Czwartek, 25 maj 2017 r.
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
O Bogu Był inny. Niepodobny do wszystkiego, co mógł pomyśleć o nim człowiek

Jan Paweł II, Tryptyk Rzymski
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Polecamy
2010-06-20
Ratunek z powodzi łez (E. Szmigielska-Jezierska rozmawia z st. bryg. S. Sulentą)

„Strażacy, jesteście skarbem tego narodu”…
Ratunek z powodzi łezStali w sobotę na dziedzińcu Bazyliki w Licheniu ze swoim sprzętem ratowniczym. W większości młodzi, sprawni – uczestnicy Mistrzostw Polski Strażaków Ochotników w ratownictwie wodnym i powodziowym. Po nabożeństwie usłyszeli z ust księdza Stanisława Kosiorowskiego - proboszcza Bazyliki Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski: - „Strażacy, jesteście skarbem tego narodu”.


A w niedzielę pielgrzymi z różnych stron dowiedzieli się w czasie Mszy św.: -Ten ryk motorówek na Jeziorze Licheńskim, to polscy strażacy doskonalą swoje umiejętności w ratowaniu życia ludzi.
Rzeczywistość szybko weryfikuje wielkie słowa. Tegoroczna powódź, dramat tylu wylanych łez, straconych domów, potwierdziła, że wielkie słowa nie dewaluują się, pozostają wielkimi tylko wtedy, gdy człowiek człowiekowi ofiaruje siebie. A najgłębszy sens tej ofiary odniesie do Chrystusowego krzyża…

I walczyli do końca o każdy metr wału przeciwpowodziowego. Często bez snu, słaniając się na nogach z wyczerpania. W Parchatce, dzięki wzmocnieniu i podwyższeniu wału i wybudowaniu wału poprzecznego, udało się ocalić przed zalaniem Puławy.

Starszy brygadier Stanisław Sulenta - który wtedy na Jeziorze Licheńskim oceniał jako sędzia główny sprawność młodych strażaków ochotników - doradca Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej, towarzyszył swoim przełożonym - nadbrygadierowi Wiesławowi Leśniakiewiczowi i nadbrygadierowi Markowi Kowalskiemu - w wielu akcjach ratowniczych podczas tegorocznej powodzi. Gdy przegrywali z żywiołem w gminie Wilków, gdzie wezbrana fala z Podkarpacia z rzeki San i Wisłoka wlała się do Wisły i podniosła jej poziom o 50 cm. Wtedy trzeba już bezpośrednio ratować ludzi i mienie, a do akcji włączają się strażackie grupy ratownictwa wysokościowego, które ewakuują mieszkańców z zalanych domów przy użyciu śmigłowców Straży Granicznej, Policji i Wojska…

Ksiądz Popiełuszko i walka o czystość munduru

- W rozmowach z moimi starszymi kolegami, dziś moimi przełożonymi, zastanawiamy się, kiedy i jak to się stało, że prestiż naszego zawodu zaczął rosnąć, co pokazują dziś badania socjologiczne - mówi Stanisław Sulenta. Obecny Komendant Główny Państwowej Straży Pożarnej i jego zastępca, przeżyli strajk w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarniczej w 1981 roku. Ksiądz Jerzy Popiełuszko był wtedy wśród nich, wspierał duchowo, odprawiał Msze św. dla strajkujących adeptów pożarnictwa z ul. Słowackiego w Warszawie. Polacy byli wówczas solidarni z tymi dzielnymi chłopakami, którzy odważyli się przeciwstawić potężnej machinie aparatu totalitarnego ucisku. W ich zrywie ku niepodległości było coś z romantycznego etosu listopadowych podchorążych 1830 r.

Młodzi strażacy i część kadry pokazali wtedy narodowi, że tylko on jest ich suwerenem, że nikt nie ma prawa wykorzystywać ich w rozgrywkach politycznych czy też używać do pacyfikowania ludzi.- Ten protest moich starszych kolegów - opowiada st. bryg. Sulenta, odbywał się z godnością, w spokoju; oni nikogo nie atakowali, ale stanowczo upominali się o czystość etosu strażackiej służby narodowi. To była walka o godność strażackiego munduru, który nie mógł być splamiony.

