Czwartek, 25 maj 2017 r.
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
O Bogu Był inny. Niepodobny do wszystkiego, co mógł pomyśleć o nim człowiek

Jan Paweł II, Tryptyk Rzymski
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2013-10-16
Więź, którą trzeba wspólnie odnaleźć. Wywiad Karoliny Kwaśniewskiej z ks. ppłk. Mariuszem Tołwińskim w sprawie tworzonego Centrum Pomocy Rodzinie

Wyjazd żołnierza na misję wojskową to dla rodziny trudne doświadczenie, któremu często towarzyszy ból rozłąki, tęsknota, poczucie osamotnienia i lęku o życie, i zdrowie najbliższych. Uczucia te pogłębiają się, gdy rodzina niedawno przeprowadziła się do miasta w pobliżu jednostki wojskowej, w której służy jeden z jej członków. Centrum Pomocy Rodzinie, które powstaje przy 18. Batalionie Powietrznodesantowym w Bielsku-Białej pragnie wyjść na przeciw rodzinom wojskowym dotkniętym rozłąką i jej negatywnymi skutkami. Z ks. mjr. Mariuszem Tołwińskim, kapelanem bielskiego batalionu, proboszczem parafii garnizonowej pw. Miłosierdzia Bożego w Bielsku-Białej oraz założycielem Centrum Pomocy Rodzinie rozmawiała Karolina Anna Kwaśniewska.

Karolina Anna Kwaśniewska: Kiedy i dlaczego zrodził się pomysł utworzenia Centrum Pomocy Rodzinie?
Ks. ppłk Mariusz Tołwiński: Pomył zrodził się po stworzeniu parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Bielsku-Białej w 2008 roku, której zostałem proboszczem. Pomyślałem wtedy, że skoro jest to parafia pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego, warto to miłosierdzie nieść nie tylko przez orędzie św. siostry Faustyny Kowalskiej, ale też przez czyny miłosierdzia. Tak powstał pomysł utworzenia Centrum Pomocy Rodzinie, adresowany szczególnie do rodzin tych wojskowych, którzy służą w 18. Batalionie Powietrznodesantowym i często wyjeżdżają na misje. Niektórzy byli już sześciokrotnie w Afganistanie, nie licząc Iraku. Jest to duże obciążenie dla rodziny. Na razie jesteśmy w fazie przygotowywania placówki. Trwają prace budowlano-remontowe obiektu, który otrzymaliśmy na ten cel. Termin zakończenia inwestycji przewidziany jest na miesiąc lipiec 2014 roku.

Czy to Ksiądz był autorem tego pomysłu?
Pomysł zrodził się sam, w wyniku obserwacji potrzeb rodzin żołnierzy. Do tej pory nie mieliśmy w Bielsku-Białej takiego miejsca, w którym mógłbym się spotykać z rodzinami. Zwykle widywałem się z nimi albo na terenie jednostki albo w ich domach. Centrum będzie usytuowane obok kaplicy pw. Miłosierdzia Bożego. Chcemy bowiem, aby element psychologiczny przeplatał się z elementem duchowym.

Kto wejdzie w skład zespołu Centrum?
Chcemy oprzeć jego działanie na wolontariacie. Przewidujemy także utworzenie takiego miejsca, w którym żony żołnierzy służących poza granicami kraju mogłyby zostawić dziecko pod opieką i pójść załatwić osobiste sprawy. Często te kobiety mieszkają z dala od swoich rodziców i teściów, gdyż zarówno ona i on pochodzą z innych regionów Polski, więc pozostają bez ich wsparcia. Z czasem planujemy udzielać również pomocy prawnej, psychologicznej i wprowadzić naukę języka angielskiego. Mamy spory odzew ze strony rodzin, które pragną się włączyć w pracę Centrum. Rozmawiałem również z osobami, które prowadzą programy psychologiczne służące integracji rodziny, czy nie chciałyby z nami współpracować. Myślę, że problem integracji rodziny jest tu najważniejszy. Mężczyzna wyjeżdża na misję i nie ma go w domu przez długi czas. Małżonkowie odzwyczajają się od siebie. Kiedy mąż wraca do domu, na początku wszystko wygląda jak dawniej, ale po pewnym czasie trzeba stawić czoła codzienności. Powszedniość może go denerwować, męczyć i nudzić. Zaczyna uciekać w świat wirtualny, telewizję. Staje się tak, że mimo, iż jest obecny fizycznie, to psychicznie jest gdzież daleko. Dlatego tak ważna jest ponowna integracja członków rodziny. To mogą być proste rzeczy, które nauczą ich na nowo spędzać czas razem, rozmawiać, być ze sobą, a także będą szansą na zawarcie nowych znajomości, np. wspólny wyjazd czy grill. Moim marzeniem jest również zorganizowanie sesji egzystencjalnej dla rodzin, którą poprowadziłby o. Józef Augustyn. Chodzi o to, by stworzyć warunki do porozumienia między małżonkami, pozwolić żołnierzowi otworzyć się i opowiedzieć o przeżyciach związanych z misją.

Czy Centrum będzie funkcjonowało niezależnie od zapowiedzianego zakończenia misji w Afganistanie?
Uważam, że polska armia dopiero wtedy będzie musiała się zmierzyć z problemami w rodzinach, które są skutkami misji. Przeżycia skrywane gdzieś głęboko mogą się ujawnić w najmniej oczekiwanym momencie.

