Czwartek, 25 maj 2017 r.
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
O Bogu Był inny. Niepodobny do wszystkiego, co mógł pomyśleć o nim człowiek

Jan Paweł II, Tryptyk Rzymski
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2010-07-01
Postkatolicyzm czyli zagubione owce? (Elżbieta Szmigielska - Jezierska)

W przedpokoju na wieszaku zostawiał swój płaszcz i czarny kapelusz. Szedł po kolędzie w naszym wojskowym bloku, pukając do drzwi, które wskazała moja mama albo babcia, po uprzednim rekonesansie, czyli uzgodnieniu z „wojskowymi” kobietami. Nieco majestatyczna, trochę posągowa postać o poważnym, surowym obliczu. Osoba Księdza Teofila Boguckiego, proboszcza od św. Jana Kantego, mojej parafii z dzieciństwa, stanęła mi w oczach jak żywa podczas beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki.

W domowym archiwum przechowuję jak skarb zdjęcie z bierzmowania w Kaplicy św. Jana Kantego (w klasztorze Zmartwychwstanek), na którym Ksiądz Teofil jak dobry gospodarz dogląda porządku wśród czeredy nastolatków z końca lat 60 , którzy przyjmowali sakrament dojrzałości chrześcijańskiej.

Dwóch kapłanów o tak różnej charyzmie, osobowości, doświadczeniu pokoleniowym, a przecież tworzyli razem wspaniały kapłański tandem. Byli jak duchowy ojciec i syn. Ksiądz Teofil Bogucki, kapelan AK z czasów wojny i ks. Jerzy rocznik 1947, z podlaskich Okopów. Jest taka scena w filmie „Popiełuszko, wolność jest w nas”. Mały Jurek idzie z ojcem przez las, gdzie trwa starcie „żołnierzy wyklętych”, podziemia niepodległościowego z komunistami. - To są rycerze, mówi ojciec. - A czy oni wygrają ?- pyta Jurek. Nie - pada odpowiedź. A czy oni przegrają ? – pyta dalej mały Jurek Popiełuszko. Też nie – odpowiada Tata. Ten trudny heroizm chrześcijański, ta bezcenna nadzieja, która przerasta wartość wszystkich doczesnych fantów od losu – to była lekcja prawdziwego patriotyzmu, bo wpisanego w Boże plany, którą odebrał w dzieciństwie dzisiejszy Błogosławiony.

Obaj Kapłani - i Ksiądz Teofil, i Ksiądz Jerzy - kochali Ojczyznę w taki właśnie sposób i obaj modlili się zgodnie, przynaglani tym samym Bożym natchnieniem : „ Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”. Bo przecież słynne Msze Św. za Ojczyznę w Kościele p.w. Św. Stanisława Kostki zainicjował Ks. Teofil Bogucki w październiku 1980 r., a w 1982 r. powierzył Ks. Jerzemu Popiełuszce ich celebrowanie, wygłaszanie homilii oraz wszelkie przygotowania organizacyjne.

Ksiądz Teofil jest jedną z postaci mojego dzieciństwa, które kształtowały moją wrażliwość religijną. To jego podpis widnieje na wszystkich świadectwach z religii aż do świadectwa maturalnego u św. Stanisław Kostki, obok podpisu śp. ks. Wiesława Kalisiaka…

Minęły lata sielskie, anielskie aż przyszedł w życiu czas, w którym wielu młodych ludzi ulega pokusie przetestowania własnej drogi, siły (rażenia?) własnej woli a często prężenia muskułów. To czas wychodzenia synów i córek marnotrawnych z domu Ojca, by zasmakować życia wyłącznie na własny rachunek. Zazwyczaj jest to gorzka lekcja pokory, koszt nabitych guzów, upadków i zranień - nieuchronne konsekwencje choroby ducha, którą nazywam dziś „samosiowatością” czy jak kto woli samowystarczalnością. Często taki eksperyment życiowy, tak jak w przypadku ewangelicznego syna marnotrawnego kończy się … w świńskim korycie.

Stają może wtedy w oczach jak łzy - w wieku „męskim, wieku klęski” - Oni. Kapłani, bezpieczni przewodnicy duchowi z czasów dzieciństwa czy wczesnej młodości. Gdy śp. Biskup Płoski mówił w jednym ze swoich ostatnich kazań, 9 kwietnia 2010 r. : „Księża coraz bardziej starają się wyglądać jak świeccy, a świeccy chcą mieć coraz więcej władzy w Kościele - jak księża. Ten trend pochodzi z zachodniej Europy. Jest to zły trend Kościoła. Być może winne temu jest pewne nieporozumienie. Pozycja w Kościele nie jest kwestią władzy, ale duchowego autorytetu.- pomyślałam o kapłanie mojego dzieciństwa - ks. Teofilu Boguckim. Autorytet dzięki takim postaciom jak on kojarzy mi się nie z władzą tyrana – jak próbują dziś zwodzić nieszczęsnych młodych ludzi „kapłani poprawności politycznej i liberalizmu” – ale z bezpiecznym prowadzeniem za rękę ojcowskiego przewodnika. Tacy byli kapłani mojego dzieciństwa. To dzięki nim, jestem o tym przekonana, powroty z życiowych manowców okazały się możliwe, bo ich mowa była „tak tak, nie nie”. Bez światłocienia (Norwid).

I to o takich pasterzach, jak myślę, mówił Benedykt XVI na zakończenie Roku Kapłańskiego "Twój kij pasterski daje mi poczucie bezpieczeństwa": pasterz potrzebuje kija przeciw dzikim zwierzętom, które chcą wtargnąć między trzodę; przeciw rozbójnikom, którzy szukają łupu. Obok kija jest laska pasterska, która daje wsparcie i pomaga przekroczyć trudne przejścia. Obie te rzeczy wchodzą w posługę kapłańską, w posługę Kościoła. Także Kościół musi użyć kija pasterza, kij, którym ochrania wiarę przed fałszującymi ją, przed orientacjami, które dezorientują ludzi. Właśnie użycie kija może być służbą miłości”.

 Sama laska bez kija naraża owce na śmiertelne niebezpieczeństwo.
Katolik, mieniący sam siebie „żeglarzem sterem i okrętem” może jedynie innych pociągnąć na dno. Do bezpiecznego portu w ramionach Ojca powrót może okazać się wówczas niemożliwy.

Elżbieta Szmigielska - Jezierska

ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 09/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;