Czwartek, 25 maj 2017 r.
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
O Bogu Był inny. Niepodobny do wszystkiego, co mógł pomyśleć o nim człowiek

Jan Paweł II, Tryptyk Rzymski
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2011-06-27
W jednym pantofelku… Sługa Boża Stanisława Leszczyńska (Elżbieta Szmigielska-Jezierska)

"Jeżeli w mej Ojczyźnie - mimo smutnego z czasów wojny doświadczenia - miałyby dojrzewać tendencje skierowane przeciw życiu, to wierzę w głos wszystkich położnych, wszystkich uczciwych matek i ojców, wszystkich uczciwych obywateli, w obronie życia i praw dziecka.” Sługa Boża Stanisława Leszczyńska, położna z Auschwitz (więzień 41335), matka trzech synów i córki.
Data urodzenia: 12 stycznia 1945 r. Miejsce urodzenia: Obóz koncentracyjny Auschwitz - Birkenau. - Byłem bardzo maleńki, jak się urodziłem; niewiele ponad kilogram i niecałe 40 cm – opowiada Maciej Niewiadomski, jeden z siedemnaściorga, żyjących dotąd na świecie dzieci urodzonych w Auschwitz. Jeden z trzydziedzieściorga niemowląt, które wyszły żywe z tego piekła na ziemi. Jeden z trzech tysięcy noworodków, które sprowadziła na świat w nieludzkich warunkach heroiczna położna Stanisława Leszczyńska. Matka matek z Auschwitz. Dziś Sługa Boża, której proces beatyfikacyjny rozpoczął się w archidiecezji łódzkiej.
Maciej Niewiadomski przyszedł na świat zaledwie kilkanaście dni przed wyzwoleniem obozu Auschwitz –Birkenau. Przyszedł na świat z wyrokiem śmierci. Tak zadecydowali ci, którzy zawłaszczyli Boże kompetencje: to my „panowie świata, życia i śmierci” będziemy odtąd decydować o wartości ludzkiego życia. Twórcy i kontynuatorzy eugeniki, eksperymentów medycznych – zbrodniarze hitlerowscy z doktorem Mengele na czele. Każde ludzkie życie jest święte od poczęcia do naturalnej śmierci, wiedziała ta, która miała Boże prawo wypisane w swoim sercu i sumieniu – położna Stanisława Leszczyńska.
 - O wartości ludzkiego życia decyduje jego jakość, wypadkowa ludzkich kalkulacji ekonomicznych i politycznych, czyli użyteczność w zbrodniczych planach podboju świata – to antycredo wszystkich, którzy dokonują aż po dziś zamachu na świętość ludzkiego życia. Niezależnie czy robią to rękami schwester Klary i ulicznicy Pfani, które topiły nowonarodzone dzieciątka w beczce zaraz po urodzeniu… Czy też z listkiem figowym, przyklejonym do sumienia, w białych rękawiczkach i kołnierzykach, w sejmowych ławach przyciskając guzik, głosują przeciw życiu lub deklarują publiczne poparcie. Za aborcją, eutanazją czy in vitro.

