Sobota, 19 sierpień 2017 r.
Emilii, Julinana, Konstancji
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Tęsknota - głód bliskości.

Karol Wojtyła ,Odkupienie
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2012-08-20
Camino i Święci. Na drodze po odpowiedzi, których nie można kupić…(Elżbieta Szmigielska-Jezierska)

Pod murkiem w miejscowości Estella (bask. Lizarra), w prowincji Nawarra, zdominowanej przez Basków,  stoi staruszek. Gdy widzi proporzec z napisem Polonia, składa ręce jak do modlitwy: - Gracias por Juan Pablo II. Na szlaku św. Jakuba - Patrona Hiszpanii i Portugalii - chrześcijanie z najdalszych krańców ziemi, i nie tylko, mogą dziś doświadczyć, jak działa wstawiennictwo Świętych Kościoła. Doświadczyli ich opieki na tej prawie 800. kilometrowej drodze do Santiago de Compostela trzej pątnicy z Wojskowego Centrum Geograficznego, Ryszard Bożek (l.57) Jerzy Pawlikowski (l.54) i Łukasz Stefaniak (l.33).

Bo czyż nie jest cudem wstawiennictwa błogosławionego Jana Pawła II, że ten najstarszy szlak chrześcijańskiej Europy, „skazany” przez reformację oraz rewolucję francuską i jej konsekwencje, odżywa dziś w zlaicyzowanej Europie, zapatrzonej w bożka konsumpcjonizmu. To przecież jego wołanie ze schodów bazyliki w Santiago de Compostela 8 listopada 1982 r. rozległo się echem w tylu duszach, że w ciągu trzech lat lawinowo rosły statystyki pielgrzymów. Hiszpanie przecierali oczy: idą, idą pielgrzymi z całego świata. Święta droga ożywała, i to z siłą, która nie ma sobie równych. Siłą „bezsilnych” czyli świętych, pokonanych, lecz niezwyciężonych. Jak św. Jakub Starszy, ścięty mieczem, jak św. Wojciech, św. Stanisław, jak św. Bruno z Kwerfurtu – Żołnierze Chrystusa. Czy polski żołnierz, który niesie w sercu etos tylu pokonanych i niezwyciężonych, może pozostać głuchy na to wołanie w duszy?..

