Czwartek, 30 marzec 2017 r.
Amelii, Dobromira, Leonarda
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Bez umartwienia nie ma świętości. Umartwienie to wyrzeczenie się czegoś, co można mieć, dla miłości Chrystusa.

bł. ks. S.W. Frelichowski
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2013-07-17
Lonia, Bóg naprawdę jest! W 70. rocznicę zbrodni wołyńskiej (Elżbieta Szmigielska-Jezierska)

Te małe krzyżyki to dla rodzin najcenniejsze relikwie. Krzyżyki z wielkiego Krzyża misyjnego, który ocalał w Ostrówkach na Wołyniu. Ten Znak Bożej Ofiary sprzed spalonego Kościoła pozostał niczym niemy świadek męczeństwa ostrowieckich parafian – mężczyzn, dzieci, kobiet , starców, niemowląt. Rozstrzeliwanych, palonych żywcem, masakrowanych siekierami, widłami , nadziakami, które przebijały czaszki byków. Ukraińcy z band OUN - UPA 30 sierpnia 1943 r. podstępem wywabili wszystkich mieszkańców wsi Ostrówki i Wola Ostrowiecka z domów (dzieci nawet częstowali cukierkami), a potem w ciągu kilku godzin starły z powierzchni ziemi dwie wołyńskie wsie; mordując, rabując i paląc. Kilka godzin demonicznej nienawiści, wyhodowanej na nacjonalistycznej ideologii, sprawiło, że przestały istnieć dwie wsie o prawie 400.letniej historii. Na kościach 1050 męczenników przez kilkadziesiąt lat porastał las, pasło się bydło z ukraińskiego kołchozu.

Polacy, katolicy ze wsi Ostrówki i Wola Ostrowiecka umierali w ten sierpniowy poranek 1943 roku jak pierwsi chrześcijanie; z modlitwą na ustach, przebaczając sobie wzajemnie grzechy. Matki błogosławiły dzieci przed śmiercią. Nie opuścił swojej trzódki wierny pasterz, ks. kanonik Stanisław Dobrzański, chociaż przyjechała furmanka od dziekana z Lubomla, żeby uciekał. – Jaki byłby ze mnie kapłan, gdybym zostawił bezbronne owce na pastwę wilków? Podczas Nieszporów ostrzegł ludzi przed niebezpieczeństwem. – Będziemy się bronić, mówił. Po kilkudziesięciu latach, podczas ekshumacji, jego szczątki (z odrąbaną głową), zostały odnalezione pod krzyżem.

Morituri viventes obligant – umarli zobowiązują żywych

Ostrówki i Wola Ostrowiecka – to dwie spośród około 4100. miejscowości na Kresach Wschodnich II RP, które stały się ofiarą ukraińskich czystek etnicznych. W latach 1939–1945 z rąk OUN – UPA zginęło tam  w męczarniach ok. 120–150 tysięcy Polaków. Najkrwawszej kaźni doznali Polacy na Wołyniu. Rzeź wołyńska to druga po  zbrodni ludobójstwa w Katyniu niezabliźniona polska rana, którą przez lata jątrzyła polityczna zmowa milczenia, niewypłakany ból. Do dziś miejsca największego w dziejach Rzeczypospolitej ludobójstwa, które pochłonęło ok. 70 tysięcy rodaków znaczy zaledwie sto krzyży. Nacjonalistycznym bandom w mordach pomagali ukraińscy sąsiedzi Polaków. A ci Ukraińcy, którzy mieli Boga w sercu i ostrzegali oraz ratowali polskie rodziny, również ginęli z rąk swoich ziomków. Taki los spotkał m.in. ukraińskich biskupów i księży grekokatolickich, którzy na ambonie upominali, że mordowanie bezbronnych Polaków to grzech śmiertelny.