 Jestem lekarzem, jestem człowiekiem, jestem katoliczką

Hitler czy Stalin wcale nie byli pionierami „naukowego postępu” w eksterminacji najbardziej bezbronnych. Wśród prekursorów był m.in. Król Egiptu z „Księgi Wyjścia”.
- Księga Wyjścia opisuje sytuację narodu izraelskiego w niewoli egipskiej – przypomina dr Zięba, prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka i jeden z inicjatorów krucjaty modlitewnej w intencji życia poczętego. Izraelici rozmnażali się intensywnie, co wywołało obawy i gniew okupanta. Faraon wydał więc zbrodniczy rozkaz zabijania nowonarodzonych chłopców żydowskich. Położne bały się Boga i nie wykonywały rozkazu Króla Egiptu, czytamy w Księdze Wyjścia, mówił dr Zięba…
 Ta bojaźń Boża, źródło prawdziwej mądrości i obietnica Boża z nią związana jest do dziś źródłem mocy wszystkich, którzy służą „cywilizacji miłości” czyli cywilizacji życia.- Bóg dobrze czynił położnym, czytamy dalej w „Księdze Wyjścia”, i nie spotkała je żadna kara. A naród izraelski stawał się coraz potężniejszy i liczniejszy.
- Jestem lekarzem, jestem człowiekiem, jestem katoliczką – odpowiedziała dr. Mengele w obozie w Auschwitz doktor Irena Konieczna, która odmówiła dokonania aborcji u Żydówek przywiezionych do obozu z Węgier.
 Stanisława Leszczyńska, doktor Konieczna i inni lekarze w obozie zagłady Auschwitz ,wierni prawu Bożemu i przysiędze Hipokratesa, walczyli o „życie stracone” i za „życie stracone” gotowi byli poświęcić życie własne.
Nieustająca modlitwa w obronie życia, to najważniejsze przesłanie pontyfikatu Jana Pawła II.
- Z Janem Pawłem II spotykałem się i rozmawiałem kilkadziesiąt razy i wiem, że ta modlitwa była dla Ojca świętego, dziś Błogosławionego Jana Pawła II, najważniejszą sprawą, powiedział dr. Zięba. na premierowym pokazie filmu „Matka z Auschwitz Birkenau” w reżyserii Marii Stachurskiej. Obrońcy życia kierują się w swoich działaniach czterema zasadami: po pierwsze - modlitwa, po drugie - uczyć się , po trzecie uczyć innych, po czwarte - pomagać, mówił na spotkaniu w Galerii Porczyńskich w Warszawie, 19 czerwca 2011 r. dr Zięba.
Jan Paweł II, podczas trzeciej pielgrzymki do Polski ,13 czerwca 1987 r. , przypomniał kobietom w Łodzi o Stanisławie Leszczyńskiej: -„ Jej zalety zajaśniały nadzwyczajnym wręcz blaskiem, gdy podczas wojny i okupacji została osadzona w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu – Brzezince. Przeciwstawiła się tam zbrodniczemu rozkazowi zabijania nowonarodzonych dzieci i odnosiła się do nich z bezgraniczną ofiarnością”.
A postulator w jej procesie beatyfikacyjnym, Bp Ireneusz Pękalski podkreśla: - Heroiczność cnót kandydata na ołtarze ma się wyrażać w całym życiu; w zwykłych okolicznościach życia wiernie wypełniać obowiązki wpisane w powołanie. Temu powołaniu Stanisława Leszczyńska była wierna przez 40 lat służby położnej.
W jej życiu wiara nie była dekoracyjną fasadą; każdy poród, każde rodzące się życie ofiarowała w modlitwie Matce Bożej, chrzciła chrztem z wody i dziękowała za nie Panu życia i Jego Matce. Zachęcała też rodzące kobiety do modlitwy.- W obozie mama uczyła pieśni religijnych, modlitw. Wszystkie się modliły, wierzące i „niewierzące”. Żydówki mówiły „Ojcze nasz”.
Na różańcach zrobionych z resztek chleba przyzywały wstawiennictwa Matki Najświętszej.
W Łodzi, do czasu niemieckiej okupacji, mieszkała na ul. Żurawiej 7, po sąsiedzku z Żydami. - Za nami był heder, więc słyszeliśmy niemal przez ścianę, jak się uczą żydowskie dzieci, wspomina syn Bronisław (ur. w 1917 r.). Mama czasem chodziła do synagogi – postać. A nawet pamiętam, jak rozmawiała z rabinem na jakiś głębszy temat religijny, podkreśla Bronisław Leszczyński. Mama bardzo lubiła rozmawiać na temat wiary.
 Pierwsze kroki już po wyjściu z obozu 2 lutego 1945 r. skierowała do kościoła w Oświęcimiu, gdzie przyjęła sakramenty.
- Jak się człowiek przebudzi, to zwykle udaje mu się trafić nogą tylko do jednego pantofla - wspomina Bronisław Leszczyński, lekarz, syn Stanisławy Leszczyńskiej. Jak wzywano mamę w nocy, to często właśnie w jednym pantoflu wybiegała. I tak się też modliła do Matki Bożej: załóż, chociaż jeden pantofelek, ale przybądź z pomocą. Na „ Kielichu życia i przemiany Narodu” - jasnogórskim votum polskich kobiet ( 600 lecie obecności obrazu) - znajduje się m.in. podobizna Stanisławy Leszczyńskiej z Łodzi – Bałut. Tuli w ramionach niemowlę.