Korzenie, tożsamość - twarz

Na początku to była prywatna inicjatywa trzech kolegów z pracy, z Wojskowego Centrum Geograficznego. Ani spokrewnionych, ani specjalnie związanych towarzysko. Postanowili wyruszyć razem. Każdy mężczyzna, niezależnie od wieku, lubi wyzwania, posmak męskiej przygody. A tu do pokonania góry i doliny, w sumie około 800 km i ok. trzydzieści dni.
- Trzech „amatorów” nagle oderwanych od swoich biurek,opisuje najmłodszy wojskowy pielgrzym Łukasz Stefaniak, w wieku Chrystusowym, jak sam o sobie mówi, postanowiło pójść do Santiago de Compostela ze swoimi prywatnymi intencjami. Przypadek – „nieprzypadek” sprawił, że inicjatywę poparł nasz szef, płk Janusz Rozwałka, który w maju wrócił z pielgrzymki wojskowej do Lourdes, oraz Ordynariat Polowy z biskupem  polowym Józefem Guzdkiem na czele. Ciężar odpowiedzialności czuliśmy więc nie tylko na plecach. Pan Ryszard, który ma zacięcie artystyczne, wykonał w 80. procentach projekt proporca, pod którego symbolami i barwami wędrowaliśmy. Proszę popatrzeć; nad tym niebieskim tłem, które rozświetla się na krzyżu w kształcie miecza - krzyżu św. Jakuba, pracował najdłużej.
A na odwrocie proporca, na muszlach, wizerunki pięciu Świętych: św. Jakuba, św. Brunona z Kwerfurtu, naszych Patronów - objaśnia zamysł nie tylko artystyczny proporca, który był ich znakiem, ich twarzą w tej drodze…
Wojskowy katolik pieczętuje się przecież czymś znacznie cenniejszym niż wszystkie herby świata.
- Św. Bruno to trochę zapomniany święty, ale ileż on zrobił dla Polski na dworze cesarzy niemieckich, tych nastawionych szczególnie antypolsko. Był niestrudzonym rzecznikiem polskich interesów, mówi rozmiłowany w historii Polski trzydziestolatek, Łukasz Stefaniak. A to wspaniała postać, patron trzech diecezji w Polsce. Można powiedzieć za Janem Pawłem II, że  towarzyszyli nam w drodze patronowie dwóch płuc Europy: św. Jakub, reprezentujący zachodnie chrześcijaństwo i św. Bruno – wschodnią Europę. Nie mogło też zabraknąć na tym proporcu wizerunków naszych Patronów: Św. Ricardo, św. Lucas, św. Gregorius, opisuje znaki pielgrzymiej tożsamości Łukasz Stefaniak.
A nad nimi wszystkimi, pierwsza wśród Świętych – Bogarodzica, Hetmanka Żołnierza Polskiego - wpisana w Krzyż i orła - logo Ordynariatu Polowego.
To przed Jej wizerunkiem w Katedrze Polowej rozpoczynali ten duchowy szlak. Ks. płk Zbigniew Kępa odprawił w ich intencji Mszę św. a Biskup Józef Guzdek pobłogosławił na drogę.
- W drodze na startzatrzymaliśmy się w Lourdes, opowiada dalej Jerzy Pawlikowski. – Uczestniczyliśmy tam  we Mszy św. w Grocie Massabielskiej, a na nocleg gościli nas Polonusi, Państwo Sabina i Zygmunt Szczepaniakowie.Ile im zawdzięcza wojskowa pielgrzymka, wiedzą dobrze wszyscy pielgrzymi do Matki Bożej w lourdzkim  sanktuarium.
- Gdy rozmawialiśmy o drzewcu, do którego można by przymocować proporzec, mówi dalej Jerzy Pawlikowski, Pan Zygmunt przyniósł z ogrodu, gdzie hoduje palmy i bambusy, zielony kij bambusowy. Przez trzydzieści dni wędrowania z nami zdążył zbieleć, dodaje ze śmiechem. Pan Szczepaniak sam przymocował do bambusa krzyżyk, który Łukasz przywiózł ze sobą. Widać było, jak wiele miał przy tym wewnętrznej radości, że może nam pomóc wyeksponować proporzec…
- Takie proste rzeczy, a mimo wiatrów, zdały egzamin.- Oprócz tego dużego proporca, zrobiliśmy 40. mniejszych proporczyków, które zostawialiśmy po drodze w miejscach, które wydawały nam się godne, mówi Jerzy Pawlikowski.
 Wręczyliśmy je też Polakom, których spotkaliśmy na Jakubowym szlaku. Wśród nich był pan Janusz, który chodził do jednej klasy ze śp. biskupem Tadeuszem Płoskim.
Podchodzili do nas, prosili o wspólne zdjęcia czy też możliwość sfilmowania.
- Na Monte Gozo, gdzie stoi pomnik Jana Pawła II, „wręczyliśmy”-  symbolicznie - proporczyk również naszemu największemu Pielgrzymowi, uzupełnia najstarszy z trójki Ryszard Bożek, z siwą brodą jak św. Mikołaj.
- Ci, którzy zdecydują się pójść po naszych śladach, może odnajdą proporczyk, uzupełnia Ryszard Bożek, w kaplicy w Samossierze ( tak, tak tej samej od szarży Kozietulskiego) pod obrazem Matki Bożej Częstochowskiej.
- Tak samo jak my odnaleźliśmy niedaleko Pampeluny - (bask. Irunea) w miejscowości Zabaldika - figurę Patrona Polski, św. Stanisława ze Szczepanowa, biskupa i męczennika, mówi Jerzy Pawlikowski. Pokazała nam go, gdy zobaczyła napis Polonia, starsza Hiszpanka. Prawdopodobnie zostawili go tu pielgrzymi…może sprzed 500 lat. Jest to jedyne wyobrażenie polskiego świętego w całej Nawarze !To niesamowite, odkrywać, że jesteśmy ogniwem w sztafecie tylu pokoleń, zamyśla się  Łukasz.
Jak pokazuje m.in. historia duchowa szlaku św. Jakuba - daremny i jakże bezsensowny to trud „piłowania” ogniw duchowego dziedzictwa chrześcijańskiej Europy.
Bracia Ryszard i Jerzy są z tego pokolenia oficerów LWP , które było poddawane intensywnej  ateizacji na szkoleniach, prowadzonych przez oficerów politycznych.
- Jesteśmy żywym przykładem , mówią zgodnie, że oficerowie polityczni ponieśli porażkę.

