!...I właśnie przed tą rzeczywistością znalazłem schronienie na Jasnej Górze. Tu, przy Cudownym Obrazie Matki Bożej poczułem się wolny. Poczułem, że tak naprawdę wszystko jest nieważne, że ten trudny okres, który teraz przeżywamy, jest chwilowy. Ufałem, że Matka Boża nas nie opuści, pomoże nam i wyjdziemy z tego zwycięsko, mówił Wojciech Kilar…

Do dziś po  plenerach malarskich z lat 80. pozostała unikatowa kolekcja 300. obrazów. Na Jasną Górę przyjechał wtedy również z Katowic Wojciech Kilar ze swoim przyjacielem Jerzym Dudą – Graczem ( autor późniejszej przejmującej Drogi Krzyżowej eksponowanej na Jasnej Górze).

Przyjechał, zasłuchał się i już stale tu powracał, stał się niejako „mieszkańcem” i gościem ojców paulinów.

Wotum

- Na zawsze pozostanie w mojej pamięci – wspomina dalej o. Jan Golonka – jego twarz ukryta w dłoniach, widoczna znad jasnogórskiego klęcznika w Kaplicy Matki Bożej. To miejsce inspirowało go do zaskakująco trafnych spostrzeżeń. Raz wyznał, że w pierwszej połowie tygodnia, kiedy przybywa mniej pielgrzymów, rozchodzące się w powietrzu słowa „Zdrowaś Maryjo” brzmiały subtelnie, piano. W drugiej połowie tygodnia, przy wypełnionej po brzegi kaplicy, głos uderzał w słuchaczy z wielką siłą i natężeniem. Opowiadał mi, ze dźwięki słów modlących się ludzi ulatywały w przestrzeń kaplicy, odbijały się od załamań gzymsów i kolebki sklepienia. Na kolanach, w kaplicy, w duszy artysty zrodziła się wewnętrzna potrzeba przelania ekspresji modlitwy „Zdrowaś Maryjo” na pięciolinię - opowiadał o. Golonka o genezie najważniejszego dla Jasnej Góry wotum Artysty – utworze „ Angelus”.25 XI 1984 r. w Kaplicy Matki Bożej została odprawiona Msza św., której przewodniczył o. Jan Golonka. Podczas liturgii Wojciech Kilar przekazał swoje wotum wdzięczności – kantatę Angelus. Po Mszy św. kompozytor w księdze pamiątkowej napisał: „Matko, która zechciałaś sprawić, że w Twoim Jasnogórskim mieszkaniu i pod Twoją cudowną opieką w czas ciężkiej próby naszych sumień skomponowałem kantatę „Angelus”, racz uczynić jeszcze jedną łaskę i przyjmij to muzyczne „Zdrowaś Maryjo” jako moje i żony mojej Barbary wotum wdzięczności za bezmiar dobra nadziei, jakie nam u Syna Twego wyjednałaś. Zawierzamy Ci o Matko u Twego jasnogórskiego Ołtarza, przed Twoim Cudownym Wizerunkiem resztę dni naszych, myśli naszych, prac naszych. Maryjo łaski pełna, módl się za nami”…

O. Kamil Szustak dobrze pamięta, jak zasłuchał się wtedy w dźwięki „Angelusa” w kaplicy Cudownego Obrazu. Był wtedy młodym chłopakiem.

Miłość
Popularność przyniosła kompozytorowi przede wszystkim muzyka do 130. filmów polskich i zagranicznych reżyserów. Sam kompozytor jednak cenił najbardziej utwory napisane z inspiracji religijnej i… góralskiej. „ Missa pro pace” „Angelus” , „Magnificat”… „Krzesany”. itd. Szkoda, że w medialnych wspomnieniach po śmierci Wojciecha Kilara telewidzowie mediów publicznych tak mało o tym usłyszeli.

Jednak ani muzyka filmowa, ani muzyka poważna nie były w hierarchii wartości kompozytora najważniejsze.