Niektórym moim starszym kolegom – uczestnikom strajku nie było dane powrócić na uczelnię. Wśród nich był Przewodniczący Strajku WOSP - obecnie Podkarpacki Komendant Wojewódzki PSP w Rzeszowie st. bryg. Zbigniew Szablewski, który wówczas trafił do służby wojskowej. Rozwiązali im szkołę; W czasie moich studiów, w latach 1984 – 1989, żywa była legenda strajku z 1981r. Na nas zwrócone były oczy. Nie chodziliśmy, co prawda na Msze św. do Kościoła św. Stanisława Kostki,  ale do Kościoła Marianów na Gdańskiej. Niektórzy nasi koledzy nie wrócili już do szkoły, ale na święta patriotyczne zakładali czarne mundury i zjawiali się na mszy św.

Od czasu tego strajku w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarniczej, w stanie wojennym władza dała strażakom spokój, obawiała się użyć ich przeciw ludziom. Zabrali z komend wojewódzkich po jednym wozie strażackim, przemalowali na zielono, ale sami strażacy nie brali udziału w pacyfikowaniu demonstracji. Po latach - widzimy to wyraźnie, społeczeństwo właściwie odczytało postawę strażaków. To nasi koledzy ocalili wtedy dobre imię Straży Pożarnej.

Starszy bryg. Sulenta opowiada o wzruszającej uroczystości przed tablicą na gmachu Szkoły Głównej Służby Pożarniczej ,upamiętniającą udział Księdza Jerzego Popiełuszki we wsparciu duchowym strajkujących w 1981 strażaków. - Po Przed Mszą św. w Kościele św. Stanisława Kostki, razem z Mamą ks. Jerzego i bratem uczciliśmy 28 rocznicę strajku i 25 rocznicę śmierci ks. Popiełuszki.

Pod płaszczem Matki Bożej


-  Do Kościoła w Bełżycach na Lubelszczyźnie, w mojej rodzinnej parafii p.w. Nawrócenia św. Pawła Apostoła – opowiada Stanisław Sulenta – na uroczystości przychodzą strażacy ze sztandarem z wizerunkiem  Matki Bożej  Częstochowskiej. W latach pięćdziesiątych strażacy chodzili z nim na pochodach pierwszomajowych. Jednego roku przychodzi do strażaków naczelnik rejonowego OSP i mówi, że ten sztandar nie przejdzie przed trybuną. Znam tę historię z opowieści rodzinnych. Te pochody to była przede wszystkim okazja do spotkań towarzyskich rolników z OSP, którzy zjeżdżali z okolicznych wsi. Wtedy było z kilkanaście wozów strażackich i ok. 500 ludzi. – Idź pan do pierwszego sekretarza partii, usłyszał naczelnik i powiedz mu , że jeśli nie chce rozróby, to ten sztandar przejdzie i nie powstrzyma nas ani ubecja, ani milicja – postawili się chłopi lokalnej władzy partyjnej w obronie Matki Bożej. I poszli. Ten sztandar z Matką Bożą towarzyszy strażakom z Bełżyc do dziś w czasie świąt kościelnych i  patriotycznych.

- Jak nie można się wstydzić swojego kraju, godła, flagi, tak nie można się wstydzić swojej wiary, krzyża – podkreśla st. bryg. Sulenta. I dodaje, że strażacy zawsze byli w pierwszej linii w obronie krzyża.