Umierają ostatni świadkowie tej zbrodni. Ci, których, bywało, ostatnia modlitwa matki w cudowny sposób uratowała przed śmiercią. Umierają z goryczą, że nie dane im było zapalić światła na grobie najbliższych. Z goryczą tym większą, że zaledwie 17 procent Polaków słyszało o tej zbrodni. Kto poniesie pamięć o niewyobrażalnym męczeństwie naszych rodaków na Wołyniu w przyszłość? Oni umierali ze słowami przebaczenia swoim oprawcom. To ich duchowy testament, a nasza powinność – godne ich upamiętnienie. Pamięć to przecież miłość.

Jak pokazują doświadczenia wnuka ostrowieckich ofiar, historyka IPN z Lublina dr. Leona Popka, w zwykłych ludziach , po obu stronach, jest wielka tęsknota do pojednania i zgody. Byle tylko politycy ze swoimi spektakularnymi gestami chociaż nie przeszkadzali, jeśli brakuje autentycznej woli pomocy i kompetencji w tak delikatnej materii jak obolałe sumienia. Nie mówiąc już o instrumentalizacji tego bólu w doraźnych interesach politycznych. Uzdrawianie sumień to proces. I on trwa w ciszy, w duszach Polaków i Ukraińców prawego sumienia, którzy nie przestają się modlić w intencji pojednania polsko-ukraińskiego.

Dlaczego?..

To nieme pytanie było w gasnących oczach ofiar, które rozpoznały w swoich oprawcach ukraińskich kolegów, sąsiadów – do niedawna kompanów wspólnych zabaw, nauki, weselnych biesiad ,uroczystości rodzinnych. To pytanie było w przerażonych oczach tej szesnastoletniej, cudem uratowanej dziewczyny ze wsi Kąty. Na korytarzu Ukraińcy zarąbali siekierą jej ojca. Spała razem z matką i siostrą w jednym łóżku. Wychyliła się spod kołdry i zobaczyła znajomego. Krzyknęła :-  Stepanie, co ty robisz?.. (Nienawistnej odpowiedzi nie przytoczymy). Porąbał jej siekierą obojczyk i szczęki. Pochowali ją płytko pod ziemią razem z rodziną, myśląc , że nie żyje. Gdy przejeżdżał koło tego miejsca sąsiad ,który wiózł żonę i córkę do szpitala, zobaczył , że ziemia się rusza…

20 lat temu ten tłumiony ból krewnych ofiar wołyńskiego ludobójstwa, ludzi ocalonych, został wręcz wykrzyczany, mówił podczas spotkania na Foksal, w Centrum Myśli Jana Pawła II w czerwcu br. Zbigniew Gluza z „Karty”. - Do naszego pisma „Karta”, które w zamierzeniu miało być pismem świadków historii, nadeszły wtedy setki listów od tych, którzy przeżyli. Oni wtedy byli dziećmi, którym udało się ukryć.- Nam nie dano żadnej szansy wypowiedzenia swojego bólu, nikt nie chciał nas wysłuchać, pisali. Z tych listów wyłania się obraz porażającego bestialstwa .

 W jednej z wiosek w pobliżu Derażnego - można przeczytać w jednym z takich świadectw - znaleziono w chacie małe dziecko z wyprutymi wnętrznościami. Jelita były powieszone na ścianie tworząc jakiś nieregularny kształt. Obok na gwoździu była kartka :”Polska od morza do morza”…
11 lipca mija 70 lat od krwawej niedzieli na Wołyniu. Oddziały UPA, przy wsparciu miejscowej ludności ukraińskiej  (również dzieci) w niedzielę o świcie 11 lipca 1943 r. otoczyły i zaatakowały 167. polskich wsi, jednocześnie w pow. kowelskim, włodzimierskim i horochowskim. To apogeum wołyńskiego ludobójstwa. Jednego dnia zginęło ok. 8–12 tysięcy Polaków – głównie kobiet, dzieci i starców. Ludzie ginęli nawet w kościołach w czasie Mszy św.
Dlaczego?.. To pytanie o „misterium ineguitatis” w porządku duchowym. Pytanie o tajemnicę ludzkiej nieprawości w duszy. Do czego jest zdolny człowiek, gdy zagłuszy w sobie Boży głos i pozwala „bestii” sterować swoją wolą, sercem , sumieniem, działaniem? W tamten mroczny czas miejsce Boga w ludzkich duszach zajęła demoniczna ideologia – ukraiński nacjonalizm, napędzany nienawiścią do innych narodowości.