Kryzys odsłania

Na starcie poniósł ich entuzjazm i męska ambicja.
- I przyszło to, co musiało przyjść: początkowe „damy radę”, zamieniło się w „Boże dopomóż”, opowiada Łukasz Stefaniak. Na drodze pielgrzyma człowiek doświadcza własnej słabości, ograniczeń. Ryszard powiedział, że pokutę trzeba zacząć od wielkich gór, zamiast iść doliną. I te góry nas trochę podłamały. Ruszyliśmy z Saint-Jean-Pied-de-Port, leżącego na rzeką Le Nive, na wysokości 160 m. n.p.m., na przełęcz Col de Lepoeder w Pirenejach, która jest na 1430 m.n.p.m. To podejście rozciągało się na przestrzeni 17 km., a potem trzeba zejść do Roncesvalles (bask.Orreaga) na 952 m.n.p.m… Kolana piszczały.
Idąc przez życie różnymi drogami często zapominamy o Bogu, a na tej drodze można Go odnaleźć. – Myślę, że nie zdradzę wielkiej tajemnicy, mówi Łukasz, jak brat Ryszard po kilku dniach wędrówki szedł i śpiewał, parafrazując litanię do wszystkich świętych…
 - Św. Jakub siłę da, św. Bruno siłę da, z uśmiechem przypomina swoją autorską litanię Ryszard Bożek, święty Gregory silę da, św. Ricardo siłę da, św. Lucas siłę da, a Hetmanka  pobłogosławi. To było śpiewane w odpowiednim rytmie, dodaje.
Pan Ryszard doświadczył również, jakim cudownym „środkiem dopingującym” jest …miłość wnuczki.
- Jak Ryszard połączył się na postoju z synem i usłyszał od czteroletniej wnuczki: - o, „dziadek z Internetu”- zdradzają pozostali pielgrzymi, to… od następnego ranka dyktował tempo.
W dniach odpustu, czyli 25 lipca, wszystkie drogi Hiszpanów i Portugalczyków prowadzą do Santiago de Compostela. Trzeba to powiedzieć , że na odpust zjechali się też lewacy spod czerwonej gwiazdy, sierpa i młota, żeby zakłócić uroczystości.
Najwyraźniej zobaczyli, że tu jest potencjał duchowy, bo w przeciwnym razie, by się nie gromadzili, tylko zignorowali. Półwysep żyje atmosferą i odpustu Jakubowego. Szlak Jakubowy staje się wizytówką i znakiem hiszpańskiej tożsamości. W zapewnienie bezpieczeństwa pielgrzymom włącza się też lokalna policja.
- Na długich odcinkach, mówi Jerzy Pawlikowski, na przykład 17 km, co dwie godziny jeździ patrol policji i kto nie jest w stanie dalej iść, zwożą do schroniska.
- W Pirenejach można spotkać wolontariuszy, którzy przyjeżdżają prywatnymi samochodami -  z wodą, kanapkami, opatrunkami. Udzielają fachowej pomocy najbardziej cierpiącym, opowiada Jerzy Pawlikowski.- W klasztorze benedyktyńskim w Samos widzieliśmy dziadków, opatrujących nogi pielgrzymom. W San Nicolas de Puente Fitero pomocy udziela włoskie bractwo - Confraternia di San Jacopo di Compostella di Perugia.
Ale też w albergach np. Castojerez, Leon -  gdzie posługują wolontariusze - można liczyć na  gesty miłosierdzia. Gdy ktoś jest bardziej kontuzjowany, to przedłużają pobyt w schronisku o jedną dobę. Pielgrzymi zgodnie jednak potwierdzają, że gorsze od kryzysów fizycznych są te natury psychicznej.
- Miałem tak ze dwa razy, przyznaje Jerzy Pawlikowski.
 Nachodzą człowieka wtedy myśli, po co to wszystko, po co się tak męczyć, czy to ma sens? Zdarzało się, że szliśmy w odstępach kilkuset metrów. Szliśmy w różnym tempie; każdy ma przecież inne predyspozycje…
- Ale dzięki temu, dzięki tym kryzysom, zwątpieniom, pretensjom wzajemnym, nawet wzbierającej wewnątrz złości, dodaje Łukasz Stefaniak, mogliśmy docenić kolejną wartość tej drogi. Trzech, zaledwie znajomych z pracy, wytrwało ze sobą ponad miesiąc. Uczyliśmy się cierpliwości w znoszeniu jeden drugiego. I docenialiśmy, że człowiek człowiekowi jest potrzebny w najtrudniejszych chwilach…
Jak haust źródlanej wody, gdy żar leje się z nieba, jak dobre słowo i czuły gest w samą porę, gdy przed człowiekiem tylko mrok, niemoc i rezygnacja.
- Żaden pielgrzym, gdy wyrusza, nie wie, czy dojdzie, czy wytrwa. Jak w życiu. Gdy rodzice zanieśli nas do Kościoła, aby poprosić o Chrzest, ani oni, ani my nie wiedzieliśmy, czy wytrwamy na drodze wierności Bogu i Kościołowi. Czy u jego kresu wpadniemy w ramiona zawsze wiernego Ojca?
Jerzy Pawlikowski: - Dopiero po przejściu tej drogi, zdałem sobie sprawę, czym jest pielgrzymowanie, sama istota tej wędrówki. Szedłem w pielgrzymce cywilnej na Jasna Górę, obserwowałem bliskich pielgrzymów, ale dopiero teraz to sobie uświadomiłem tak wyraźnie. Tu nie chodzi o formę czy długość. Bo przecież może to być wyjazd do najbliższego sanktuarium. Ogromną wartością tej drogi jest budowanie tożsamości duchowej człowieka. A czasem odbudowywanie.
Ryszard Bożek: - Pielgrzymka ? To droga per aspera ad astra (przez trudy do gwiazd). Gwiazda przecież coś zwiastuje. A ten plecak, który wrzyna się w plecy, to jak można sobie wyobrazić, jest pełen grzechów.
I każdemu z nas należy się pokuta na tej trasie. Ale z biegiem kilometrów, plecak staje się lżejszy; jakby tych grzechów ubywało, a w sercu coraz więcej miejsca dla Boga. No a jak się idzie z Bogiem w sercu, to u stóp wyrastają skrzydła. Święty Jakub prowadzi, Hetmanka osłania… A w ogóle, czy można to pojąć, jeśli się samemu nie doświadczy? Człowiek leży w albergue  (schronisko) po całym dniu wędrowania, obolały, ale szczęśliwy - promienieje najstarszy pielgrzym Ryszard. A na twarzy okolonej siwą brodą uśmiech… No prawie taki sam, jak u czteroletniej wnuczki, której zdjęcie oglądamy.