Co powinna robić rodzina, gdy jeden z jej członków przebywa na misji, by rozłąka nie oddaliła ich od siebie?
Nie jest to łatwe. Mam doświadczenie przebywania zarówno z żołnierzami na misjach, jak i z ich rodzinami w kraju. Na pewno dziś kontakt ułatwia Internet. Jednak są też tego minusy, gdyż często przekazywane są trudne wydarzenia z terenu misji do kraju i odwrotnie, co pogłębia zdenerwowanie. Ale komunikacja telefoniczna i internetowa to nie jest największy problem. Problemem jest przyzwyczajenie się do bycia oddzielnie. Myślę, że nie da się uniknąć oddalenia się małżonków od siebie, gdyż żyją oni w czasie misji zupełnie w innym świecie i doświadczają spraw, które ich nie łączą. Żołnierz ma wszystko podane, nie musi martwić się o rachunki, nie widzi zmartwienia żony, nie słyszy płaczu dzieci. To go czasem izoluje od rodziny. Z drugą stroną jest podobnie - nie widzi trudu służby, niebezpieczeństwa, nie zdaje sobie sprawy z wewnętrznych przeżyć żołnierza. Dlatego też po powrocie trudno im wejść na wspólne tory. Może zdarzyć się tak, że małżonkowie zaczną iść obok siebie. Pozostaje więc zadbać o odbudowanie tej małżeńskiej więzi po zakończeniu misji. Temu służy dialog. Nie chodzi o wydawanie poleceń: „zrób zakupy i odbierz dzieci” albo informowanie o tym, co się dzisiaj robiło, ale o rozmowę taką, jaką prowadzili na początku znajomości, kiedy się nawzajem poznawali i ich miłość dopiero się rodziła. Rozmowa to najlepsze lekarstwo na wszystko.

Czy w nagłych wypadkach członkowie rodzin będą mogli dzwonić do Centrum?
Tak. Już teraz mogą dzwonić na mój numer telefonu komórkowego lub przyjść porozmawiać. Najczęściej kontaktu szukają kobiety. Najlepiej jednak wysłuchać obu stron, by mieć dokładny obraz sytuacji, a potem posadzić małżonków obok siebie i pomóc im ze sobą porozmawiać, bo często, gdy sami podejmują dialog, to przeradza się on w kłótnię. Potrzeba więc osoby z zewnątrz, która stonuje emocje i doprowadzi do tego, że małżonkowie zadadzą sobie pytanie, co jest dla nich najważniejsze, czy rodzina, czy zupełnie coś innego. Gdy odpowiedzą szczerze i otwarcie na to pytanie, dopiero wtedy będą mogli dalej układać sobie życie.

Czy jednak nie  będzie już za późno?
Myślę, że nie, bo miłość i więź między nimi wciąż istnieje. Została jedynie osłabiona przez problemy, przez to, że w którymś momencie przestali się rozumieć. Jednak łączą ich wspólnie przeżyte lata i nie wierzę, żeby tej więzi gdzieś głęboko w ich sercu nie było. Tylko trzeba ją wspólnie odnaleźć. Często małżonkowie są zaangażowani na zewnątrz przez pracę i codzienne obowiązki. Warto więc przekierować ich uwagę na siebie i pokazać, że trzeba również znaleźć czas na bycie ze sobą.

Czy wiara w Boga może pomóc odnaleźć tę więź?
Wiara w Boga pozwala nam ustawić hierarchię wartości i dokonywać właściwych wyborów. Choć wiele też zależy od modelu rodziny, w której małżonkowie dorastali, gdyż te modele przenoszą później do własnej rodziny. Muszą więc wspólnie wypracować pewien kompromis.

A czy z wiarą łatwiej znosić trud rozłąki?
Na pewno wiara umacnia. Gdy byłem na misji i odprawiałem Mszę św. w bazie liczącej około sześćdziesięciu żołnierzy, to czterdziestu uczestniczyło w niej codziennie. Po dwóch latach się dowiedziałem, że kiedy do nich przyjeżdżałem z Eucharystią, dla nich to było święto. Oni się golili, myli, zakładali nowe mundury, bo przyjeżdżał do nich Chrystus. Również w momentach trudnych na misji więcej żołnierzy garnie się do modlitwy, spowiedzi, proszą o różańce. Niektórzy po powrocie zostają na tym poziomie wiary. Inni wracają do zwyczajów sprzed misji.

Dlaczego Kościół tak bardzo podkreśla w swoim nauczaniu wartość rodziny?
Rodzina jest jak krew w organizmie, stanowi życie. Nie chcę nikogo deprecjonować, ale ktoś kto nie miał szansy wychować się w jednej rodzinie, może mieć problemy integracyjne, lub po prostu duchowe. Rodzina daje pewność, tym bardziej jeżeli jest to rodzina wierząca, która przekazuje zasady moralne, nie unika tematów związanych z wiarą, ale wręcz się nimi dzieli. To jest skarb nie do przecenienia.

Co Ksiądz doradziłby małżonkom, aby ich rodzina żyła w jedności?
Przede wszystkim autentyczną miłość. Jest to bardzo piękne, ale też trudne zadanie, bo trzeba zdać sobie sprawę, że to ja mam służyć tej drugiej osobie i szukać jej dobra. Ludzie, biorąc ślub, często pytają: czy ja będę szczęśliwy? A należałoby to pytanie odwrócić: czy ta druga osoba będzie szczęśliwa ze mną i co powinienem robić, aby tak było. To pytanie trzeba stawiać sobie każdego dnia.

Dziękuję za rozmowę

Karolina Kwaśniewska

ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 09/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;