Czwartek, 17 sierpień 2017 r.
Anity, Elizy, Mirona
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Fundamentem wiedzy jest bojaźń Boża, wiedza świętego jest inteligencją.

Księga Przysłów
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2011-01-30
Trwać przy bezbronnych. Elżbieta Szmigielska-Jezierska o filmie „Ludzie Boga”

Siedzieli bez ruchu niemal wmurowani w fotel, patrząc gdzieś w dal, choć seans filmowy już się skończył. A „Ludzie Boga” z ostatniej sekwencji filmu , niby „męczenników orszak biały”, weszli w śnieżną biel i ciszę. Młodzi ludzie, zanurzeni przecież we wszechogarniającej kulturze masowej, która krzyczy o wolności , a wolność odbiera, mieli okazję obejrzeć film o prawdziwej wolności, której nikt im nie odbierze. Bo wolność niezakorzeniona w Bogu jest tragicznym złudzeniem.

To film „niebezpieczny” dla środowisk, które żyją z rozpowszechniania tandetnych i fałszywych stereotypów o chrześcijaństwie. Pewnie dlatego jeszcze przed wejściem francuskiego filmu „Ludzie Boga” na ekrany kin w Polsce, przeczytałam na portalu internetowym znanej Gazety, że jest „nachalnie religijnie patetyczny”. Podobnie było z prasową akcją antypromocyjną filmu „Popiełuszko wolność jest w nas”, a dziś ludzie w Kanadzie , w Niemczech organizują sami pokazy tego filmu i otwierają oczy, przecierając łzy. Tak zawsze jest z Prawdą, która dotyka do żywego ludzkie serce i umysł, nagle odkrytą, a tyle lat spychaną do kąta i na marginesy życia.

Podobnie zareagowali Francuzi i poszli masowo do kin na „Ludzi Boga”; obejrzało go 3 mln. rodaków francuskich trapistów. Prawdziwa historia, o której opowiada film, wydarzyła się w 1996 r. w Algierii ,w górach Atlas, gdzie Pan Bóg posłał grupkę francuskich zakonników trapistów.

Dawno już nie oglądałam filmu, który w tak głęboki, prosty i piękny, bo wyzbyty powierzchownej „śliczności”, pokazuje to co jest najtrudniejsze w naszej wierze, a wyrażone w jej najgłębszym paradoksie „Ave crux, spes mea” (Witaj krzyżu nadziejo moja).

Nieprzypadkiem więc pojawia się w tym filmie następujący dialog między zakonnikami: - Dzwoniła francuska dziennikarka, która chce nam zadać kilka pytań. -Dziennikarzy nie interesuje nadzieja, odpowiada jeden ze współbraci. A może trzeba ich zmobilizować?… (aby dojrzeli do zadania pytań najważniejszych?- przyp. jes).

Kolejnym paradoksem tego filmu jest fenomen percepcji. Osoba, z którą go obejrzałam, po wyjściu z kina powiedziała: - To niesamowite, przecież w nim prawie „nic się nie dzieje”, a człowiek przez dwie godziny nie może oderwać oczu. Przyzwyczajeni do kina akcji, które atakuje wszystkie zmysły technicznymi fajerwerkami, nagle dostają szansę smakowania powszedniości, zatrzymania się nad każdą chwilą zwykłego życia. I to życie, każda zwyczajna czynność, okazuje się w tym filmie tak niepowtarzalna i tak niezwykła. To bowiem kino akcji wewnętrznej, najintymniejszej, w której choć „nic się nie dzieje”, to dzieje się wszystko, co dla człowieka najważniejsze. Każdy przecież stanie przed najważniejszym wyborem: uciec czy zostać. Powiedzieć Panu Bogu nie i wybrać tzw. święty spokój? Czy też w chwili najcięższej próby pójść za Nim na Golgotę, gdy trzeba oddać wszystko, by zyskać jeszcze więcej. Jak Oni - garstka trapistów z klasztoru w Algierii. Jesteśmy świadkami akcji tak pasjonującej, że żadne kino akcji zewnętrznej nigdy nam takich przeżyć i treści do przemyśleń nie dostarczy. Każda sekwencja tego filmu, w rytmie kontemplacyjnym, wchodzi w nas, bo nie da się go oglądać tylko z pozycji obserwatora zewnętrznego. Każdy z zakonników inaczej dojrzewa do tego aktu największej chrześcijańskiej wolności – przyjęcia krzyża. Gdy niebezpieczeństwo ze strony bojówek terrorystycznych narasta, zakonnicy naradzają się, jak postąpić. Są wśród nich niezłomni i bojaźliwi, wahający się i wątpiący. Jak my wszyscy, jak ci na Golgocie, pod Krzyżem Chrystusa.

Brat Christoph, przełożony wspólnoty, jest oparciem dla brata, który przeżywa kryzys wiary, strach i wątpliwości.

A w chwili samotnej, dramatycznej modlitwy w kaplicy nocą niemal żebrze: Panie, pomóż! Ale to on w poruszającej scenie „ostatniej wieczerzy”, ma taką radość w oczach, jakby już widział kawałek odsłoniętego nieba.

I kolejny paradoks, film pojawia się w momencie, gdy medialny obraz chrześcijaństwa w Europie sprowadzony jest do stereotypu „księdza pedofila”. A Kościół katolicki do wspólnoty fanatycznych ciemnych katoli”, ostoi obskurantyzmu, przeciwnego „postępowej, wyzwolonej ludzkości”. Twór zaprzeczający kanonom poprawności, politycznej, która chce zastąpić Dekalog i Osiem Błogosławieństw.

Stary zakonnik, lekarz, heroicznie pomagający biednej muzułmańskiej ludności, przyjmuje do 150 pacjentów dziennie. Dlatego to on, a nie żaden mainstreamowy ginekolog, medialny autorytet, ma tak wiele do powiedzenia i w tak piękny sposób o miłości. Jego dialog z młodą zakochaną muzułmańską dziewczyną to tylko jedna z wielu perełek w tym filmie. No ale cóż, z perłami, w myśl biblijnego ostrzeżenia, wiadomo jak jest; nie należy ich rzucać między wieprze.

„Ludzie Boga” ukazują się też w momencie, gdy Kościół w Polsce, jego duszpasterze, stają przed takimi samymi dylematami i wyborami, jak francuscy trapiści. Starymi jak chrześcijaństwo, a przecież wciąż aktualnymi.

- Wyjechać stąd, to znaczy uciec – słyszymy kluczowy dialog filmu.- Ocalimy życie, ale czy można ich zostawić? – Oni przecież ( miejscowa muzułmańska ludność) też cierpią, też są okrutnie mordowani, mówi jeden z zakonników. Pasterz nie powinien zostawiać bezbronnych owiec na pastwę wilków, przypomina jeden z zakonników.

Przed sumieniem, w którym wyświetli się to pytanie, nie ma ucieczki.

Elżbieta Szmigielska - Jezierska
ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 13/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;