Kapłan – rzadki dar

Czy doceniamy to, jak zostaliśmy obdarowani? Polska na razie obfituje w powołania kapłańskie. W zasięgu ręki jest ksiądz, który może nam podać Pana Jezusa w ostatniej godzinie. Hiszpanie, Irlandczycy jeszcze do niedawna też mieli to szczęście. Dziś, zapateryzm, ideologia liberalno-lewicowej pustki, zdewastowała na tyle wrażliwość religijną hiszpańskiego narodu, że najłatwiej tu o aborcję, rozwód, a kapłanów ubywa.   Hiszpanie póki co zostali uwiedzeni przez mentalność konsumpcyjną i doraźny utylitaryzm. Ten brak kapłanów odczuwalny jest zwłaszcza na szlaku św. Jakuba.
- Wiele kościołów na szlaku pozamykanych, brakuje księży, wspomina Łukasz Stefaniak. Hiszpański Kościół przeżywa kryzys powołań.
 My mieliśmy wielkie szczęście, bo spotkaliśmy po drodze zakonnika, 28 letniego Filipina ze Świętej Góry pod Gostyniem Ks. Michała Kuliga COr(Oratorium św. Filipa Neri), który sprawowałEucharystię (wędrował ze swoim parafianinem p. Krzysztofem). Nasze wspólne Msze św., to były niepowtarzalne liturgie. A jak śpiewaliśmy…, „my wirtuozi sztuki wokalnej”, to radość kipiała w sercach i nie tylko.  
Czasem do naszego polskiego zgromadzenia liturgicznego dołączali inni Polacy, a nawet Francuzi, Irlandczycy, Czesi.
 Nasi pielgrzymi spotkali też na swojej drodze wiekowego hiszpańskiego proboszcza, Jose Medina Pintado, który okazał się…kustoszem polskich pamiątek. Kapłani przecież od wieków byli strażnikami pamięci o dobrych czynach, ludziach, a Kościół przechowywał z pietyzmem, archiwalia, dokumenty, relikwie przeszłości.
- W wąwozie Somosierra jest sędziwy proboszcz, opowiada Łukasz Stefaniak. Ma pod sobą trzy kościoły. W tutejszym kościele parafialnym był w latach 90. ówczesny biskup polowy Sławoj Leszek Głódź. Można więc zobaczyć biało-czerwona flagę i obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Pół kilometra od Kościoła parafialnego jest granitowa kaplica, gdzie opatrywani byli ranni w bitwie żołnierze Kozietulskiego.
Dotarliśmy wieczorem, więc trudno było tam trafić. Spotkałem parę starszych Hiszpanów. – Iglesia Polonia?  – zagadnąłem. Wystarczyło. W granitowej kapliczce, z pięknym witrażem ufundowanym przez Polonię, ks. Michał odprawił dla nas Mszę św.
To zastanawiające, przecież szliśmy z Napoleonem jako najeźdźcy, a Hiszpanie stworzyli wokół naszych przodków, żołnierzy Kozietulskiego taką przyjazną atmosferę. Myślę, że to m.in. zasługa tego starego proboszcza. To on gromadzi na plebanii polonica, polskie pamiątki. A może to ranni pod Somosierrą polscy żołnierze pozostawili tu nienajgorsze świadectwo?
- W każdym razie , serce się kraje, bo plebania jest w opłakanym stanie, podziela zmartwienie wiekowego proboszcza przedstawiciel młodego pokolenia, Łukasz Stefaniak…
Przekraczając próg plebanii, czytamy po polsku i po hiszpańsku : „Hiszpanie męstwo cenić potrafią”.
Ileż tu cennych śladów, tyle mówiących o heroizmie Pułku Polskich Szwoleżerów. Bezcenne pamiątki ofiarowane m.in. przez potomków Niegolewskiego itp.
