Sobota, 19 sierpień 2017 r.
Emilii, Julinana, Konstancji
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Tęsknota - głód bliskości.

Karol Wojtyła ,Odkupienie
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2012-10-17
Porażka wiedeńska - gorąco...odradzam

„Bitwa pod Wiedniem” to epicki film produkcji polsko-włoskiej o pamiętnej bitwie stoczonej 12 września 1683 roku. Wojska polsko-niemiecko-austriackie pod wodzą króla Jana III Sobieskiego zatrzymały ofensywę armii Imperium Osmańskiego, skierowaną przeciw chrześcijańskiej Europie, a brawurowy atak polskiej husarii przypieczętował zwycięstwo!. Jak tamto znamienne wydarzenie zostało pokazane w filmie? Plejada znanych aktorów, wyraziste postacie, spory budżet… Niestety, potencjał niesiony zarówno przez temat, jak i doborową obsadę spalił się na panewce husarskiego pistoletu. Bowiem takie kino trzeba po prostu umieć robić. Po projekcji Bitwy, wiem, że nie potrafią tego nasi włoscy przyjaciele. Po obejrzeniu filmu doceniam pracę Jerzego Hoffmana, zwłaszcza nad „Potopem”, który powstał przecież 40 lat temu. Szczególnie pracę kaskaderów, treserów zwierząt, historyków, scenografów i scenarzystów.

Czego brakuje „Bitwie pod Wiedniem”? Najprościej: konsekwencji. Jasnej decyzji czy robimy film historyczny, czy tworzymy film przygodowy z gatunku fantasy i próbujemy ścigać się z Peterem Jacksonem, którego „Hobbit” wejdzie za kilka tygodni na ekrany kin. (Dla niewtajemniczonych „Hobbit” jest ekranizacją powieści poprzedzającej wydarzenia z trylogii Tolkiena, „Władca pierścieni”).

Dramatycznie źle wypadają w filmie dialogi. Są sztywne, patetyczne, bezbarwne. Nawet Fahrim Murray, laureat Oskara za rolę Salieri’ego w „Amadeuszu”, nie jest w stanie nadać im tonu wiarygodności i właściwej emocji.

Zupełnie nie trafionym wydaje się posługiwanie się przez wszystkich bohaterów filmu językiem angielskim. A już zupełnie niezrozumiałe jest to, że w pewnym momencie, jeden z głównych bohaterów, mnich Marco z Aviano, wypowiada słowa zachęty do boju w języku niemieckim. Z kolei Turcy biegle władający anigelskim, przechodzą na arabski wzywając Allaha.

Po skutecznych zabiegach Mela Gibsona, który w „Pasji” raczył nas aramejskim a w „Apocalyptyco” dogrzebał się wymarłego już języka Majów, aspirowanie filmu do kina ambitnego powinno mobilizować twórcę do zadbania o tego rodzaju detale.

Myślę, że filmem nie będą usatysfakcjonowani wszyscy ci, którzy liczą, że stanowić on będzie promocję Polski, przypomni o królu Janie III Sobieskim, zwycięskim wodzu tamtej bitwy, o naszych hufcach rycerskich – obrońcach chrześcijańskiej Europy. Niestety, wątek Polski pojawia się w tym filmie dość późno. Wyeksponowany jest głównie życiorys bł. Marka z Aviano, jego zabiegi dyplomatyczne, inspirowanie obrony, mobilizowanie członków Ligi Świętej. Polacy wkraczają na scenę dość nieoczekiwanie, prawie „na gwizdek”. Nie ma scen związanych z zabiegami wobec króla Polski, aby wciągnąć go do antytureckiej koalicji, a oddziały cesarskie wyglądają trochę tak jakby nie potrzebowały wsparcia naszej husarii.

Rozczarowuje także finał, brak słynnych słów, jakie po zwycięskiej bitwie, w liście do papieża Innocentego XI, napisał król Jan III Sobieski: Venimus, vidimus et Deus vicit (Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył). Każde polskie dziecko słyszy je na lekcjach historii.

Od strony wizualnej, dzięki której często bronią się nawet mierne dzieła, film jest, delikatnie mówiąc, kontrowersyjny. Potwierdzają to, poza moim osobistym osądem, również salwy śmiechu, jakie wybuchały podczas projekcji prasowej filmu. Rozumiem, że w dobie kryzysu trudno jest zatrudnić armię statystów, ale czy na potrzeby sceny wychodzącego i wchodzącego do lasu wilka trzeba generować go przy użyciu dość dyskusyjnej estetycznie grafiki komputerowej? O wpadkach z naszym godłem, jak i z pastorałem Jana Pawła II pisać już nie będę. Zrobili to już inni. Denerwują generowane elektronicznie, przesłodzone, a nawet tandetne scenerie towarzyszące widokom stolicy Imperium Osmańskiego i Wiednia, których w filmie pełno.

Jedynym godnym odnotowania plusem jest gra aktorów, którzy z trudnego, pozbawionego lekkości i naturalności scenariusza usiłują budować postacie. Trzeba pochwalić Piotra Adamczyka w roli cesarza Leopolda I i Fahrida Murraya Abrahama kreującego o. Marka z Aviano. To jednak za mało, by na „Bitwę pod Wiedniem” zaprosić rodzinę. Jeśli ktoś idzie do kina na Olbrychskiego, srodze się zawiedzie, występuje w czterech (sic!) ujęciach i wypowiada dwie linijki tekstu.
Przeraża mnie świadomość, że film został sprzedany w wersji kinowej i telewizyjnej do 50 krajów świata. Czy to rzeczywiście jest film przez pryzmat którego chcemy promować naszą historię?

Liczyłem na nowoczesne kino, które w przystępny, widowiskowy dla odbiorcy sposób, opowie ciekawą, wciąż budzącą emocje, historię z naszej przeszłości. Zawiodłem się. Byłem na ponad dwugodzinnym filmie, który poraża płytkością przekazu i niestarannością w warstwie wizualnej, zwłaszcza na tle podobnych produkcji.
Krzysztof Stępkowski


ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 13/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;