- Musicie od siebie wymagać, choćby inni od was nie wymagali - te słowa Jana Pawła II są bliskie st. bryg. Sulencie. Doświadczenie pielgrzymki JP II z 1979 r., pogrzeb prymasa Wyszyńskiego – to duchowe przeżycia,które zapadły weń głęboko.
Czy można sobie wyobrazić Grób Pański na Wielkanoc czy Boże Ciało bez strażackich mundurów?
- Pamiętam z opowiadań rodziców, jak to było zaraz po wojnie. Do Grobu Pańskiego pożyczali mundury od wojskowych, bo mundury strażackie albo poginęły, albo zostały zniszczone. Potem czapnicy robili rogatywki, strażacy szyli sobie mundury. W rodzinnych zbiorach zachowały się zdjęcia z pogrzebu dziadka, na których strażacy ubrani na galowo niosą trumnę dziadka Feliksa Sulenty na ramionach.
We wspomnieniach z dzieciństwa i młodości przewijają się obrazy z wizytacji biskupa w rodzinnej parafii. - Strażacy robili banderię , aby godnie powitać Szanowanego Gościa. Strażacy na koniach, w białych koszulach i kaszkietach a la Piłsudski.
Stół to było wtedy w rodzinie miejsce, które nie tylko jednoczyło rodzinę. Tu przy stole dzieci zasłuchane w opowiadania starszych, wychowywały się, poznawały swoje korzenie, tradycję. Dorastały do przyjęcia wartości, które czyniły ich ludźmi dojrzałymi wewnętrznie.
- Przy stole słyszałem, jak to ludzie czekali w mojej parafii w Bełżycach na obraz Matki Bożej Częstochowskiej i jak esbecy go pod Bełżycami aresztowali. Ile serca i starań włożyli moi krajanie, by ustroić drogę w czasie ostatniego nawiedzenia Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w Bełżycach - całe miasto usłane kwiatami.
Z domu rodzinnego wyniósł st. bryg. Sulenta tradycje patriotyczne, które ściśle przekładały się na tradycje strażackie.
- W Bełżycach ruch oporu skupiał się w Straży Pożarnej , bo okupant niemiecki pozwalał na jej funkcjonowanie.
Za tę wierność Ojczyźnie , Matce Bożej i swoim bohaterom, męczennikom narodowej sprawy, mieszkańcy Bełżyc - i za Niemca, i za komuny - płacili… nie tylko kolegiami.
- W naszej okolicy działał oddział partyzancki cichociemnego Zapory. 24. partyzantów pojmali Niemcy i w pokazowej egzekucji, w środku miasta, po torturach na Zamku Lubelskim rozstrzelali. Wśród nich był brat mojej mamy Bolesław Wójtowicz.
Rodziny zamordowanych partyzantów chciały ich w latach 50. uczcić stawiając w miejscu ich kaźni figurę Matki Bożej. Oni stawiali, władza kazała usunąć, rodziny zamordowanych płaciły kolegia, a Matka Boża trwała na miejscu ofiary swoich dzieci. To piękna historia wiernej miłości Bełżyczan.
- 16 sierpnia 2009 roku odbyła się w Bełżycach podniosła uroczystość; przyjechał śp. Biskup Polowy WP Tadeusz Płoski. Moja rodzina ubrała posąg Matki Bożej w żołnierski płaszcz. Bo przecież to dzięki Jej opiece, pod Jej płaszczem trwamy przy znakach wiary naszych przodków. Ten żołnierski płaszcz przewieszony jest przez ramię Matki Bożej Żołnierskiej na obrazie Henryka Widelskiego z Bełżyc, który wówczas poświęcił Biskup Płoski. Jeden obraz Matki Bożej Żołnierskiej ( o historii tego niezwykłego obrazu ukazał się wywiad w NS – jes) podarował Henryk Widelski Księdzu Biskupowi i wisiał w domu Biskupim na Długiej.

W tym roku strażakom z całej Polski miał błogosławić na Jasnej Górze 24 kwietnia 2010 r. śp. Biskup Polowy Tadeusz Płoski… Inna była wola Boża.
Przed Jasnogórską Panią zameldowali się strażacy na swojej VI Ogólnopolskiej Pielgrzymce w sile ok. 100 tys. Z Komendantem Głównym PSP, nadbryg. Wiesławem Leśniakiewiczem oraz Waldemarem Pawlakiem Prezesem Zarządu Głównego ZOSP RP na czele.157 strażackich ochotniczych orkiestr dętych grało dla Maryi niezwykły koncert na Jej cześć, wspomagane przez 22 zespoły artystyczne OSP.
Pierwszy Zjazd Strażactwa Polskiego na Jasnej Górze odbył się 18 czerwca 1939 r. – wydarzenie to potraktowano jako I-szą strażacką pielgrzymkę, kolejne miały miejsce dopiero w latach 90. Tegorocznej liturgii Mszy świętej przewodniczył abp Sławoj Leszek Głódź, Metropolita Gdański w asyście księży kapelanów PSP i OSP. Strażacy odnowili przed świętym Obliczem swoje ślubowanie.