Skarby polskiego etosu wojskowego, którym żyło tyle pokoleń Polaków, narażone są na zniszczenie?
Pytanie, co na to polskie służby dyplomatyczne, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pozostaje nadal otwarte. Ks. Medina niebawem stąd odejdzie z racji wieku i stanu zdrowia. Kto się zatroszczy o muzeum stworzone przez hiszpańskiego Księdza, poświęcone męstwu obu stron i słynnej polskiej szarży pod Samosierrą?
„Oby nie zostały samotne duchy młodych żołnierzy, którzy polegli 30 listopada 1808 r.” -  pisał o. Marek Raczkiewicz CSsR.” Jakże wobec tej dotkliwej obojętności, wymownie brzmią słowa z kaplicy – miejsca, gdzie ci młodzi żołnierze umierali: „Wszyscy, którzy tędy przechodzicie, zobaczcie , jak wielka jest boleść moja”.
Polskich śladów i znaków na drodze do Santiago de Compostela jest wiele. Trzej wojskowi pielgrzymi mają świadomość, że ich następcy jeszcze nie raz zostaną zaskoczeni.
- Na Monte de Gozo, 5 km. przed celem , czyli Santiago de Compostela, gdzie jest grób św. Jakuba Starszego, pierwszego męczennika spośród 12. Apostołów, można też spotkać polskiego kapłana. Posługuje tu pielgrzymom Ojciec Roman Wcisło, Saletyn.
Na Monte de Gozo można się zatrzymać walbergue, które jest częścią Centro Europeo de Peregrinacion,możnaporozmawiać z pielgrzymami, którzy zbliżają się do kresu swojej wędrówki, zachęca Łukasz Stefaniak. A  Ryszard Bożek przypomina o pomniku Jana Pawła II, który stoi na wzgórzu.
Kronikarzem wyprawy został desygnowany najmłodszy, Łukasz Stefaniak. Choć posturą nie przypomina Koszałka Opałka, bo rosły z niego młodzian, ale  talentem kronikarskim na pewno dorównuje. To właśnie jemu czytelnicy strony internetowej Ordynariatu Polowego, zawdzięczali krótkie zapiski, pisane na gorąco.
- Te wielkie przestrzenie, które, bywało, człowiek przemierzał sam, sprzyjały rozmyślaniom. Tak rodziły się poszczególne odcinki diariusza pielgrzymów. Siadałem na kamieniu i spisywałem, a wieczorem, albo po drodze, gdzie był internet, wklepywałem. Po ósmym odcinku, mieliśmy odzew; nasi koledzy czytają.
Wątki rodziły się też podczas pałaszowania „Menu pellegrino” w jakimś przydrożnym barze. Dyskutowaliśmy na przykład , że Hiszpanie iPortugalczycy mają swojego św. Jakuba, a przecież w Polsce mamy św. Wojciecha, który łączy trzy narody (Czeski, Niemiecki i Polski). Jaka to wspaniała okazja, by  nasza młodzież mogła poznawać swoje korzenie, historię, swoją tożsamość idąc po śladach patrona Polski. Zauważyliśmy, że ta forma pobożności, pielgrzymowanie, bardzo młodym odpowiada.
Każda pielgrzymka , każdego zaskakuje w inny sposób.
Bo tylko Pan Bóg wie, co dla nas w tym, a nie w innym momencie jest dobre, pożyteczne.
- To był jeden z trudniejszych momentów. Nagle dzwoni telefon. To ks. płk Zbigniew Kępa telefonował z Włoch, z Loreto: - Właśnie odprawiłem Mszę św. w waszej intencji. Siły  wróciły.
Modlitwa – duchowa logistyka na zapleczu… 

Elżbieta Szmigielska – Jezierska

ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 13/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;