Zanim zaczęły płonąć kościoły…

Jaka była skala zniszczenia, które trwa do dziś w zdewastowanych sumieniach?..

Wołyń to w II RP było województwo o największej powierzchni – 36 tys. km kwadratowych. Wołyńska ziemia to był również tygiel narodowościowy, wyznaniowy, gospodarczy i kulturowy. Mieszkali tu Rusini, Polacy, Żydzi, Czesi, Niemcy, Ormianie, Węgrzy, Holendrzy , Karaimowie. Dodajmy , że przez wieki ludzie żyli tu zgodnie, a ta mozaika ”multikulti” mogłaby być przykładem dla dzisiejszego niespokojnego świata, który tylko w sferze deklaratywnej ma tak wiele do powiedzenia na temat tolerancji. Na Wołyniu tolerancja była praktykowana na co dzień. Aż do tych strasznych dni II wojny światowej (i po wojnie), gdy niemieckie i sowieckie interesy polityczne rozhuśtały nienawiść. I jak zwykle bywa w dziejach świata, polityczni gracze wykorzystali szlachetne tęsknoty zwykłych ludzi za niepodległością i wolnością… by zamienić je na tragiczne zaprzeczenie tym wartościom - na morze łez , cierpienia oraz bólu nieoczyszczonych sumień.

Ukraiński nacjonalizm starł z powierzchni ziemi wołyńskiej w czasie II wojny światowej aż 6. narodowości. Pozostały tylko niewielkie grupy. W 1939 r. Polacy byli drugą najliczniejszą grupą narodowościową na Wołyniu (od 350 tysięcy do 370 tys).

 Gdy Niemcy napadli na Polskę 1 września 1939 r., na Wołyń dyslokowali się przedstawiciele urzędów, banki, firm itp. z centralnej i północnej Polski . Wojsko, policja również w te wrześniowe dni koncentruje się na Wołyniu. Już wtedy dochodzi do pierwszych ataków komunistyczno-nacjonalistycznych jaczejek. W okolicach Kołek wymordowano np. ok. 200 policjantów. Polscy żołnierze mordowani są skrytobójczo podczas wypoczynku lub gdy we wsiach proszą o wodę.

17 września 1939 r.- Rosja sowiecka dokonuje aktu agresji na Polskę. Na Wołyniu – miejscowi komuniści i Żydzi z opaskami milicji wznoszą bramy powitalne dla wkraczającej Armii Czerwonej. NKWD przy ich pomocy rozpracowuje środowiska polskiej inteligencji, działaczy społecznych, wojskowych. To geneza czterech wielkich deportacji Polaków. Na pierwszy rzut poszło kilkadziesiąt tysięcy osadników wojskowych, leśników , działaczy społecznych. 10 lutego 1940 r., przy mrozie minus 30 stopni jechali w bydlęcych wagonach na Syberię. Ilu dojechało? Ilu spoczywa w nieodkrytych jeszcze dołach śmierci Golgoty Wschodu, ze śladami kul w potylicy?

Komenda Główna Związku Walki Zbrojnej (późniejsze AK) podjęła oczywiście próbę zorganizowanego oporu. Jednakże jeden agent NKWD, Bolesław Zyman, ”Waldy Wołyński”, adiutant Komendanta Głównego Okręgu Wołyńskiego, spowodował aresztowanie ok. 3 tys. zaprzysiężonych na Wołyniu członków podziemia.