To moje powołanie


Starszy brygadier Stanisław Sulenta w zawodowej Straży Pożarnej służy już 25 lat, ale w tradycji i etosie strażackim wzrastał od dziecka. I choć wielu małych chłopców marzy o byciu strażakiem, to on te marzenia konsekwentnie urzeczywistniał.
- Nie wyobrażałem sobie, żeby nie być strażakiem; już jako jedenastolatek wstąpiłem do młodzieżowej drużyny Ochotniczej Straży Pożarnej w Bełżycach. W ósmej klasie startowałem w konkursach i olimpiadach wiedzy pożarniczej, poznawałem historię strażactwa…
To jasne, kto kocha, stara się coraz lepiej poznawać. 
Zamiast oglądać telewizję, mogę więcej czasu poświęcać na lekturę. Dzięki mojej córce Paulinie, która studiuje filozofię na KUL , sięgam i po wspaniałego a tak przemilczanego ś.p. ojca Mieczysława Krąpca.
Pan Stanisław Sulenta reprezentował Komendanta Głównego PSP Wiesława Leśniakiewicza na drugiej konferencji, którą zorganizowała razem z Ordynariatem Polowym WP Szkoła Wyższa im. Pawła Włodkowica w Płocku „ Służyć w ochronie i obronie wartości. Aksjologiczne fundamenty służb mundurowych”.
Mówił o heroizmie i rzetelnej służbie, o odwadze i rozwadze. To nie są tylko teoretyczne rozważania…
- Pamiętamy tragedię w Kamieniu Pomorskim? Strażak ma drabinę; są cztery osoby do uratowania, ktoś leży na ziemi, kto właśnie wyskoczył z okna i też potrzebuje pomocy. Tu nie ma czasu na zastanawianie się; trzeba działać jak najszybciej, tak aby wszystkich uratować.
- Często chodzimy „z czapką” i zbieramy środki na zakup niezbędnego sprzętu.Kupujemy dzięki temu coraz bardziej nowoczesne wyposażenie. By ratować życie ludzkie, czasem trzeba zachować się niekonwencjonalnie. Strażacy to potrafią. Tak było, gdy pomogli holować karetkę, w której zawiodła technika medyczna, a urządzenia podtrzymujące funkcje życiowe pacjenta wymagały zasilania energią elektryczną.
Do rozwoju powołania człowieka, jego ugruntowania, przyczyniają się ludzie, którzy są darem nieba. Tacy, którzy swoją postawą promieniują na otoczenie i pokazują horyzonty i poprzeczki, które warto przekraczać. Warunek wstępny - przekraczanie siebie , swoich słabości, wygody, pokusy pójścia na skróty i łatwiznę życiową.
Pan Stanisław Sulenta podkreśla, że wielu takich spotkał na swojej drodze; choćby mł.bryg. Leszek Tanaś, twórca Gdańskiej Grupy Poszukiwawczej. – To wspaniały człowiek, który uratował wiele osób, ze swoimi psami brał udział w wielu akcjach międzynarodowych po tragicznych trzęsieniach ziemi.Ogromną wdzięczność mam wobec śp. Biskupa Polowego Tadeusza Płoskiego i Ks. płk. Zbigniewa Kępy. Miałem niezwykłą okazję czerpać z ich świadectwa gorliwej służby Ojczyźnie , Wojsku i Kościołowi
Wielkim darem dla nas, strażaków jest cała rzesza księży kapelanów ochotników, z ks. Krzysztofem Jackowskim, Krajowym Kapelanem Państwowej Straży Pożarnej, który odbywał klerycką służbę wojskową w tym samym czasie co ks. Jerzy Popiełuszko.
Oni wiedzą, jak bardzo są nam potrzebni ze swoim wsparciem duchowym, wiedzą, z jaką traumą przychodzi czasem się mierzyć. Z jednej z komend wojewódzkich przyszła informacja, że mój kolega pojechał do wypadku drogowego i wycinał uwięzione ciało swojego syna nie wiedząc, że to on… Często pierwsi na miejscu wypadku są strażacy ochotnicy. Tak jak było po wypadku autokaru na Podlasiu; porozrzucane ciała i trzeba zrobić selekcję, komu trzeba najpierw pomóc, a komu już nie można.
Wśród naszych księży są nawet tacy „fanatycy” - uśmiecha się serdecznie na ten rodzaj „fanatycznej” troski o nich Stanisław Sulenta – którzy mają w domu radiotelefon, aby być przy nas od momentu rozpoczęcia akcji…
Chrześcijanin staje się bogatszy, gdy coraz więcej daje z siebie innym. Taki paradoks, niezrozumiały dla świata konsumpcji i zachłannego materializmu.
Ten świat nigdy nie doświadczy i nie pojmie szczęścia, które kryje się w uśmiechu dziecka niepełnosprawnego. Jest ono udziałem Państwa Sulentów. Szczególnym darem Opatrzności jest żona Beata, która pomimo rozłąki potrafi godzić swoją pracę zawodową z wychowaniem dzieci i pasją męża.
- Dziękujemy Panu Bogu za nasz skarb, trzynastoletnią Ewunię z zespołem Downa – uśmiecha się z ojcowską czułością Pan Stanisław i pokazuje z dumą przedszkole integracyjne prowadzone przez Siostry Misjonarki Świętej Rodziny.
- Udało się je wybudować, a 80% środków pochodziło z darowizn.

Elżbieta Szmigielska – Jezierska


 

 
 
 
 
 
 
 
ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 09/2017
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2017
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 261-87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@ron.mil.pl;