Do sztuki miał stosunek taki, jaki powinien mieć wielki duchem Artysta. Wiedział , że talent to dar od Boga , wypożyczony, aby obdarzać nim innych . Tak by stawali się lepsi, by wzrastali duchowo.

Miał też obok siebie kobietę , która pielęgnowała dar talentu swojego męża, towarzysząc mu w modlitwie na Jasnej Górze. Czy może być głębsza więź miedzy małżeństwem niż oparta na wspólnej modlitwie?

Takiej miłości nawet śmierć nie rozłączy. Gdy odeszła do Pana 27 listopada 2007 r., Wojciech Kilar zawsze pamiętał o niej w czasie swoich modlitewnych pielgrzymek na Jasną Górę.  17 lipca 2008 r. mówił: - W tym roku jest to szczególna dla mnie modlitwa dlatego, że straciłem najbliższego towarzysza mojego życia - moją Żonę, z którą bywaliśmy tutaj. Jestem szczęśliwy, że mogę się tutaj za Nią pomodlić przed obliczem Pani Jasnogórskiej, mówił.

A w 2011 r. tak wyraził tęsknotę swego serca:
- Mam nadzieję, że będą mi wybaczone wszystkie moje grzechy, jakie miałem. I tutaj u stóp Matki Bożej chcę wypraszać łaskę dla mnie o to, żebym znalazł się też tam, gdzie - jak wierzę - moja Żona się w tej chwili znajduje – w Domu Pana; żeby dobry Bóg nas połączył.

W udostępnionym po śmierci Wojciecha Kilara liście do Tadeusza Deszkiewicza z grudnia 2011 r. tak pisał o bliskich „nieobecnych”, a tak żywo obecnych w pamięci i modlitwie kompozytora :
„Powoli odchodzimy, Staszek, teraz inny mój wielki Przyjaciel Górecki, którego grób sąsiaduje na katowickim cmentarzu z grobem mojej żony, tak jak jego katowicki dom sąsiadował z naszym. I tak – uważam to za Znak –grób mojego zmarłego 60 lat temu Ojca sąsiaduje na Powązkach z symbolicznym grobem Lecha i Marii Kaczyńskich”.

Długo się artysta mierzył z tematem o największym duchowym formacie - Wdzięcznością. To najdoskonalszy owoc miłości i zaufania do Boga. Tak mówił o utworze „Magnificat” – hymnie wdzięcznego Serca Maryi.

Prawykonanie tego dzieła odbyło się 3 maja 2006 roku w Warszawie.„Marzyłem o ‘Magnificat’, o tym hymnie dziękczynnym, którym Matka Boska dziękuje. Ja też chciałem tym swoim ‘Magnificat’ podziękować za wszystkie łaski, które zawdzięczam głównie Jasnej Górze i ojcom paulinom. To był dla mnie tak ważny utwór, że zaczynałem go wiele razy i właściwie zawsze byłem z niego niezadowolony. Miałem różne koncepcje, jedna była ascetyczna, inna była jakby romantyczna bardzo emocjonalna. I tak się złożyło, że wreszcie po wielu, wielu latach prób udało mi się napisać ‘Magnificat’ taki, jakby go dawniej napisano: na cześć, chwalący Pana, dziękujący za wszystko, co dobre, co złe, dziękujący po prostu za życie”.

- „Przytul się do Maryi, a przytulisz się do Jezusa” - przypomniał o. Jan Golonka słowa, które najgłębiej opisują istotę jedności Matki i Syna.- Za to ciągłe „przytulanie się” Wojciecha Kilara do Jasnogórskiej Matki Bożej i do Jezusa, Bogu niech będą dzięki, mówił O. Jan…

Już przytulił się do Miłosiernego Serca Jezusa, Serca Maryi i mądrego serca żony Barbary…

Elżbieta Szmigielska - Jezierska
ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 03/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;