W marcu 1943 r. ok. 4 tys. policjantów ukraińskich zasila szeregi banderowców z UPA. Terror wobec ludności polskiej się nasila…
Ten kontekst historyczny pokazuje , jak bezbronni byli Polacy, którzy pozostali na Wołyniu, gdy rozszalał się ukraiński terror nacjonalistyczny w 1943 r.
Banderowcy napadali na katolickie kościoły i kaplice. Spalili i zdewastowali 62. kościoły i 33. kaplice. Wiele o niepowtarzalnej wartości zabytkowej i architektonicznej (Poryck, Wiśniowiec, Przewały, Ptycza, Targowica). Ukraińska Powstańcza Armia doprowadziła do zniszczenia 70 procent parafii na Wołyniu. - Pan Bóg tak doświadcza moją diecezję… pisał Biskup Adolf Szelążek. I dodawał, że nawet za czasów Chmielnickiego Polacy nie doświadczyli podobnych prześladowań.

Razem z wiernymi mordowani byli księża. W kościele w Porycku zginęło ok. 200 parafian razem z proboszczem ks. kanonikiem Bolesławem Szawłowskim. W kościele w Chrynowie z grupą ok. 150 wiernych zginął proboszcz ks. Jan Kotwicki. W podobnych okolicznościach został zamordowany ks. Józef Aleksandrowicz w parafii Zabłotce. W kaplicy w Krymnie zginęło 40. wiernych, a w Kisielinie ok. 100.
W tej ostatniej miejscowości banderowcy wywabili podstępem ludzi z Kościoła i wymordowali. Inni mieszkańcy Kisielina z proboszczem Kowalskim postanowili się bronić. I obronili się na plebanii – cegłami i… moczem. Gdy napastnicy podpalili drzwi.

Z magnetofonem do „zabużniaków”

- Wszyscy ,których poznałem, żyli z nieopisaną wręcz tęsknotą, traumą i żalem w sercu. Pragnęli za życia chociaż raz stanąć na rodzinnej ziemi, zapalić znicz i pomodlić się na grobach najbliższych. W tej atmosferze niespełnionej tęsknoty moich rodziców i wielu „zabużniaków” wzrastałem –pisze dr Leon Popek, syn cudem ocalałych z wołyńskiej rzezi. Wciąż powracające pytanie, dlaczego człowiek człowiekowi to zrobił , skłoniło młodzieńca do wyboru życiowej drogi. Wybrał studia historyczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W tym wyborze utwierdził go również wybór Jana Pawła II na stolicę Piotrową i jego nauczanie. Na Wołyniu przecież zostały kości jego dziadków, pradziadków. To przecież niepisany testament wierności rodzinnym i szerzej, ojczystym, korzeniom.

Był rok 1978 , gdy z magnetofonem pod pachą wyruszył, by nagrywać pierwsze relacje żyjących świadków, Władysława Soroki i Ewy Szwed. W tych kontaktach z byłymi mieszkańcami Ostrówek ,Woli Ostrowieckiej pomagała mu mama Helena. Przyszły historyk, dziś pracownik Instytutu Pamięci Narodowej z Lublina, zapoczątkował tworzenie archiwum dźwiękowego, liczącego dziś 70. świadectw o unikalnej dziś wartości.

 Spotkanie z Tomaszem Trusiukiem z Lublina w 1980 r. sprawiło, że student KUL już wiedział, że jego powołaniem jako naukowca i katolika jest ocalenie pamięci o ofiarach wołyńskiej rzezi.

 To stało się dla Leona Popka swoistą misją, wypływającą z umiłowania ojczystej kultury, tradycji, tak integralnie związanej z chrześcijaństwem. Młody student KUL zapragnął uczcić swoich przodków i ich sąsiadów pomnikiem w Ostrówkach… Stan wojenny odsunął realizację tej szlachetnej inicjatywy w czasie , ale jej nie udaremnił. W 40. rocznicę wołyńskiego ludobójstwa, w 1983 r. na cmentarzu parafialnym w Rudzie Hucie (rodzima parafia Leona Popka), gdzie większość wiernych to ludzie zza Buga, stanął potężny dębowy krzyż, upamiętniający pomordowanych przez UPA na Wołyniu. Na uroczystość poświęcenia zjechali byli mieszkańcy Ostrówek, Woli Ostrowieckiej oraz innych sąsiednich przedwojennych parafii - Rymacz , Lubomia, Przewał.
Radość ze spotkania po latach była ogromna. Minęło ponad 30 lat i te spotkania trwają.- Pokolenie „zabużniaków jest zastępowane przez ich dzieci i wnuki, mówi Leon Popek . To cieszy najbardziej. Przywracanie pamięci trwa i ma sens!”