Żłóbek czyli piec

W Oświęcimiu znalazła się w kwietniu 1943 r. Miała 47 lat (ur. 8 maja 1896 r. w Łodzi). Gestapo wpadło na ślad działalności konspiracyjnej męża Stanisławy Leszczyńskiej – Bronisława (zginął w Powstaniu Warszawskim) : - Ojciec, zecer, pracował w drukarni Kotkowskiego w Łodzi - opowiada najstarszy syn Bronisław Leszczyński, prof. medycyny. Wyrabiał dokumenty, które umożliwiały ucieczkę z getta lub podróżowanie w sprawach podziemia.

- Ktoś doniósł na dziadka i aresztowali całą rodzinę, uzupełnia wnuk Jan Leszczyński. Dramat rozegrał się na ul. Wspólnej 3 w Łodzi.
 Gdy gestapo zaczęło strzelać do uciekającego syna Bronka, Stanisława padła na kolana przed obrazem Matki Bożej. Obu Bronisławom, ojcu i najstarszemu synowi, udało się uciec. Syn Stanisław i Henryk zostali wywiezieni do obozu Mauthausen i Gusen, gdzie pracowali w kamieniołomach. A Stanisława Leszczyńska z córka Sylwią, po przesłuchaniach w siedzibie gestapo, zostały przewiezione 17 kwietnia 1943 r. do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. W czasie rewizji udało się Leszczyńskiej zachować zaświadczenie uprawniające ją do wykonywania zawodu położnej.
 Lagerhertz Mengele nie chciał się zgodzić, by sprawowała posługę położnej w obozie. Kazał jej topić niemowlęta w beczce.
- Ja własnymi rękami nie mogę łamać pana przysięgi, bo za bardzo cenię pana przysięgę, odpowiedziała Stanisława Leszczyńska.
Jako miejsce do odbierania porodu służył piec w kształcie kanału z cegieł, zakończony paleniskami na końcach. Palono w nim klika razy w roku, więc w bloku zimą panowało dokuczliwe zimno, a z sufitu zwisały sople lodu.
- Nie było wody ani materiałów higienicznych – słychać głos Stanisławy Leszczyńskiej na archiwalnym nagraniu z 1969 r. Biegłam do kuchni, ale nie zawsze mogłam otrzymać, bo nastawione były kotły z gotującym się zielskiem. Musiałam walczyć o każde wiadro wody. Z mojego bloku do kuchni było jakieś 7- 8 minut drogi.
 Mamy ogrzewały niemowlęta własnym ciałem. Darły prześcieradła na paski i z tego robiły pieluszki, które suszyły okręcając wokół ud lub na plecach.
 Mama uratowanego Macieja Niewiadomskiego, chowała swojego synka pod siennikiem na drewnianej koi, żeby go nie znaleźli i nie odebrali. - Lekko leżałam , żeby się nie udusił, odpowiedziała uspokajająco swojej synowej na jej przerażone spojrzenie.
 Na archiwalnym nagraniu z 1969 r. można usłyszeć łamiący się głos Stanisławy Leszczyńskiej i wstrząsające świadectwo, zapisane też w „Raporcie położnej”: - Szczególnie zapamiętałam przypadek pewnej kobiety z Wilna, skazanej za udzielanie pomocy partyzantom; podała im chleb do lasu. Młoda dwudziestoletnia kobieta. Przyszedł po nią esesman, żeby zabrać na niechybną śmierć. Krew lała się za nią strumieniami, bo była dopiero dwie godziny po porodzie. Owinęłam ją w koc, mówi Stanisława Leszczyńska, w lewej ręce trzymała dziecko, które przycisnęła do siebie, żeby było mu cieplej, na „pieluszkę” położyła papier, bo wiedziała, że jest wielki mróz. Z bolesnym jękiem, cała drżąca musiała iść sama, o własnych siłach, bo nie mogłam jej pomóc. Ten mały chłopczyk, więzień, w ostatniej chwili swojego życia był przytulony do piersi matki…
 To była wigilia. W paczce od rodziców Stanisława Leszczyńska dostała chleb. Pokrojony na kawałeczki – zakazany opłatek, stał się w tę obozową noc Bożego Narodzenia okruchem nadziei na wolność, na szczęśliwy powrót do domu. Nagle w drzwiach baraku stanął lagerherzt Mengele. Kobiety znieruchomiały.
 - Matka szukała jego wzroku, on spuścił oczy i powiedział, że przez mały moment wydawało mu się, że jest człowiekiem, mówi pan Bronisław Leszczyński. Odszedł, nie było prześladowań. Ludzie widzieli, że ona miała nad nim przewagę…
Do głodnych, zbolałych, zaszczutych ludzi/Zstąpił Anioł dobroci, by wieść zanieść przyszłym wiekom,/Że tam, pośród śmierci, w nędzy i brudzie,/Tam też powiła Jezusa - Maryja w pasiaku.
 Napisała E. J. Salamon i zadedykowała Stanisławie Leszczyńskiej, która uratowała jej życie. Dziecko urodzone w Auschwitz 15 października 1944 r.