„Tu kiedyś przyjadą Polacy…”

 - Zabijcie dorosłych, ocalcie dzieci – błagała dowódcę banderowców siostra tercjarka z Ostrówka , pędzona na śmierć z grupą kobiet i dzieci. – Zginiecie, bo jesteście Polakami, usłyszała w odpowiedzi…
 Leon Popek dzieli się na spotkaniach autorskich niezwykłymi świadectwami ze spotkań z Ukraińcami w ciągu tych ponad 30 lat swojej „wołyńskiej misji”. Pokazuje slajdy, dokumentujące historię ekshumacji i godnego pochówku ponad trzystu ofiar na cmentarzu w Ostrówku. Wiele tych historii mówi więcej o najgłębszych pokładach ludzkiej kondycji niż tomy rozpraw filozofów, psychologów, teologów razem wziętych.
Gdy trwały ekshumacje na tzw. trupim polu, przyjechał starszy Ukrainiec z sąsiedniej wsi. Z bimbrem, słoniną, chlebem i miodem. Przyglądał się pracy polskiej ekipy. W pewnej chwili z dołu wydobyta została czaszka z trójkątnym śladem. – To nadziak , młot, wyjaśnił Ukrainiec, przebijał najtwardsze czaszki byków. Gdy okazało się, że wśród znalezionych, są czaszki dzieci w wieku jego syna… Po twarzy Ukraińca potoczyły się łzy.
Gdy przez wschodnią Europę powiał wiar zmian, Leon Popek z wieloma ludźmi dobrej woli rozpoczął pielgrzymowanie do miejsc męczeństwa. Bo taki charakter mają odbywane od ponad 30. lat podróże do miejsc, gdzie na kościach krewnych , znajomych , sąsiadów pasło się bydło i porastał las. Na czele jednej z pierwszych pielgrzymek Wołyniaków niesiony był krzyż, który cudem ocalał ze spalonego Kościoła w Ostrówkach. Znaleźli wtedy w krzakach bzu fragmenty Krzyża misyjnego sprzed kościoła i roztrzaskaną figurę Matki Bożej. Ks. Marian Chmielowski z parafii Ruda Huta odprawił w tym miejscu Mszę św.
 Leon Popek wspomina po latach przygotowania do pierwszej ekspedycji, której celem była ekshumacja szczątków ofiar :- KTOŚ musiał wspierać nasze zabiegi; tyle było przeszkód ze strony różnych agend państwowych , mówi. - Nie ukrywam, że idąc na spotkanie z prof. Romanem Mądro, znanym z surowości fachowcem z medycyny sądowej, modliłem się gorąco o wstawiennictwo do „naszych świętych męczenników” . Zgodził się poprowadzić ekshumacje nieodpłatnie. Pomagali nam też funkcjonariusze z Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej im. 27 Wołyńskiej Dywizji Armii Krajowej z Chełma. 

 W 1994 roku, pielgrzymów czekała radosna niespodzianka.
 - Biegnie do mnie znajomy Ukrainiec, wójt z sąsiedniej wsi. – Lonia, Bóg jest, naprawdę jest! - krzyczy już z daleka - opowiada Leon Popek.- Co się stało? - pytam.

Ukraińcy z sąsiedniej wsi postanowili odremontować figurę Matki Bożej i ustawić ją na nasz kolejny przyjazd na wymurowanym postumencie, obok nowego krzyża misyjnego.
 - Ustawiliśmy posklejaną figurę na gotowym podwyższeniu, a ona spada – słyszy opowieść dr Popek. – Ustawiamy z powrotem. To samo. – Może ustawialiście po kilku piwkach ? - zażartował Leon Popek.- Skądże, Lonia, dopiero potem trochę wypiliśmy. Gdy po kilku nieudanych próbach, robotnicy doszli do wniosku, że należy figurę postawić frontem w stronę Polski – udało się. – Ona na Was czekała –podsumował Ukrainiec.
Zdarzały się też sytuacje, które mroziły krew w żyłach. Wołyńscy pątnicy idą do swoich świętych miejsc, a naprzeciw przez pole zwartą dużą grupą idą Ukraińcy. Na ich twarzach trudno było odczytać przyjazne nastawienie.- Leon Popek wzbudził w duchu modlitewną prośbę o interwencję niebios. Jedna z osób wysunęła się na czoło i wręcz wykrzyczała : - No i co?! Tak, mordowaliśmy was, okradaliśmy! I dalej nic nie mamy . A wam Polakom się żyje coraz lepiej. Gdy wykrzyczeli tę swoją winę i gorycz, po chwili milczenia i ciężkiej ciszy… jakby niebo się otworzyło: – A teraz chodźcie na herbatę – usłyszeli polscy pielgrzymi.

Innym razem nad dołem, gdzie trwają prace ekshumacyjne, pojawia się obserwator. Ukrainiec siedzi i zda się beznamiętnie sączy piwo. Jedno, potem drugie. Wreszcie słyszymy : - U mnie w sadzie leży dwoje waszych, zabierzcie.
Leon Popek wysłuchał też wielu, często bardzo intymnych zwierzeń ludzi ocalonych. Do dziś zasypiają z koszmarem pod powiekami. Bo czy może udźwignąć dziecięca wrażliwość widok masakrowanej matki, siostry?
- Schowany, widziałem, jak straszną śmiercią umierała – to jedno z wielu koszmarnych wspomnień wołyńskiej traumy. Poprzysiągłem wtedy zemstę. Zrobiłem to… Zamordowałem bezbronną młodą Ukrainkę. Nie przyniosło mi to ulgi. Przeciwnie, ciężar na sumieniu, przygniatał, nie dawał mi spokoju. Wewnętrzny pokój odzyskałem na Jasnej Górze, przy kratkach konfesjonału.
Wołyniacy nie przestają pielgrzymować. Dziś zastępują ich wnuki. To sztafeta pamięci, wbrew grabarzom pamięci. Zgodnie z nauczaniem pasterzy Kościoła z Janem Pawłem II na czele. Na wspólnych mszach na cmentarzu w Ostrówkach modlą się razem i wspominają Polacy i Ukraińcy. Płyną ukradkiem ocierane łzy. – Odwiedźcie nas znowu, zapraszają i częstują szczerze, czym chata bogata, jak to bracia Słowianie mają we zwyczaju.
30 sierpnia 1992 r. odbył się na cmentarzu w Ostrówkach uroczysty pogrzeb pierwszych ekshumowanych ofiar.
Ksiądz  Marian Chmielowski, proboszcz parafii św. Stanisława BM i Niepokalanego Serca NMP w Rudzie Hucie, głosił wtedy nad ich mogiłą swoje „ najtrudniejsze kazanie”.
 - Na krzyżu zawisł Ten ,który zwyciężył nienawiść, i który jako Jedyny jest władny dać odpowiedź na dręczące pytanie o tajemnicę niewinnej śmierci… On, Bóg, który „przebolał to wszystko, co boli”.

 Wtedy wszyscy byli pełni nadziei na rychłą zgodę i pojednanie polsko- ukraińskie. Choć i wtedy padały realistyczne głosy, że wciąż nie brak „siewców nienawiści”.
Ufnie jednak nad tą mogiłą męczenników wołyńskich powtórzone zostały słowa „Chorału” Kornela Ujejskiego: „Zbłąkanym braciom otworzym serca/Winę ich zmyje wolności chrzest /Wtenczas usłyszy podły bluźnierca – Bóg był i jest!”
Naprawdę jest …

Elżbieta Szmigielska - Jezierska
ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 06/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;