 Największe kalectwo i cud życia

Do maja 1943 r. wszystkie dzieci powite w obozie były mordowane. Schwester Klara, blokowa, skazana za dzieciobójstwo i przydzielona jej do pomocy rudowłosa ulicznica Pfani topiły niemowlęta w beczułce.
W nocy z ich pokoju dał się słyszeć przerażający dźwięk; bulgot wody. A za chwilę matka patrzyła na ciałko swego dziecka, rzucone pod blok i szarpane przez szczury. Obie Niemki zamordowały w ten sposób ponad 1500 dzieci.
Od maja 1943 r. sytuacja dzieci urodzonych w Auschwitz się zmieniła. Kilkaset noworodków niebieskookich o włoskach blond hitlerowcy wywieźli do Nakła, by poddać je wynarodowieniu i wychować „na prawdziwych Niemców”.
- Jak odbierano matkom dzieci, to był tak wielki jęk, że ziemia drżała, mówi Stanisława Leszczyńska ( nagranie archiwalne). One klęczały i jęczały bezbronne wniebogłosy.
 A jednak w tej krainie mroku, na dnie tego spopielonego człowieczeństwa zajaśniał prawdziwy „diament – wiekuistego zwycięstwa zaranie”. Prawdziwy cud zwycięstwa życia nad śmiercią. Mimo tych strasznych warunków, w jakich dzieciątka oświęcimskie przychodziły na świat, mimo braku wody, brudu, robactwa, wszy, szczurów, bliskości ciężko chorych na czerwonkę, dur brzuszny i plamisty, tyfus, złośliwą pęcherzycę, mimo że na 1200 chorych dziennie przypadało kilka aspiryn…
- Lagerherzt zapytał mnie, opowiada Stanisława Leszczyńska, jaki jest procent śmiertelności wśród noworodków, które odebrałam i ich matek.
- Nie miałam żadnego przypadku śmiertelnego (na trzy tysiące porodów), odpowiedziałam. Lagerherzt spojrzał na mnie z niedowierzaniem: - Nawet najlepiej prowadzone kliniki uniwersyteckie w Niemczech nie mogą się poszczycić takim wskaźnikiem! – mruknął gniewnie.
- Babcia nawet o esesmanach, wspomina Anna Gross, wnuczka Stanisławy Leszczyńskiej, mówiła „biedni ludzie”. Była w tym wielka troskliwość o tego człowieka. Nie było złości ani nienawiści. U nas w rodzinie, na człowieka, nawet zbrodniarza, patrzyło się jak na człowieka – biednego człowieka, bo to największe kalectwo – odczłowieczenie.
Pani Anna Gross widziała często swoją babcię z różańcem w ręku: - Była człowiekiem modlitwy, skupionym do wewnątrz. To się czuło. Dzień zaczynała od Mszy św., od Komunii św. Należała do trzeciego zakonu franciszkańskiego…

***

Podczas choroby codziennie przyjmowała Komunię św. Umarła spokojnie w wieku 76 lat wśród najbliższych, 11 marca 1974 r. Pogrzeb odbył się na cmentarzu św. Rocha na Radogoszczy w Łodzi. W setną rocznicę urodzin Stanisławy Leszczyńskiej (1996 r.) jej doczesne szczątki zostały przeniesione z cmentarza do Kościoła Wniebowzięcia NMP, w którym została ochrzczona.

Elżbieta Szmigielska - Jezierska
 
 
ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 09/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;